Autor

menEveryday

Przeglądaj

Moda jesienią

W końcu przyszła jesień. Uprzedzając pytania – tak lubię jesień. To moja ulubiona pora roku. Zawsze kiedy to mówię spotykam się ze spojrzeniami pełnymi niedowierzania w najlepszym wypadku lub sugerującymi niedorozwój umysłowy w najgorszym. Spieszę więc z wyjaśnieniami – nie przepadam za upałami, może i są do zniesienia jak leży się nad brzegiem basenu ze szklanką mohito w ręku ale poza tym upał nie nadaje się do niczego innego – do pracy za gorąco, do treningów za gorąco, do spacerów za gorąco, na urlop za drogo bo wtedy właśnie są najwyższe ceny. Jesień natomiast, cóż ma same zalety: można spokojnie spacerować, ćwiczyć, pracować, wszędzie mniej ludzi więc i ceny lepsze w hotelach i pensjonatach. Ponadto mieszkałem długi czas blisko Bieszczad, a potem jeszcze dłuższy na Mazurach i (każdy kto tam był jesienią to wie o czym mówię) widok złoto-czerwonych wzgórz jest obłędnie piękny. Nie przeszkadza mi też deszcz podczas podróży po Afryce Centralnej lokalny przewodnik wytłumaczył mi, że deszcz to życie dla roślin i zwierząt, od tego czasu cieszę się, że pada i co tu dużo mówić mój afrykański przyjaciel miał rację, mieliśmy tego roku deszczowe lato i rośliny w moim ogrodzie pięknie wyrosły.
Przyznam również, że jeśli chodzi o modę to bliżej mi do stylu jesiennego niż letniego. Preferuję jeans nad len i sztruks nad cienką bawełnę, oraz chukka nad loafersy. Skoro tak to co nosić jesienią?
W tym roku królują tweed, flanela i sztruks.

Tweed to wełna tkana z przędzy zgrzebnej. Pierwsze tweedy uszyto w Szkocji i do dzisiaj szkocki tweedy jest najbardziej pożądany chociaż robi się je również w Anglii, Irlandii, a nawet Włoszech. Zadaniem tego materiału była ochrona przed chłodem stąd jego bardzo ścisła struktura splotu. Wełna zgrzebna to ta, która powstała z włókien wełny nie czesanej, bardziej szorstkiej i twardej. Kiedyś było to uważane za wadę, dzisiaj właśnie ta szorstkość jest postrzegana jako zaleta. Typowym przykładem materiału z wełny zgrzebnej jest tweed właśnie.

Ja osobiście bardzo lubię tweed i zarówno charakterystyczna krata jak i jodełka połączona z naturalną surowością splotu bardzo mi odpowiadają. Ponieważ ze względu na strukturę splotu jest to materiał „ciepły” i nie nadaje się do noszenia latem, z utęsknieniem czekam na jesień by go móc zacząć nosić.

Niestety w Polsce bardzo trudno jest znaleźć marynarki z tweedu. Moim odkryciem nr 1 ostatnich 6 miesięcy jest marka M.Ceran. Pani Maria Ceran jej twórczyni szyje fantastyczne marynarki bez podszewki i konstrukcji, czyli wymagające najwyższego kunsztu od krawca, ponieważ brak jest płachty, która przykryłaby fuszerki w szyciu. Pani Maria na szczęście szyje swoją kolekcję w tweedzie, często z dodatkami wełny wielbłądziej lub kaszmiru. Marynarki są piękne, lekkie i ciepłe – idealne na jesień i zimę. Co ważniejsze w ofercie nie dominują brązy ale także prawdziwe kolory jesieni, czerwień, rudy, złoty i pomarańczowy – brzmi egzotycznie ale wygląda wspaniale.
Marynarka z tweedu Donegal od M.Ceran

Kolejnym materiałem, który uwielbiam za jego miękkość, ciepło i przyjemny chwyt jest flanela. Podoba mi się fakt, że flanela odbija światło, dzięki czemu wzory i kolory na niej są jakby rozmyte, mi kojarzą się z dziełami moich ukochanych impresjonistów. Flanelę można zrobić z wełny (używa się do tego specjalnych drucianych szczotek, którymi drapie się włókna tak by powstał delikatny meszek) oraz bawełny. Dodatkowo flanela faktycznie ma zdolności termoizolacyjne lepsze niż zwykła wełna/bawełna (we flanelowych koszulach Jerzy Kukuczka zdobywał ośmiotysięczniki)



Dlatego właśnie flanela to świetny materiał jesienno-zimowy – mój ulubiony. Zresztą nie tylko mój ponieważ przeglądając zdjęcia z targów mody widzę wielki powrót flaneli i to nawet u producentów najwyższej półki (np. Zegna). Oczywiście w sukurs wszystkim chcącym ubrać flanelową marynarkę (z wełny oczywiście) idzie niezawodna M.Ceran, uszyte w tej pracowni dwurzędowe marynarki z tego właśnie materiału wyglądają obłędnie i są niesamowicie miłe w dotyku.


Co do spodni – cóż jestem niezmiennie wierny jeansom. Może to z powodu mojej fascynacji w dzieciństwie westernami, które wiele lat później zaowocowały podróżami do zachodniej części USA. Spotykałem tam multimilionerów w Huston i Phoenix, kowboi na ranchach w Arizonie, Indian z rezerwatów w Nowym Meksyku i hipsterów z San Diego, wszyscy byli w jeansach. Materiał ten jest tak uniwersalny, że pasuje niemal do wszystkiego (słowo niemal ma tu kluczowe znaczenie). Oczywiście raczej nie pójdziemy w nim na kolację do Królowej Elżbiety ale nie sądzę by wielu z nas miało tę przyjemność. Poza tym z jeansu szyje się eleganckie koszule, casualowe marynarki i oczywiście spodnie. Do moich ulubionych marek, które stawiam na miejscu nr 2 wśród tegorocznych odkryć należą jeansy MMX i HILTL. Pierwsze to spodnie, które z powodzeniem mogą stanowić część zestawień smart casualowych. Materiał jest tak delikatny, a wykończenia tak finezyjne i dokładne, że często trudno uwierzyć, że to faktycznie jeans. Z tweedowymi marynarkami z dodatkiem jedwabiu, koszulą (zwłaszcza białą) oraz knitem i butami typu monk lub full brogues, a zimą ze sztybletami wyglądają rewelacyjnie, zwłaszcza w kolorze ciemno-granatowym. Oczywiście jeansy muszą być czyste, wyprasowane i na Boga nie za długie.

Z kolei jeansy HILTL są bardzie casualowe i świetnie pasują do luźnych kompozycji. Oprócz jakości materiału i dokładności wykończeń HILTL ma jeszcze jedną zaletę, szyje we wszystkich rozmiarach i niemal na każdą sylwetkę. Z flanelowymi koszulami czy swetrami (np. golfem) i butami typu chukka sprawią, że każdy facet będzie wyglądał jak Steve McQuinn. Ja w każdym razie noszę je niemal codziennie (chodź do Steva McQuinna mi daleko, niestety).

Nie oznacza to bynajmniej, że jeansy zawsze pasują do wszystkiego – czasami można w nich wyglądać po prostu tragicznie, dobrym przykładem fatalnego doboru kroju jeansów i dodatków do nich jest Kuba Wojewódzki, a przykładem idealnego wspomniany już Steve McQueen, mający przydomek „King of Cool”, faktyczny król w noszeniu strojów casualowych i smart casualowych.

