Tag

slider

Przeglądaj

Klasyczne stroje na lato


Klasyczne ubrania na lato

Lato tuż tuż więc zastanówmy się co założyć na siebie tak by wyglądać jednocześnie elegancko i klasycznie, i nie ugotować się na twardo w trzydziestostopniowym upale.
Wbrew pozorom idealny strój na upalne dni lipca i sierpnia to wcale nie szorty i klapki. Jeśli ktoś był we Włoszech na wczasach to na pewno widział mnóstwo miejscowych ubranych w garnitury i pomimo tego wcale nie zlanych potem. Jak to możliwe?
Chcąc kupić odpowiedni elegancki strój na lato (marynarkę, spodnie, koszulę) przede wszystkim powinniśmy zwracać uwagę na tkaniny z jakich są uszyte.
W dzisiejszych czasach przy dynamicznym rozwoju technologii, coraz więcej marek, również luksusowych (np. Zegna) zaczyna wprowadzać sztuczne, wysokiej jakości tkaniny, które często charakteryzują się lepszymi właściwościami od naturalnych, jednak to na razie nieliczne wyjątki, które jedynie potwierdzają regułę.

Leżące na półkach sieciówek sztuczne tkaniny z całą pewnością nie są tak zaawansowane technologicznie jak te od Zegny i na pewno nie są konkurencją dla naturalnych tkanin. Dlatego wszystko co sztuczne latem powinno być pomijane.


Zasada nr 1
Naturalne materiały


Zdecydowanie powinniśmy postawić na naturalne materiały.
Jednak nie znaczy to, że każda naturalna tkanina nadaje się na lato. Oczywistym jest, że ciepła flanela będzie koszmarnym wyborem w upalne dni. Podobnie generalnie fantastyczny i drogi kaszmir, który jest spełnieniem marzeń przy tworzeniu kompozycji jesienno-zimowych.
Modele na lato powinny być wykonane w 100% z naturalnej tkaniny takiej jak bawełna,wełna, len i jedwab oraz mieszanek tych materiałów. Najmniej korzystną tkaniną z tych czterech najpopularniejszych będzie bawełna, która mocno się gniecie i niestety nie są to zagniecenia dodające uroku, w przeciwieństwie do lnu, który z kolei gniecie się bardzo stylowo i równie łatwo prostuje. Dlatego też bawełnę bardzo rzadko wykorzystują renomowane marki do szycia garniturów. Z kolei len to tkanina fantastyczna na lato, dzięki przewiewności (w dużym zbliżeniu tkanina lnu przypominam siateczkę) oraz higroskopijności (len może wchłonąć do 25% wilgoci i dalej nie sprawiać wrażenia wilgotnego). Komfort w noszeniu lnu latem jest porównywalny do nie noszenia niczego 🙂 Len to po prostu kwintesencja lata. W połączeniu z jedwabiem otrzymujemy tkaninę idealną na upalne dni.
Kolejna ważna i niestety całkowicie pomijana przy wyborze marynarek na lato sprawa to podszewka. W gruncie rzeczy to z czego jest wykonana i czy w ogóle powinna być to kluczowa sprawa dla funkcjonalności stroju letniego.
Często zdarza się, że tkanina zewnętrzna jest rzeczywiście naturalna, ale podszewka została wykonana ze sztucznego materiału np. poliestru. Rozwiązanie to jest bardzo często stosowane przez producentów, którzy mają świadomość, że klienci nie zwracają na to uwagi. Panuje bowiem zupełnie błędne przeświadczenie, że w garniturze pocić się i cierpieć trzeba. Im bardziej świadomy klient tym lepszy produkt na rynku. Pamiętajmy, że to popyt generuje podaż, nie odwrotnie. Mamy więc w sklepach coś co kupujemy. Szkoda tylko, że my mężczyźni wiemy tylko to, że chcemy kupić garnitur, często nawet nie chcemy, a wręcz musimy, natomiast poziom naszej wiedzy pozwala na łatwą sprzedaż takich właśnie , nie ma co ukrywać niskich lotów garniturów.
Gdy wybierzemy garnitur ze sztuczną podszewką wówczas nie będzie on doskonale przepuszczać powietrza, a naturalne właściwości wełny zostaną utracone przylepionym do niej np. poliestrem, który będzie idealną ścianą pomiędzy naszym ciałem, a otoczeniem, powodując nadmierne pocenie. Marynarki bezpodszewkowe, to rozwiązania niezwykle komfortowe i wygodne. To właśnie dzięki nim Włosi mogą chodzić w garniturach i marynarkach mimo panujących u nich dużo wyższych temperatur. Brak podszewek to jeden z głównych powodów, dla których można wytrzymać w marynarce nawet powyżej 30 stopni.