Oczywiście nie samym jeansem żyjemy jesienią. Dla osób ceniących klasyczną elegancję lub dla tych którzy muszą się oficjalnie ubierać , polecam wełnę oraz kaszmir. Kaszmir to oczywiście też wełna tyle, że z kóz i to wyłącznie tych żyjących w mroźnym klimacie. W celu uzyskania kaszmiru kozy się czesze, a nie obcina i to wyłącznie wyczesuje się sierść na brzuchu gdyż tam jest miękka i ma długie włosie. Dlatego też kaszmir jest tak rzadki, a tym samym i drogi. Najwięcej kaszmiru pozyskuje się ze zwierząt żyjących w Himalajach ale najlepszy jest ten z kóz żyjących w Mongolii. Największym odbiorcą tegoż najszlachetniejszego kaszmiru jest Ermenegildo Zegna i właśnie spodnie uszyte z tkanin od tego producenta polecam najbardziej, są miękkie, zaskakująco cienkie, a jednocześnie ciepłe. Równie dobre są tkaniny od Loro Piany. Gdyby ktoś zastanawiał się gdzie można kupić spodnie uszyte z tak szlachetnych materiałów to proponuję odwiedzić KlasyczneButy.pl – sklep posiada bardzo szeroki wybór spodni uszytych z materiałów Zegny i Loro Piany w naprawdę rozsądnych cenach.
Jesień w końcu to czas by zacząć nosić swetry, a zwłaszcza golfy. Przez wiele lat golf był passe ale w ostatnich latach ponownie wrócił do łask i słusznie bo to świetny element strojów casualowych i smart casualowych. Gold ma wiele zalet, można go nosić solo (bez marynarki czy kurtki) i dalej wyglądać elegancko, jest ciepły i likwiduje potrzebę noszenia szalika (ale oczywiście jedno nie wyklucza drugiego). Polecam golfy Andrea Fenzi z wełny merynosów i kaszmiru – są niezwykle przyjemne w dotyku, bardzo ciepłe, jednocześnie cienkie i niemal się nie mną. Granatowy jest moim ulubionym, w połączeniu ze spodniami chino lub jeans można wyglądać stylowo zachowując jednocześnie pełną swobodę. Andrea Fenzi to laureat nagrody dla najlepszej marki umieszczającej na metkach „made in Italy”. Gorąco polecam.
Wreszcie buty. Jeśli ktoś miał wątpliwości, że jesień góruje nad latem to wystarczy popatrzeć na buty, które nosimy w mojej ulubionej porze roku. Mamy olbrzymi wachlarz do wyboru zaczynając od…laofersów. Właśnie tak, loafersy też można nosić jesienią. Oczywiście może już nie na gołą stopę ale cały czas pasują. Sam mam piękne loafersy z kolekcji anniversary od legendarnej angielskiej firmy Barker ze skóry groszkowej, na podeszwie dainite i cały czas je noszę i najprawdopodobniej będzie tak do połowy października. Tu muszę zrobić małą dygresję, a raczej dwie. Pierwsza dotyczy marki Barker – absolutnej legendy na Wyspach, w Polsce bardzo mało znanej. Przeglądając fora na temat butów w Anglii wielokrotnie napotykałem się na wpisy osób, które noszą swoje Barkery po dziadku – buty te wytrzymują 30-40 lat, nawet więcej. Marka ta jest ceniona równie wysoko jak Crocet&Jones, a znacznie wyżej niż okrzyczany (i w sumie dobry) Loake. Jeśli chodzi o jakość wykonania i dobór skór Barker to mój absolutny faworyt. Druga sprawa to skóra groszkowa (pebble grain). Skóry te mają charakterystyczne wybrzuszenia na powierzchni uzyskane w wyniku tłoczenia. Skóry groszkowe są wykonane ze skór bydlęcych poprzez tłoczenie specjalną płytą o oczekiwanym uziarnieniu (rysunku). “Stemplowanie” płytą groszkową skór bydlęcych służy celom ozdobnym, ale równocześnie “zamyka” powierzchnię skóry tworząc wstępną ochronę. Według mnie wygląda to świetnie i wyjątkowo pasuje do kompozycji jesiennych. Skóra groszkowa jest nieco twardsza i grubsza od licowej – idealna na sezon jesienno-zimowy. W Polsce właściwie niepopularna i nielubiana, cały czas próbuję dociec dlaczego. Jeśli chodzi o rodzaj butów to jesienią szczególnie chętnie noszę chukka. Buty te są zawsze do kostki i zawsze z trzema dziurkami na sznurowadła. Zarówno w zamszu jak i skórze licowej wyglądają świetnie, są idealne do stylu, który osobiście cenię najbardziej czyli smart casual, eleganckiego i swobodnego jednocześnie. Moje ulubione to chukka firmy Berwick oczywiście za skóry groszkowej – idealny dodatek do jeansów, golfów i tweedowej marynarki – trudno o zestawienie bardziej stylowe, a jednocześnie dające wrażenie niewymuszonej elegancji oraz zamszowe marki Meka. Kolejne jesienne buty to Chelsea, ze skóry licowej w brązie są znakomitym uzupełnieniem garnituru, a z zamszu zestawień mniej formalnych. Zamsz sprawdza nie tylko latem, zabezpieczony impregnatem znakomicie daje sobie radę także jesienią, a nawet zimą. Ostatnim z moich ulubieńców jest piękny trzewik od portugalskiej marki Carlos Santos – uszyty z mieszanki skóry groszkowej i tweedu. Ten niezwykły but świetnie będzie współgrał z typowo casualowymi zestawieniami, tweed na cholewce może budzić obawy o żywotność obuwia – bezpodstawnie. Materiał użyty w tym obuwiu jest wyjątkowo wytrzymały i właściwie zabezpieczony, przetrwa nawet najsroższą pogodę.
Uzupełnieniem jesiennego stroju może być…parasol. Przy jego wyborze stawiam na wytrzymałość, wielkość (musi być wystarczająco obszerny, by mi nie kapała za kołnierz) i poręczność. Moim ulubieńcem w chwili obecnej jest…dubeltówka, czyli duży, wytrzymały i bardzo poręczny parasol z częstochowskiej hurtowni „Parasol”, w kształcie przypominającym shotgun, wygląda super i sprawdza się nawet przy dużym wietrze.
Oczywiście to nie jedyne kompozycje jesienne, jest ich nieskończenie wiele, po prostu opisałem obecne trendy oraz moje osobiste preferencje. Państwa zachęcam to eksperymentowania – nie bójmy się tego, pojęcie klasyki jest tak pojemne, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Jakie buty nosić latem?

Mamy już połowę lata. W tej sytuacji nasuwa się pytanie czy warto kupować letnie obuwie? Uważam, że pora jest wręcz idealna i to z dwóch powodów. po pierwsze wzmiankowane buty można nosić aż do połowy jesieni. Po drugie właśnie teraz sklepy wprowadzają atrakcyjne wyprzedaże i wietrzenia magazynów, na letnie obuwie. Można więc dużo taniej kupić świetnej jakości buty i jeszcze w tym sezonie cieszyć się nimi nawet przez 2-3 miesiące.

Na naszym blogu stawiamy od początku na jakość i elegancję. Nie będę więc pisał o crocsach, japonkach czy klapkach. Letnie obuwie może, a nawet wręcz powinno także być eleganckie i stylowe. Oczywiście równie ważna jest wygoda. Dobrej jakości, szyte obuwie przewyższa wygodą każde klejone, sieciowe buty. Jakie więc polecamy buty na resztę lata?


Skoro mówimy o jakości, to oczywiście skórzane. Najlepszą skórę (pomijając cordovan) uzyskujemy z cieląt. Jest ona miękka, szybko dopasowuje się do stopy. Natomiast uważać należy na tak zwaną mielonkę, czyli zmielony odpad skóry gotowej, często używany do produkcji butów, wówczas producent informuje,że but jest po prostu “skórzany”. W przypadku obuwia jest tak samo jak z ubraniami, jeśli można się pochwalić materiałem, z których zostały wykonane to producent to robi – jeśli nie, cóż znaczy że nie za bardzo jest się czym chwalić.

Latem polecamy również skórzane podeszwy, dzięki nim but jest lekki i “oddycha” całą powierzchnią. Nie jest to jednak zasada tak bezwzględna jak w przypadku powyższej, jeśli planujemy nosić obuwie także jesienią to można rozważyć podeszwę york lub nawet dainite.

W suche, ciepłe dni szczególnie atrakcyjny jest zamsz. Skóra ta jest delikatna i miękka, świetnie oddycha. W Polsce mamy obawy co do konserwacji i utrzymania zamszu, niesłuszne gdyż jest ona łatwiejsza niż skóry licowej.

Lato, wreszcie  to czas na mokasyny. Pod tym pojęciem w rzeczywistości kryje się kilka rodzajów obuwia. Niestety język polski, zazwyczaj bogaty i kwiecisty w tym wypadku jest zadziwiająco ubogi. Będę więc posługiwał się zwrotami angielskimi. 

Najbardziej popularnymi mokasynami są tassel  loafers. Od kilku lat jest to nieformalny król salonów Mediolanu, Londynu i Nowego Yorku oraz wszelkich liczących się targów mody. Jest to także najbardziej oficjalny z mokasynów, który latem śmiało zastąpi nam oxfordy cap toe jako zwieńczenie garniturów, nawet formalnych.
Z kolei zamszowe loafersy z frędzlami stanowią znakomite uzupełnienie kompozycji casualowych i półformalnych.

 

Nieco mniej formalne są penny loafers. Posiadają charakterystyczny pasek na podbiciu, za który w latach trzydziestych ubiegłego stulecia wkładano monetę pensową (stąd nazwa). Buty te często szyte są metodą goodyear, nie mniej równie popularnym szyciem  jest blake. To drugie szycie, chociaż mnie trwałe, jest dużo bardziej elastyczne i świetnie sprawdza się latem. Pensówki można nosić niemal do wszystkiego (poza szortami), pasują zarówno do letnich garniturów jak i jeansów.

Najmniej formalnymi z mokasynów są boat shoes, czyli buty żeglarskie. Oczywiście obecnie nie są one już adresowane wyłącznie do miłośników sportów wodnych ale stanowią eleganckie dopełnienie casualowych ubiorów (nawet szortów). Boat shoes posiadają białe, kauczukowe podeszwy, rzemienne sznurowadła i są idealnym rozwiązaniem dla osób ceniących wygodę i nonszalancki luz.

PITTI UOMO 96
ph. Szymon Brzoska – The Style Stalker

Oczywiście, to nie jedyne nasze propozycje na lato i ciepłą jesień. Jednymi z najbardziej uniwersalnych butów są monki. Uszyte z zamszu są świetnym obuwiem letnim, znakomitym zarówno do jeansów, spodni chino jak i zestawów koordynowanych. 

Wreszcie kolejnym butem będącym kwintesencją lata jest sneakers. Zarówno ze skóry licowej jak i zamszu będzie stanowił znakomity dodatek do strojów zupełnie casualowych ale także i półformalnych.  Biały sneakes to absolutne “must have” garderoby letniej.

 

PITTI UOMO 96
ph. Szymon Brzoska – The Style Stalker

Paweł

Tkaniny na lato – tkalnie

W jednym z poprzednich wpisów poruszyliśmy temat strojów na lato. Ponieważ byliśmy i jesteśmy wielkimi fanami naturalnych materiałów (tkanin i skór) dzisiaj opisujemy tkalnie, z których pochodzą najlepsze tkaniny. Niestety bowiem nie każda bawełna czy wełna są dobre. Nie jest też zasadą, że wszystko sygnowane znakiem słynnego projektanta jest szyte z dobrej jakości tkanin. Jeśli materiał, z którego wykonana jest marynarka lub spodnie pochodzi z dobrej tkalni na pewno jest umieszczona w nich wszywka tkalni. Warto jej szukać gdyż jest to oznaka jakości materiału, z którego wykonano ubranie. Jakie więc tkalnie rekomendujemy?

TKALNIE

Loro Piana:

Marka Loro Piana została założona w 1924 roku przez włoskiego handlarza wełną Pietro Loro Piana, jednak sama rodzina Loro Piana zajmowała się handlem wełną oraz innymi luksusowymi tkaninami już od początku XIX wieku.

Po II Wojnie Światowej  Franco Loro Piana, kuzyn założyciela, przejął kontrolę nad firmą i wprowadził ją na rynki zagraniczne. Obecnie marka handluje najbardziej luksusowymi tkaninami pochodzącymi z całego świata. Z tkanin Loro Piana korzystają najbardziej luksusowe marki na świecie jak chociażby Kiton, Brioni oraz krawcy z Savile Row.

Obecnie większościowym udziałowcem marki Loro Piana jest koncern LVMH, właściciel  takich marek jak Louis Vuitton, Dior, Celine, Moet, Hublot, Loewe, Kenzo, Givenchy, Fendi, oraz Berluti.

Loro Piana na całym świecie słynie z kolekcji ubrań wykonanych z najdelikatniejszej i najbardziej luksusowej wełny na świecie – z andyjskiej wikunii. Ceny kilograma tej wełny niejednokrotnie na czarnym rynku przewyższały cen złota. Płaszcz wykonany z tej wełny kosztuje 100 tysięcy euro.

W związku z tym, że wełna z wikunii była niesamowicie pożądana, często zwierzęta te padały łupem kłusowników. Sytuacja stała się na tyle krytyczna, że wydawało się, że zwierzęta te całkowicie wyginą.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia Loro Piana stworzyła we współpracy z  rządem Peru specjalny program ochronny Wikunii. Założono w Andach rezerwat im. Dr Franco Loro Piana. Dzięki swojemu zaangażowaniu Loro Piana zapewniła bezpieczeństwo tym uroczym stworzeniom, jednocześnie zyskując monopol na handel wikunią. Ubrania z tej luksusowej tkaniny do dzisiaj pozostają znakiem formowym marki.

Loro Piana raz do roku organizuje zawody na najdelikatniejszą i najcieńszą wełnę na świecie. Na Wool World Record Challenge Cup zapraszani są właściciele hodowli owiec z całego świata. Zwycięzca konkursu ma zagwarantowaną umowę na wyłączność sprzedaży wełny Loro Pianie.

Wełna z WWRCC jest uważana za najlepszą na świecie, szytych z niej jest zaledwie 50 garniturów rocznie. 

Ermenegildo Zegna:

Marga Ermenegildo Zegna została założona w 1910 roku i do dnia dzisiejszego pozostaje w prywatnych rękach rodziny Zegna.  W latach trzydziestych XX wieku Zegna zatrudniała już 1000 osób i rozpoczęła eksport produktów do Stanów Zjednoczonych. W 1980 roku otwarty został pierwszy sklep markowy w Paryżu. Mimo wielokrotnych propozycji rodzina Zegna nie zdecydowała się na sprzedaż udziałów w firmie, chcąc mieć pewność, że tradycja marki będzie kontynuowana. Firma handluje najwyższej jakości tkaninami z całego świata: kaszmirem z Mongolii, wełną z Nowej Zelandii, moherem z RPA czy wspomniana już wikunią z Peru. Najlepszy moher na świecie pochodzi od młodych kóz z Angory, hodowanych właśnie w Południowej Afryce, a Zegna jest największym na świecie odbiorcą moheru od koźląt z Angory. Kaszmir z kolei jest jednym z najdroższych i najrzadszych materiałów. Zaledwie 5 milionów kilogramów kaszmiru jest rocznie produkowanych na świecie (wełny na przykład 2 miliardy kilogramów). Najlepszej jakości kaszmir pochodzi z mroźnych stepów Mongolii  dzięki niepowtarzalnej jakości włókien i długości włosia, skąd właśnie sprowadza go Zegna.

Również wełna jest dobierana pod kątem najwyżej jakości i kupowana na aukcji w Australii. Zegna nawiązała również współpracę z konsorcjum zajmującym się dystrybucją wikunii i ma dostęp także do tego wyjątkowego materiału.

Zegna także szyje garnitury dla innych projektantów. Na przykład garnitury, które projektował Tom Ford dla Daniela Craiga na potrzeby filmów o przygodach Jamesa Bonda uszyte zostały w pracowniach oraz  z tkanin Ermenegildo Zegna.

Dzięki doborowi materiałów najwyższej jakości, nazwisko Zegna stało się synonimem sukcesu w branży.

 

Trabaldo Togna:

Historia Trabaldo Togna to fascynująca opowieść o rodzinie, która  zaczynając od krosna sprowadzonego z Anglii w 1840 roku w ciągu pięciu pokoleń stworzyła jedną z najbardziej innowacyjnych i największych firm, wytwarzających wełniane materiały do szycia ubrań we Włoszech.

Trabaldo Togna znana jest przede wszystkim z produkcji estrato, innowacyjnego, bardzo elastycznego i niemnącego się materiału uzyskiwanego z wełny.

Proces wiodący do uzyskania estrato zaczyna się od niezwykle dokładnej selekcji wełny oraz szlachetnych włókien, gdyż tylko najwyżej jakości materiały mogą być używane w tej innowacyjnej technologii. Trzeba przy tym zauważyć, że przy tworzeniu estrato nie używa się żadnych chemicznych metod, a niezwykła elastyczność materiału jest wynikiem wzmacniania naturalnej elastyczności najbardziej szlachetnych włókien,  bez dodawania jakichkolwiek syntetyków. Połączenie surowych materiałów najwyższej jakości z know-how, będącego efektem 180 lat doświadczeń, przekazywanych z ojca na syna, pozwala na uzyskanie unikalnej i niezrównanej właściwości materiału, dając finalnie jedyną w swoim rodzaju elastyczność.

Na pierwszy rzut oka estrato może wyglądać jak tradycyjna wełna ale pokazuje swoje wszystkie niezwykłe właściwości, gdy zostanie użyte do szycia spodni czy marynarek. Niezwykła stałość materiału pozwala na jego swobodne krojenie i szycie, a elastyczność sprawia, że uszyty z estrato ubiór podąża naturalnie za ruchami ciała, jednocześnie będąc całkowicie odpornym na rozciąganie. Estrato nie posiada tak zwanego „memory effect” co oznacza, że materiał się nie gniecie i nie rozciąga pozostając idealnie dopasowanym do ciała. Jest to niezrównany materiał w podróży i świetny początek dla krawców do uszycia znakomitych ubrań.

Estrato jest w 100% naturalny, elastyczny i odporny na skręcanie i umożliwia uszycie znakomicie dopasowanych do sylwetki spodni i marynarek.

 

Vitale Barberis Canonico

W 2013 firma obchodziła 350-lecie istnienia. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą już z 1663 ale współczesny zakład został oficjalnie założony w 1936. Obecnie firma zarządzana jest już przez trzynastą generację Vitale. Potęgę Vitale Barberis Canonico najbardziej widać w liczbach:

7 mln– metrów tkaniny produkowanej rocznie, wyeksportowanej do ponad 90 krajów świata
Podczas Pitti Uomo 2015 Francesco Barberis Canonico potwierdził imponujący rozwój firmy, która w 2008 zarobiła 80 mln euro, by w 2014 roku dojść do liczby 116 mln.