Skarpety na lato z bawełny Fill d’Ecosse i mieszanki ze lnem
Zasada nr 2
Brak podszewki


Plusów takich marynarek jest dużo więcej.
Są one zdecydowanie bardziej przewiewne, dlatego dużo trudniej w nich się spocić.

Jedna warstwa materiału mniej to również mniejsza waga. Najlżejsze modele wagą zbliżone są do grubszych koszul.

Tak wykonane marynarki lepiej też znoszą podróż, gdy są złożone.

Marynarki bez podszewek dużo łatwiej przerobić u krawca.


Czy więc marynarka bez podszewki ma jakieś wady? Właściwie tylko cenę.
Wydawać by się mogło, że garnitury bez podszewek będą tańsze od standardowych, bo mniej materiału zużywa się na ich uszycie. Nic bardziej mylnego, garnitury bez podszewek są dużo droższe od tych z podszewkami. Żeby wykonać garnitur bez podszewki trzeba go również świetnie wykończyć od wewnątrz. Taki sposób uszycia nie wybacza błędów. Każdy ruch krawca widać gołym okiem. Widać szycie i sposoby wykończenia nie tylko z zewnątrz, ale również od środka. Podszewka jest swojego rodzaju płachtą przykrywającą bałagan. Wszystko co źle wykończone i uszyte i tak zostanie przykryte podszewką, dlatego wykończenie nie jest już tak bardzo istotne.
Marynarka bez konstrukcji
Oczywiście nie jest łatwo samemu dobrać odpowiedni strój na lato. Często to czy kupimy odpowiedni produkt zależeć będzie w dużej mierze od doradcy, który wyczuje nasze potrzeby, odpowiednio doradzi i nakieruje.

Zasada nr 3
Skorzystaj z porady prawdziwego doradcy lub wyedukuj się właściwie sam.


Niestety często poziom porad w sklepach z ubraniami jest, ujmijmy to delikatnie, niezadowalający a my sami bądź nie mamy czasu, bądź ochoty by poszerzać swoją wiedzę na temat tkanin i konstrukcji marynarek, spodni i butów.
Rozwiązaniem jest wybieranie sklepów sprawdzonych, z dobrymi opiniami odnośnie fachowości obsługi.
Ze swojej strony możemy polecić ShoeHouse KlasyczneButy , w którym można nabyć nie tylko tylko piękne i stylowe buty letnie obuwie. Salon oferuje spodnie, koszule i marynarki na lato z najlepszych naturalnych tkanin od Loro Piany, Ermenegildo Zegny, Trabaldo Togna czy Vitale Barberis Canonico. Z kolei fachowa obsługa pomaga dobierać kolorystkę, łączyć elementy garderoby i tworzyć kompozycje odpowiednie do danych okazji.


Paweł

Klasyczne glancowanie – jak pielęgnować buty?

W Klasycznych Butach klasyczne buty klasycznie wyglancowali! Pierwsze z całego cyklu spotkań w #SHOEHOUSE przeszło już do historii. Co klasycznebuty.pl mówią o warsztatach? “Właściwie od zawsze chcieliśmy nie tylko sprzedawać buty, ale przede wszystkim zarażać pasją, poszerzać wiedzę o ręcznie szytym, skórzanym obuwiu i stworzyć miejsce, gdzie miłośnicy klasyki mogliby się spotykać i, w myśl naszej filozofii, wspólnie fascynować się klasyką w najlepszym wydaniu.”  Dla tych, którzy być nie mogli oraz dla Gości, którzy jeszcze na moment chcieliby wrócić do wydarzeń wieczora czwartkowego – esencja całych warsztatów, czyli…