Według  niektórych snobów jakość tkanin Vitale Barberis Canonico jest  nieco niższa od tych spod znaku Loro Piana czy Zegna. Wpływ na taką ocenę ma prawdopodobnie brak własnej linii odzieżowej, w przeciwieństwie do dwóch wymienionych wcześniej marek, ponieważ prawdziwi znawcy mody stawiają materiały Vitale bardzo wysoko w hierarchii jakości materiałów. Wskazują, że Vitale Barberis Canonico jest bardziej rozprzestrzeniony i dostępny na całym świecie, bardziej otwarty na nowe projekty marketingowe. To obecnie najbardziej znana włoska firma dostarczająca tkaniny.

Vitale Barberis Canonico, podobnie jak Loro Piana jest twórcą i fundatorem nagrody dla producentów wełny najwyższej jakości – Wool Excellence Award. Nagroda jest formą wyróżnienia dla australijskich dostawców wełny. Fundatorzy biorą pod uwagę nie tylko jakość wełny ale także etyczną hodowlę owiec oraz wpływ na środowisko naturalne. Na rynku australijskim VBC działa od początku lat 70. Inicjatorem eksplorowania tego rynku był Alberto Barberis Canonico, który celem było znalezienie idealnej wełny. W tym celu należało przeanalizować i wypróbować wszystkie gatunki wełny, które istnieją na świecie. Istotą było zrozumienia zasad ich produkcji i późniejszego wykorzystania, tak by odpowiadały one wymaganiom przyszłych klientów. Pierwszym laureatem nagrody została rodzina Hawksford, która zajmuje się hodowlą owiec Saxon Merino z regoniu Glenburnie.

Obecnie podstawową bazą tkanin jest wełna Merino z Australii, kaszmir z Chin i Mongolii oraz moher z Południowej Afryki.

Jak już wspomniałem wyżej, w 2013r. Vitale Barberis Canonico świętował 350-lecie istnienia i z tej okazji pokazał swoją najnowsza tkaninę Grand Cru 1663, która została stworzona razem z firmą Berluti. To ekskluzywna oferta skierowana do najbardziej lojalnych i wymagających  Klientów.

Geelong Wool:

Wełna Geelong porównywalna jest z kaszmirem ze względu na właściwości termiczne oraz luksusową miękkość.

Materiał ten pozyskiwany jest z owiec Merino, wyłącznie podczas pierwszego ich strzyżenia, gdy nie ukończyły jeszcze 7 miesięcy życia, a długość włosia nie przekracza 50 milimetrów. Wełna Geelong ze względu na jakość mikronów uznawana jest za najlepszą wełnę na świcie.

Pozyskiwana jest jak wspominałem z owiec Merino hodowanych w regionie Geelong w Australii, zaledwie niewielki procent wełny z Merino klasyfikowanych jest jako Geelong. Czyni to wełnę Geelong ekskluzywnym materiałem nawet na najbardziej luksusowych rynkach.

Tkaniny na lato

Lato tuż tuż więc zastanówmy się co założyć na siebie tak by wyglądać jednocześnie elegancko i klasycznie, i nie ugotować się na twardo w trzydziestostopniowym upale.



Wbrew pozorom idealny strój na upalne dni lipca i sierpnia to wcale nie szorty i klapki. Jeśli ktoś był we Włoszech na wczasach to na pewno widział mnóstwo miejscowych ubranych w garnitury i pomimo tego wcale nie zlanych potem. Jak to możliwe?

Chcąc kupić odpowiedni elegancki strój na lato (marynarkę, spodnie, koszulę) przede wszystkim powinniśmy zwracać uwagę na tkaniny z jakich są uszyte.
Zdecydowanie powinniśmy postawić na naturalne materiały.
W dzisiejszych czasach przy dynamicznym rozwoju technologii, coraz więcej marek, również luksusowych (np. Zegna) zaczyna wprowadzać sztuczne, wysokiej jakości tkaniny, które często charakteryzują się lepszymi właściwościami od naturalnych, jednak to na razie nieliczne wyjątki, które jedynie potwierdzają regułę.
Leżące na półkach sieciówek sztuczne tkaniny z całą pewnością nie są tak zaawansowane technologicznie jak te od Zegny ,i na pewno nie są konkurencją dla naturalnych tkanin. Wszystko co sztuczne latem powinno być pomijane.
Jednak nie znaczy to, że każda naturalna tkanina nadaje się na lato. Oczywistym jest, że ciepła flanela będzie koszmarnym wyborem w upalne dni. Podobnie generalnie fantastyczny i drogi kaszmir, który będzie spełnieniem marzeń dla kompozycji jesienno-zimowych.
Modele na lato powinny być wykonane w 100% z naturalnej tkaniny takiej jak bawełna,wełna, len i jedwab oraz mieszanek tych materiałów. Najmniej korzystną tkaniną z tych czterech najpopularniejszych będzie bawełna, która mocno się gniecie i niestety nie będą to ładne zagniecenia, które dodadzą uroku, w przeciwieństwie do lnu, który z kolei gniecie się bardzo stylowo i równie łatwo prostuje. Dlatego też bawełnę bardzo rzadko wykorzystują renomowane marki do szycia garniturów. Z kolei len to tkanina fantastyczna na lato, dzięki przewiewności (w dużym zbliżeniu tkanina lnu przypominam siateczkę) oraz higroskopijności (len może wchłonąć do 25% wilgoci i dalej nie sprawiać wrażenia wilgotnego). Komfort w noszeniu lnu latem jest porównywalny do nie noszenia niczego 🙂 Len to po prostu kwintesencja lata. W połączeniu z jedwabiem otrzymujemy tkaninę idealną na upalne dni.
Kolejna ważna i niestety całkowicie pomijana przy wyborze marynarek na lato sprawa to podszewka. W gruncie rzeczy to z czego jest wykonana i czy w ogóle powinna być to kluczowa sprawa dla funkcjonalności stroju letniego.
Marynarka bez konstrukcji
Często zdarza się, że tkanina zewnętrzna jest rzeczywiście naturalna, ale podszewka została wykonana ze sztucznego materiału np. polyestru. Rozwiązanie to jest bardzo często stosowane przez producentów, którzy mają świadomość, że klienci nie zwracają na to uwagi. Postawmy się w roli producenta. Po co więc ma używać droższej tkaniny, skoro może tańszą, a klient i tak nie zauważy różnicy? Bo przecież w garniturze pocić się trzeba i „swoje przecierpieć”. Im bardziej świadomy klient tym lepszy produkt na rynku. Pamiętajmy, że to popyt generuje podaż, nie odwrotnie. Mamy więc w sklepach coś co chcemy mieć – coś co kupujemy. Szkoda tylko, że my mężczyźni wiemy tylko to, że chcemy kupić garnitur, często nawet nie chcemy,-musimy, a poziom naszej wiedzy pozwala na łatwą sprzedaż takich właśnie niskich lotów garniturów.
Gdy wybierzemy garnitur ze sztuczną podszewką wówczas nie będzie on doskonale przepuszczać powietrza, a naturalne właściwości wełny zostaną utracone przylepionym do niej np. poliestrem, który będzie idealną ścianą pomiędzy naszym ciałem, a otoczeniem, powodując nadmierne pocenie. Marynarki bezpodszewkowe, albo z półpodszewkami to rozwiązania niezwykle komfortowe i wygodne. To właśnie dzięki nim Włosi mogą chodzić w garniturach i marynarkach mimo panujących u nich dużo wyższych temperatur. Brak podszewek to jeden z głównych powodów, dla których można wytrzymać w marynarce nawet powyżej 30 stopni.
Plusów takich marynarek jest dużo więcej.

  1. Są one zdecydowanie bardziej przewiewne, dlatego dużo trudniej w nich się spocić.
  2. Jedna warstwa materiału mniej to również mniejsza waga. Najlżejsze modele wagą zbliżone są do grubszych koszul.
  3. Tak wykonane marynarki lepiej też znoszą podróż, gdy są złożone.
  4. Tak uszyte marynarki też dużo łatwiej przerobić u krawca.
    Czy więc marynarka bez podszewki ma jakieś wady. Właściwie tylko cenę.
    Wydawać by się mogło, że garnitury bez podszewek będą tańsze od standardowych, bo przecież mniej materiału zużywa się na ich uszycie. Nic bardziej mylnego, garnitury bez podszewek są dużo droższe od tych z podszewkami. Żeby wykonać garnitur bez podszewki trzeba go również świetnie wykończyć od wewnątrz. Taki sposób uszycia nie wybacza błędów. Każdy ruch krawca widać gołym okiem. Widać szycie i sposoby wykończenia nie tylko z zewnątrz, ale również od środka. W przypadku gdy mamy podszewkę jest ona swojego rodzaju płachtą przykrywającą bardzo często spory bałagan. Wszystko co źle wykończone i uszyte i tak zostanie przykryte podszewką, dlatego wykończenie nie jest już tak bardzo istotne.
    Oczywiście nie jest łatwo samemu dobrać odpowiedni strój na lato. Często to czy kupimy odpowiedni produkt zależeć będzie w dużej mierze od doradcy, który wyczuje nasze potrzeby, odpowiednio doradzi i nakieruje.
    Shoe House KlasyczneButy to nie tylko piękne i stylowe buty na lato. Oferujemy spodnie, koszule i marynarki na lato z naturalnych tkanin od Loro Piany czy Zegny. Pomagamy dobierać kolorystkę, łączyć elementy garderoby i tworzyć kompozycje odpowiednie do danych okazji.

Klasyczne glancowanie – jak pielęgnować buty?

W Klasycznych Butach klasyczne buty klasycznie wyglancowali! Pierwsze z całego cyklu spotkań w #SHOEHOUSE przeszło już do historii. Co klasycznebuty.pl mówią o warsztatach? “Właściwie od zawsze chcieliśmy nie tylko sprzedawać buty, ale przede wszystkim zarażać pasją, poszerzać wiedzę o ręcznie szytym, skórzanym obuwiu i stworzyć miejsce, gdzie miłośnicy klasyki mogliby się spotykać i, w myśl naszej filozofii, wspólnie fascynować się klasyką w najlepszym wydaniu.”  Dla tych, którzy być nie mogli oraz dla Gości, którzy jeszcze na moment chcieliby wrócić do wydarzeń wieczora czwartkowego – esencja całych warsztatów, czyli…

Jak krok po kroku wyglancować swoje klasyki?
Część #1 – skóra licowa

  1. Czyszczenie podeszwy
    Krok pierwszy i najważniejszy, bo od dokładnego wyczyszczenia podeszwy zależy powodzenie wszystkich kolejnych działań. Podeszwa to jedyna część buta bezpośrednio narażona na kontakt z podłożem a co za tym idzie nosząca tego kontaktu najwięcej śladów. Piasek, drobne kamyki i niewiadomego pochodzenia inne drobiny mogą spowodować zarysowanie skóry w późniejszych etapach, więc…

Szczotka z krótkim, twardym włosiem, energiczne ruchy i dokładne pozbycie się wszystkiego, co butem w bucie nie jest. W razie trudności można pomóc sobie np. scyzorykiem delikatnie zeskrobując zanieczyszczenia.

  1. Wstępne czyszczenie cholewki
    Krok drugi i najważniejszy, bo od dokładności jego wykonania zależy powodzenie wszystkich kolejnych działań. Cholewka buta brudzi się głównie przez zachlapanie, zakurzenie lub zabłocenie i podobnie jak w przypadku podeszwy, wszystko co udało się na niej nazbierać, przy następnych krokach glancowania, mogłoby spowodować uszkodzenia.

Miękka ściereczka i woda poradzą sobie doskonale. Co ważne, cholewkę przemywamy a nie przelewamy – ściereczka powinna być jedynie wilgotna.  Szczególną uwagę należy zwrócić na trudno dostępne miejsce połączenia cholewki z podeszwą – tam kryje się najwięcej niechcianych rozmaitości i aby dokładnie je usunąć, dobrze jest użyć precyzyjnej szczoteczki.

  1. Właściwe mycie
    Kolejny najważniejszy krok i w ramach uściślenia – wszystkie kolejne też najważniejszymi będą. Mycie ma na celu jak najdokładniejsze wyczyszczenie skóry z pozostałości wcześniej używanych kosmetyków i reszty zabrudzeń. W ten sposób buty warto czyścić raz, najwyżej dwa razy na sezon. Świetnie sprawdzi się tutaj…

Mydło siodełkowe, szczoteczka, ściereczka i szczotka. Szczoteczką nabieramy niewielką ilość mydła i „rozpieniamy” je z niewielką ilością wody. Dość szybko czyścimy całą cholewkę i natychmiast po zakończeniu wycieramy ściereczką. W przypadku np. brogsów do dokładnego pozbycia się mydła ze zdobieniowych zakamarków można użyć szczotki.

  1. Kremowanie
    Skoro kremujemy nasze „skórzane dłonie” to i skórzanym butom powinniśmy zapewnić odpowiednie odżywienie. Krem ma za zadanie nawilżyć skórę, uchronić ją przed pękaniem i przygotować na przyjęcie pasty. Najlepiej używać kosmetyku o kolorze jak najbardziej zbliżonym do barwy cholewki. Bezbarwny krem co prawda również zda egzamin, jednak nie przyczyni się do zachowania głębi koloru butów czy zniwelowania rys powstałych podczas użytkowania.

Krem i dłonie/ściereczka/szczotka. Najlepszym wyborem będzie nakładanie kremu palcami. Dzięki temu dużo łatwiej nie przesadzić z ilością kosmetyku. Dodatkowo ciepło dłoni połączone z wklepywaniem i pocieraniem pozwoli na dotarcie preparatu do głębszych warstw skóry i lepsze odżywienie. Krok 4. Koniecznie trzeba zakończyć polerowaniem. Szczotka z krótkim, miękkim, końskim włosiem, kilka minut pracy i…

  1. Pastowanie
    Kropka nad „i” w butowej pielęgnacji. Podobnie jak w przypadku kremu, również kolor pasty powinien być jak najbardziej zbliżony do koloru cholewki. Dzięki temu możliwe jest nadanie klasykom pięknego wykończenia i zachowanie głębi koloru. Dodatkowo pasta doskonale zabezpiecza skórę przed trudami codzienności i maskuje drobne uszkodzenia.

Pasta i dłonie/ściereczka/szczotka. Sprawa ma się jak wyżej z tą różnicą, że zmienia się używany kosmetyk. Co jeśli pasta wyschnie i popęka? Misja ratunkowa wymagać będzie podgrzania atmosfery – przy użyciu zapalniczki podpala się wyschnięty kosmetyk i po chwili gasi, zamykając wieczko. Praca z ogniem wymaga szczególnej ostrożności, jednak efekt wart jest zachodu.

  1. Polerowanie
    W dążeniu do spektakularnego efektu to właśnie na nie zwrócić należy szczególną uwagę. Dlaczego? Bo stanowi ono zwieńczenie wszystkich wcześniejszych działań, a w niektórych przypadkach (np. lustrzane noski) może zadecydować o być albo nie być całego procesu.

Szczotka z długim, końskim włosiem, dużo cierpliwości i wcale nie dużo siły. Mocniej nie oznacza w tym przypadku ani szybciej, ani lepiej.

 

Klasyczne buty mają do zaoferowania doskonałą prezencję, przyjemność ze stawiania każdego kroku i wierność na długie lata. Wszystko to w zamian za jedynie odrobinę uwagi i dbałości. Klasyki ze skóry licowej już wyglancowane, czas na…

Relacja z kolejnego glancowania już na początku grudnia.

Justyna Horbacz

Poradnik dla Pana Młodego – o czym pamiętać, żeby nie zapomnieć

Najważniejszy dzień w życiu wymaga odpowiedniej oprawy. Zaczynając od wyboru sali weselnej, przez orkiestrę, samochód, menu, suknię ślubną, garnitur aż po kolor serwetek czy kształt szklanek. W ferworze przedślubnej walki łatwo o czymś zapomnieć a jednocześnie zapomnieć o niczym po prostu nie można. Sala jest. Samochód wybrany. Serwetki zamówione. A i wybrankę serca też można umieścić w kategorii „Zrobione”. Co jednak ze strojem Pana Młodego? Smoking czy garnitur? A może stroller? Jaka mucha? Jaka poszetka? Jaki kwiatek? Spinki, skarpety, buty, a i koszula… Specjalnie z okazji sezonu ślubnego – poradnik dla Pana Młodego, czyli jak będąc szaleńczo zakochanym nie oszaleć przed ślubem.

Strój Pana Młodego

  Wyjątkowe okazje wymagają wyjątkowego stroju. Łatwo tu jednak o zasadnicze niezrozumienie – wyjątkowe nie znaczy dziwne, efekciarskie czy ekstrawaganckie. Chcąc wyglądać dobrze i przy tym dobrze się czuć warto postawić na klasyczną elegancję i prostotę.

Garnitur na ślub

Optymalne rozwiązanie pozwalające na świetny wygląd, wpisanie się we wszelkie klasyczne zasady oraz możliwość wykorzystania stroju stosunkowo często również po ślubie to oczywiście garnitur. Ten ślubny powinien być w kolorze granatowym, szarym lub grafitowym. Najbardziej polecam jednak pierwszą opcję. Nie wiedzieć czemu tak popularny czarny garnitur to naprawdę ostateczność – doskonale sprawdzi się na pogrzebie, ale nie na ślubie, gdzie, przynajmniej z założenia, panuje ogólna radość.

            Mówimy stanowcze NIE metkom z napisem 100% poliester. Może i będzie taniej, ale z pewnością nie lepiej, nie ładniej, nie bardziej elegancko. A nawet nie wygodniej. Najlepszy wybór to wełna z ewentualnymi domieszkami jedwabiu lub moheru. Im wyższa jakość, tym dłuższe życie garnituru, a tym samym wydatek staje się inwestycją.

            Na słowo „garnitur” większość osób wyobraża sobie klasyczny w całej swojej garniturowości garniturowy garnitur. A gdyby tak marynarkę z trzema guzikami zastąpić taką z sześcioma? Szaleństwo? Po prostu marynarka dwurzędowa. Nie jest tak popularna, więc z pewnością zagwarantuje efekt „WOW”.

Buty na ślub

Nie mniej ważne niż sam garnitur. Najbezpieczniejszym wyborem będą klasyczne, czarne oksfordy wypolerowane na wysoki połysk. Doskonale sprawdzą się też jednak oksfordy brogowane lub monki w kolorach wiśniowym czy brązowym. Najgorszym wyborem będą buty białe.  Wybór monków czy brogowanych oksfordów, które są nieco mniej formalne, pozwoli na wykorzystanie ich również po ślubie na różnego typu okazje.

Wersja ze skórzaną podeszwą to w obuwniczej hierarchii najwyższy stopień formalności i elegancji, jednak może okazać się niezbyt praktyczna na przykład w przypadku uroczystości w plenerze. Warto wtedy zdecydować się na zelówki, które z jednej strony zabezpieczą podeszwę przed uszkodzeniem czy przemoczeniem a z drugiej zagwarantują Panu Młodemu lepszą przyczepność – nikt nie chciałby przecież na własnym ślubie łapać zająca.

Koszula na ślub

Tutaj sprawa jest prosta – biel i tylko biel. I co naprawdę ważne 0% poliester.

Krawat/mucha na ślub

Wybór muchy lub krawata zależy w dużej mierze od proporcji sylwetki, charakteru przyjęcia, ale też upodobań Pana Młodego. Jest jednak jedna, bardzo ważna zasada. Koloru krawata czy też muchy nie dobiera się pod kolor bukietu partnerki. Dodatkiem do stroju Panny Młodej mogą być kwiaty, buty, welon, ale z pewnością nie mężczyzna.

Dodatki do stroju ślubnego

Bez zbędnych filozofii i artystycznego rozpisywania:

Poszetka – biała (i tylko biała) najlepiej lniana lub bawełniana (naprawdę bardzo nie lubimy poliestru). Powinna być złożona w prostokąt i wystawać z brustaszy ok. 1 cm.

Spinki do mankietów – proste, klasyczne, eleganckie, nieudziwniane.

Skarpety – dalej podążamy tropem stonowania i klasyki. Najlepszym wyborem będą takie wykonane z cienkiej dzianiny. Dla miłośników wzorów polecam delikatne tłoczenia. Będą stanowiły ciekawy element jednocześnie nie wychylając się przed szereg.

Kwiat do butonierki – DO BUTONIERKI, nie przypięty do klapy marynarki, nie włożony do kieszonki na poszetkę. W tym miejscu mamy odrobinę przestrzeni dla koloru. Kwiatek (koniecznie żywy) powinien ładnie korespondować z resztą stroju, bukietem Panny Młodej, jednak nie oznacza to, że musi być wyciągnięty ze ślubnej wiązanki. Świetnym wyborem będzie po prostu biały goździk.

W drodze do ołtarza…

Krocz pewnie w swoich idealnie wypolerowanych, czarnych oksfordach, czuj się pewnie w doskonale dopasowanym, wełnianym, granatowym garniturze skrywającym śnieżnobiałą koszulę i ciesz się z drobiazgów w postaci eleganckich spinek, białego goździka i białej poszetki. Na koniec jeszcze popraw perfekcyjnie niepasujący do bukietu Panny Młodej krawat i zerknij na delikatnie tłoczone skarpetki. A niby przygotowania do ślubu to taki dramat…

Justyna Horbacz

Podeszwowe dylematy – skórzana czy gumowa?

Klasyczne buty to klasycznie piękne kroki. I tu pojawia się pewna kwestia sporna – ważniejsze piękno czy jednak kroki? W miarę upływającego czasu zdaje się, że proporcje pomiędzy zaletami użytkowymi a walorami estetycznymi drastycznie się zmieniają. Buty coraz mniej są do chodzenia, a coraz bardziej do zachwycania. Cholewki przybierają często zaskakujące formy, wykonywane są z nieprawdopodobnych materiałów, mienią się kolorami tęczy idąc tym samym w zupełnie nieznanym do tej pory kierunku. Kombinacji zdaje się być nieskończona ilość. W przypadku podeszw sprawa ma się nieco inaczej. Panowie i Panie – skóra vs guma!

Podeszwa skórzana

Zdecydowany lider elegancji i szyku. Zgodnie współpracuje z każdym smokingiem oraz garniturem wieczorowym, choć nie okazuje sprzeciwu również w towarzystwie jeansów. W temacie klasyki zdaje się nie mieć sobie równych. Ale czy na pewno? A co z niszczeniem się, przemakaniem i innymi niedogodnościami? Podeszwa skórzana – zalety i wady.

Zalety skórzanej podeszwy

Bez wątpienia największą jej zaletą jest grubość. A w zasadzie cienkość. Pośród setek topornych męskich bucisk klasyczne półbuty na skórzanej podeszwie wyróżniają się niezwykłą lekkością. I to właśnie dzięki temu doskonale komponują się ze strojami wieczorowymi o najwyższym stopniu formalności. Kolejną zaletę stanowi fakt, iż skórzana podeszwa oddycha. Szczególnie istotne jest to latem, kiedy, przy wysokich temperaturach, odprowadzanie wilgoci odgrywa kluczową rolę. Gwarantuje to wysoki komfort i pozwala cieszyć się wygodą użytkowania. Ostatnie, ale nie mniej ważne – skórzana podeszwa, podobnie jak skórzana cholewka, dopasowuje się do stopy właściciela. W tym przypadku powiedzenie, że „coś jest jak druga skóra” nabiera zupełnie nowego, całkowicie dosłownego znaczenia.

Wady skórzanej podeszwy

Wada pierwsza i największa i w zasadzie jedyna – skórzana podeszwa szybko się niszczy nawet pomimo starannej pielęgnacji i wyjątkowej ostrożności. Skóra przeznaczona na podeszwę jest oczywiście zupełnie inna niż ta na cholewkę. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal to tylko skóra. Nawet po impregnacji, zabezpieczeniu, specjalistycznym przygotowaniu do trudów codzienności nie jest w stanie poradzić sobie ze śniegiem, deszczem, solą, błotem, ostrymi kamykami czy dziesiątkami przechodzonych kilometrów.

Podeszwa gumowa

Co przede wszystkim warte nadmienienia – guma diametralnie różni się od skóry właściwie pod każdym względem. To pragmatyzm w najczystszej postaci. Nie należy go jednak utożsamiać z niższą jakością czy znacznym obniżeniem estetyki. Materiał o dużej wytrzymałości, wodoodporny a przy tym stosunkowo tani zwyczajnie był potrzebny, a jako że „potrzeba matką wynalazku”, w XIX wieku odkryto sposób wulkanizacji kauczuku i rozpoczęto masową produkcję gumowych dóbr. Wtedy to powstały pierwsze kalosze w znanej nam do dzisiaj formie (więcej w artykule Eleganckie kalosze) oraz pierwsze gumowe podeszwy. Czy był to jednak dobry wynalazek?

Zalety gumowej podeszwy

Minęły już prawie dwa wieki, a nieprzemakalność gumy wciąż jest tak samo nieprzemakalna. Zaleta największa wśród największych – doskonała ochrona przed wilgocią. Gumie nie straszne są najstraszniejsze warunki pogodowe, nie boi się deszczu ani śniegu, nawet z dodatkiem soli czy różnych chemicznych specyfików. Dodatkowo hardo stawia czoła długim pieszym wędrówkom – nie ściera się zbyt szybko oraz gwarantuje bardzo dobrą przyczepność.  Co również ważne – nie prosi o wiele. Pielęgnacja gumowych podeszw opiera się właściwie na używaniu jedynie wilgotnej szmatki. Niezwykle istotnym jest także właściwie nieograniczona gama kolorów i wzorów. Kropki, paski, gwiazdki, wszystkie kolory tęczy, w tym słoneczna żółć ze złotymi refleksami czy też barwa krwistoczerwonokoralowych maków (o ile taki kolor w ogóle istnieje…) Czy może być lepiej?

Wady gumowej podeszwy

Jedyne co można gumowym podeszwom zarzucić to niższy, niż w przypadku skórzanych, stopień elegancji oraz masywność. Nie sprawdzają się one najlepiej w bardzo formalnych stylizacjach. Swoje trzy grosze mogłyby tu również dorzucić organizacje proeko. Guma nie zalicza się do materiałów ulegających szybkiemu rozkładowi, przez co całymi latami zalega na wysypiskach mając niemały wpływ na środowisko. Zużyte opony samochodowe okazały się być świetnym materiałem na ogrodowe ozdoby, może więc i dla podeszw uda się znaleźć pomysł na drugie życie?

Zelówkowy kompromis

A gdyby tak połączyć to co najlepsze w podeszwach skórzanych i gumowych? Zdaje się, że mógłby to być przepis na podeszwę idealną. I w zasadzie tak też jest.

Zelowanie to usługa szewska polegająca na podklejeniu skórzanej podeszwy cieniutką warstwą gumy. Chroni to skórę przed przedwczesnym zniszczeniem oraz przemakaniem, a z drugiej strony nie pozbawia obuwia lekkości gwarantowanej przez cienką, skórzaną podeszwę. Mimo tego zelowanie nadal ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Nie sposób zaprzeczyć słuszności argumentów obu stron dlatego też ostateczną ocenę pozostawiam praktykom, którzy mają wszystko sprawdzone na własnej stopie.

Justyna Horbacz

Rodzaje skór, czyli co z czego i dlaczego

Chcę kupić skórzane buty! Brzmi całkiem znajomo, prawda? Co jednak uznajemy za skórzane buty, a co tak naprawdę nimi jest? Jak rozpoznać rodzaj skóry i określić, czy spełni ona nasze oczekiwania? Czy skóra skórze równa? Póki co więcej pytań niż odpowiedzi…

Pierwsze skórzane buty

Nasi praprzodkowie od zarania dziejów wykorzystywali różne metody ochrony swoich stóp. Przemierzając dziesiątki kilometrów w poszukiwaniu pożywienia natrafiali na wspaniałe, zielone łąki, na których każdy krok był czystą przyjemnością, ale też (głównie) na gorące piaski, ostre skały czy ścieżki usłane szyszkami (kto nadepnął na szyszkę, zna ten ból…). Jako że „potrzeba matką wynalazków” już około 40 tysięcy lat temu pojawiły się pierwsze protobuty. Żaden egzemplarz nie dotrwał do naszych czasów, więc twierdzić można, iż nie były specjalnie trwałe albo… niezbyt urodziwe, więc wszystkie ceremonialnie zniszczono. Ale to tylko przypuszczenia.

Faktem jest natomiast, że w 1991 roku w Alpach odnaleziono ciało Oetziego – człowieka z Similaun. Odkrycie to złotymi zgłoskami zapisało się również w księgach obuwniczej historii. Sędziwego wieku Oetzi (5 tysięcy lat) miał na sobie buty i to w dodatku skórzane. Prehistoryczny elegant prezentował model z podeszwą ze skóry niedźwiedzia, plecioną, sznurkową cholewką oraz wkładką z siana.

Rodzaje skór

Już na przykładzie Oetziego widać, że ludzie od dawien dawna posługiwali się skórami i co ważne, posługiwali się nimi niezwykle umiejętnie. Na podeszwę – gruba i wytrzymała skóra niedźwiedzia, na cholewkę sznurek, w późniejszym czasie zamieniony np. na skórę krowią. Czy obecnie również mamy wiedzę na miarę naszych przodków? A może w kwestii skór moglibyśmy nauczyć się czegoś od starożytnych?

Skóry gładkie, licowe

Wśród butów dobrej jakości są spotykane zdecydowanie najczęściej. Nie zawsze oznaczają jednak jakość najwyższą z możliwych. Licowe skóry cielęce charakteryzują się miękkością, elastycznością i wysokim komfortem użytkowania. Ich bydlęcy odpowiednik jest już zdecydowanie twardszy, mniej elastyczny oraz ustępuje w kwestii komfortu. Różnica uwidacznia się również w cenie. Jeśli jakość stanowi bezdyskusyjny priorytet – skóra cielęca będzie strzałem w dziesiątkę. Jeśli jednak istotą jest cena, warto wybrać tańsze rozwiązanie w postaci skóry bydlęcej.

Skóry typu Pebble Grain

Co kryje za sobą ta tajemnicza nazwa? Są to skóry najczęściej cielęce, ale w odróżnieniu od licowych mają wyciśniętą lub tłoczoną, regularną teksturę. Ciekawsza struktura działa zdecydowanie na plus dla wyrazistości butów – dodaje im nieco charakteru. Minusem jest nieco trudniejsza pielęgnacja – w rowkach mogą pozostawać białe osady, szczególnie po kontakcie z wodą; łatwo je jednak usunąć.

Skóry typu Nappa

Wkraczamy nieco w obuwniczą egzotykę – Nappa to skóry kozie. Są w zasadzie podobne do cielęcych, przewyższają je jednak miękkością i delikatnością. Takie zalety wymagają szczególnej uwagi i dbałości w procesie pielęgnacji. Wysoka porowatość zapewnia zarówno komfort jak i podatność na zaplamienia i uszkodzenia. Rachunek zalet i wad zbiega do zera i z tego właśnie powodu wykorzystuje się je jedynie sporadycznie, a doceniane są głównie (a może wyłącznie) przez prawdziwych pasjonatów.

Skóry zamszowe

Zamsz to też skóra! Odmienność tekstury spowodowana jest tym, że zamsz wytwarzany jest z odwrotnej – spodniej części skóry, tzw. mizdry. Ma charakterystyczny meszek o stosunkowo długim włosiu. Niestety jest to materiał przez wielu niedoceniany. Przy użyciu kilku środków i akcesoriów do pielęgnacji buty zamszowe można wyczyścić szybko, łatwo, efektywnie i z pewnością efektownie.

Skóry nubukowe

W całej „skórzanej rodzinie” należało by umiejscowić je pomiędzy zamszem a skórą licową. Skóry te mają efekt delikatnego meszku o włosiu zdecydowanie krótszym od zamszu. Powoduje to większą delikatność, a co za tym idzie konieczność zwracania większej uwagi na pielęgnację.

Skóry anilinowe

Posiadają otwarte pory przez co są miękkie, delikatne w dotyku, ale niestety bardzo podatne na zabrudzenia – kropla wody wsiąka w skórę powodując powstanie ciemnej plamy. Anilina nie ma barwnika na górnej warstwie, dzięki czemu dokładnie uwidacznia się naturalna faktura materiału. Porowatość wykorzystywana jest w procesie barwienia, gdzie barwniki przenikają skórę na wskroś. Do ich produkcji używane są jedynie najszlachetniejsze skóry bez skaz, blizn a nawet śladów ukąszeń, ponieważ wierzchnia warstwa skóry nie podlega żadnym procesom zmieniającym jej strukturę. Skóry bez choćby najdrobniejszych uszkodzeń są rzadkością stąd skóry anilinowe są droższe niż pigmentowane gładkie.

Skóra typu Shell Cordovan

Skóra wyprawiana z tylnej części końskich grzbietów – z jednego wierzchowca uzyskuje się płat (the shells) o wielkości jedynie 20-22 cale. Charakteryzuje się wyjątkową trwałością, elastycznością i odpornością na działanie wilgoci, dzięki czemu doskonale sprawdza się przy obuwiu jesienno-zimowym. Wymaga niezwykle skomplikowanego procesu garbowania, efektem którego jest wyjątkowy materiał pokrywający się, w miarę upływającego czasu, patyną. Najlepsze Cordovany wyprawiane są w USA, Japonii oraz Hiszpanii. Największą zaletą butów wykonanych ze skóry tego typu jest fakt, iż z wiekiem stają się coraz piękniejsze. Skóra ulega naturalnemu procesowi starzenia gwarantującemu efekt, którego nie da się kupić – trzeba go sobie wychodzić.

Skóry lakierowane

Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy kiedyś widział buty z lakierowanej skóry i teraz na hasło „lakierki” wyobraża sobie idealnie gładką, lustrzaną powierzchnię o wysokim połysku. I dokładnie taka jest charakterystyka tego typu skóry. Gwarantuje to wyjątkowy efekt, ale też podatność na odciski, zarysowania i uszkodzenia.

Justyna Horbacz

Starożytne “must have” – moda męska na przestrzeni wieków

Ludzie od zarania dziejów zwracali uwagę na swój wygląd. Strojom (lub ich brakowi) przywiązywano raz mniejszą, raz większą wagę, ale, co ważne, zawsze jakąś. Pomimo upływu kolejnych lat, dekad, w końcu nawet wieków czy milleniów, moda wciąż stanowiła nieodłączny oraz niezwykle istotny element codzienności. Jak ubieramy się dzisiaj, każdy widzi. Ale jak ubierali się starożytni? Może jakieś elementy przetrwały próbę czasu i teraz, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, powielamy trendy sprzed tysięcy lat?

Mężczyzna grecki IV w. p.n.e.

Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak. 25 wieków temu, czyli 2500 lat temu, czyli jakieś 912 500 dni temu, czyli naprawdę bardzo dawno temu, w okresie klasycznym należy doszukiwać się pierwszych oznak kształtowania konkretnych trendów czy w ogóle kształtowania się mody męskiej.

Oto absolutne „must have” z szafy prawdziwie męskiego Greka.

Chiton

Stanowił najpopularniejszą część męskiej garderoby. Dzisiaj można by powiedzieć – sukienka, ale niech tego lepiej żaden starożytny Grek nie usłyszy. Występował w dwóch typach.

Pierwszy wykonany z wełny, posiadający rękawy zarezerwowany był głównie dla niewolników obcego pochodzenia, ludności wiejskiej oraz służebnych kobiet. Nie wzbudzał zachwytu (ani nawet sympatii) zarówno wśród go noszących jak i ogółu społeczności – kojarzony był z barbarzyńcami.

Drugi rodzaj nie miał rękawów oraz wykonywany był z lżejszych materiałów. Co charakterystyczne – na ramionach był wiązany lub spinany sprzączkami. Przy pracy wymagającej pełnej swobody ruchów, chiton odpinano i zsuwano na prawe ramię. Z założenia strój ten miał sięgać kolan, jeśli jednak okazywał się zbyt długi, materiał skracano podwójnym przepasaniem w pasie, z kolei dłuższa wersja wykorzystywana była jako strój odświętny. Chiton nieprzepasany mogły nosić jedynie dzieci.

Eksomida

Noszona przez marynarzy, żołnierzy i rzemieślników. Była bardzo podobna do chitonu bez rękawów. Co stanowiło różnicę? Chiton zszywano po bokach oraz przewiązywano paskiem, eksomida zaś nie była w żaden sposób zszywana, a jedynie przewiązywana.

Chlamida

Pomimo że Grecja kojarzona jest z nieprzemijającym latem, pięknym słońcem i wysokimi temperaturami, nie należy zapomnieć o odzieży wierzchniej. Chlamida, choć stanowiła okrycie wierzchnie, pełniła głównie funkcję ozdobną – prostokątną tkaninę upinano na prawym ramieniu, a długie, luźne końce zwisały swobodnie tworząc mięsiste fałdy. Co bogatsi obywatele zdobili swoje chlamidy złotymi chaftami.

Himation

Kolejny drapowany element garderoby – Grecy uwielbiali draperie. Prostokątny fragment materiału układano na ramionach i barkach w taki sposób, by symetrycznie spływał po obu bokach. Jedno ramię było całkowicie odsłonięte, drugie zasłonięte aż do nadgarstka. Odmiana himationu zakrywająca całe ciało, łącznie z głową, oznaczała żałobę.

Akcesoria

Pilos

Czyli nic innego jak mała czapeczka ze skóry lub filcu bez brzegów. Nosili ją greccy marynarze i robotnicy oraz… Odyseusz w czasie podróżowania.

Petatos

To już nie czapka a kapelusz. Używano go do jazdy konnej, miał niską okrągłą główkę oraz płaskie rondo. Rolę mocowania pełnił sznurek zawiązywany pod brodą. Dzięki takiemu rozwiązaniu nawet galop nie pozbawiał Greka nakrycia głowy – jeśli kapelusz spadł z głowy, pozostawał na plecach. Doskonale sprawdzał się też w przypadku podróżników. Narażeni na zmienne warunki atmosferyczne potrzebowali kapelusza wielofunkcyjnego. Petatos spełniał oczekiwania, bo chronił i przed słońcem, i przed deszczem, a boczną część ronda można było opuścić chroniąc uszy przed wiatrem.

Justyna Horbacz

Anatomia garderoby – marynarka bez tajemnic

Każdy wie o ich istnieniu, większość nawet ma w szafie jedną lub dwie, ale z czego właściwie składają się marynarki? Rozkładając je na czynniki pierwsze okazuje się, że w całej swej prostocie są niezwykle złożone. Butonierka, brustasza, biletówka to o dziwo nie gatunki gołębi czy broni palnej, a właśnie elementy marynarki. Można tego nie wiedzieć, ale dlaczego by tak nie wiedzieć?’

Klapy

Można podzielić je na wąskie (4-6 cm), takie o średniej szerokości (7-9 cm) oraz szerokie (powyżej 9 cm). Dobiera się je głównie pod kątem proporcji – mężczyźni o drobnej budowie ciała powinni wybierać węższe by uniknąć wrażenia przytłoczenia, potężnie zbudowani zdecydowanie lepiej prezentować się będą w szerszych; zbyt wąskie dodatkowo wyolbrzymią sylwetkę.

3 podstawowe rodzaje klap:

  1. Proste (otwarte)
    Są najczęściej spotykane, najbardziej uniwersalne i najbardziej klasyczne.
  2. Szalowe
    Nazwa wskazuje pewne powiązanie z szalem. I rzeczywiście w pewnym stopniu tak jest. Ten rodzaj klap jest charakterystyczny dla marynarek smokingowych. Często spotykane jest jedwabne wykończenie, które powoduje wyraźne odcięcie klap na tle marynarki – wyglądają nieco jak narzucony jedwabny szal.
  3. Ostre (zamknięte)
    Nazywane również „frakowymi” lub „w szpic”. Pierwotnie zarezerwowane były jedynie dla marynarek dwurzędowych lub fraków, ale coraz częściej odnajdują się również w towarzystwie klasycznej jednorzędówki. Zdecydowanie podnoszą stopień formalności marynarki; ostre, geometryczne wykończenie dodaje dostojności.

Kozerka

Gdzie jej szukać? Gdyby koza zerkała przez ramię, to kozerka byłaby dokładnie tam, gdzie przy zerkaniu znalazłaby się kozia bródka. A już bardziej poważnie – kozerka to miejsce, w którym kołnierz łączy się z klapami. Niegdyś umiejscowiona nieco nad brustaszą, z biegiem lat wędruje coraz wyżej ku linii ramion.

Kołnierz

Nawiązując do definicji konia z „Nowych Aten”, czyli pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej Benedykta Chmielowskiego – kołnierz jaki jest, każdy widzi.

Butonierka

Na pierwszy rzut oka całkowicie bezużyteczna dziurka guzikowa znajdująca się w klapie marynarki. Jest ona swego rodzaju narządem szczątkowym – kiedyś była potrzebna, bo marynarki zapinało się pod szyją, dziś jedynie przypomina o minionych czasach i służy do umiejscowienia w niej drobnych ozdób (kwiatki, przypinki, spinki).

Kieszenie

Zdecydowanie nie pełnią funkcji magazynowej a decydują o stopniu formalności marynarki. W garniturach dziennych patka (kawałek materiału doszyty przy kieszeni) powinna być wypuszczona na kieszeń, w garniturach wieczorowych wymagane jest schowanie jej do środka w taki sposób, by widoczny był jedynie obrys kieszeni. W przypadku marynarek o sportowym sznycie często spotykane są kieszenie naszywane, w których nie trzeba się już zastanawiać, co z patką zrobić.

Brustasza

Nazwa wywodząca się z niemieckiego Brusttasche (brust – pierś, tasche – kieszonka). I za nazwą podążając można tę kieszonkę odnaleźć – rzeczywiście umiejscowiona jest na piersi. Pomimo tego, iż przy zakupie jest zaszyta, służy do umiejscowienia w niej poszetki – należy ją rozpruć.

Biletówka

Narząd szczątkowy nr 2. Dodatkowa, mała kieszeń umieszczona z prawej strony, którą pierwotnie wykorzystywano do przechowywania biletów kolejowych, obecnie stanowi już tylko ozdobę i nie jest zbyt często spotykana.

Guziki

Najczęściej występują w duecie, choć spotykane jest też trio. Marynarki sieciówkowe wyposażone są zazwyczaj w guziki plastikowe co zapewnia nieskończoną wręcz gamę kolorów, rozmiarów czy form, ale to egzemplarze wykonane z naturalnych surowców (np. bawolego rogu) świadczą o wysokiej jakości i zdecydowanie wyższej cenie produktu.

Szlice

Nic innego jak rozcięcia z tyłu marynarki. Podobnie jak butonierka czy biletówka kiedyś rzeczywiście były „po coś”, a dziś zostały jako element ozdobny choć nadal w pewnym stopniu skłaniający się ku praktyczności. Szlice zapewniają komfort –  dzięki nim można swobodnie usiąść czy włożyć ręce do kieszeni.

I teraz już marynarka jaka jest, każdy się nauczył.

Justyna Horbacz