Jak krok po kroku wyglancować swoje klasyki?
Część #1 – skóra licowa

  1. Czyszczenie podeszwy
    Krok pierwszy i najważniejszy, bo od dokładnego wyczyszczenia podeszwy zależy powodzenie wszystkich kolejnych działań. Podeszwa to jedyna część buta bezpośrednio narażona na kontakt z podłożem a co za tym idzie nosząca tego kontaktu najwięcej śladów. Piasek, drobne kamyki i niewiadomego pochodzenia inne drobiny mogą spowodować zarysowanie skóry w późniejszych etapach, więc…

Szczotka z krótkim, twardym włosiem, energiczne ruchy i dokładne pozbycie się wszystkiego, co butem w bucie nie jest. W razie trudności można pomóc sobie np. scyzorykiem delikatnie zeskrobując zanieczyszczenia.

  1. Wstępne czyszczenie cholewki
    Krok drugi i najważniejszy, bo od dokładności jego wykonania zależy powodzenie wszystkich kolejnych działań. Cholewka buta brudzi się głównie przez zachlapanie, zakurzenie lub zabłocenie i podobnie jak w przypadku podeszwy, wszystko co udało się na niej nazbierać, przy następnych krokach glancowania, mogłoby spowodować uszkodzenia.

Miękka ściereczka i woda poradzą sobie doskonale. Co ważne, cholewkę przemywamy a nie przelewamy – ściereczka powinna być jedynie wilgotna.  Szczególną uwagę należy zwrócić na trudno dostępne miejsce połączenia cholewki z podeszwą – tam kryje się najwięcej niechcianych rozmaitości i aby dokładnie je usunąć, dobrze jest użyć precyzyjnej szczoteczki.

  1. Właściwe mycie
    Kolejny najważniejszy krok i w ramach uściślenia – wszystkie kolejne też najważniejszymi będą. Mycie ma na celu jak najdokładniejsze wyczyszczenie skóry z pozostałości wcześniej używanych kosmetyków i reszty zabrudzeń. W ten sposób buty warto czyścić raz, najwyżej dwa razy na sezon. Świetnie sprawdzi się tutaj…

Mydło siodełkowe, szczoteczka, ściereczka i szczotka. Szczoteczką nabieramy niewielką ilość mydła i „rozpieniamy” je z niewielką ilością wody. Dość szybko czyścimy całą cholewkę i natychmiast po zakończeniu wycieramy ściereczką. W przypadku np. brogsów do dokładnego pozbycia się mydła ze zdobieniowych zakamarków można użyć szczotki.

  1. Kremowanie
    Skoro kremujemy nasze „skórzane dłonie” to i skórzanym butom powinniśmy zapewnić odpowiednie odżywienie. Krem ma za zadanie nawilżyć skórę, uchronić ją przed pękaniem i przygotować na przyjęcie pasty. Najlepiej używać kosmetyku o kolorze jak najbardziej zbliżonym do barwy cholewki. Bezbarwny krem co prawda również zda egzamin, jednak nie przyczyni się do zachowania głębi koloru butów czy zniwelowania rys powstałych podczas użytkowania.

Krem i dłonie/ściereczka/szczotka. Najlepszym wyborem będzie nakładanie kremu palcami. Dzięki temu dużo łatwiej nie przesadzić z ilością kosmetyku. Dodatkowo ciepło dłoni połączone z wklepywaniem i pocieraniem pozwoli na dotarcie preparatu do głębszych warstw skóry i lepsze odżywienie. Krok 4. Koniecznie trzeba zakończyć polerowaniem. Szczotka z krótkim, miękkim, końskim włosiem, kilka minut pracy i…

  1. Pastowanie
    Kropka nad „i” w butowej pielęgnacji. Podobnie jak w przypadku kremu, również kolor pasty powinien być jak najbardziej zbliżony do koloru cholewki. Dzięki temu możliwe jest nadanie klasykom pięknego wykończenia i zachowanie głębi koloru. Dodatkowo pasta doskonale zabezpiecza skórę przed trudami codzienności i maskuje drobne uszkodzenia.

Pasta i dłonie/ściereczka/szczotka. Sprawa ma się jak wyżej z tą różnicą, że zmienia się używany kosmetyk. Co jeśli pasta wyschnie i popęka? Misja ratunkowa wymagać będzie podgrzania atmosfery – przy użyciu zapalniczki podpala się wyschnięty kosmetyk i po chwili gasi, zamykając wieczko. Praca z ogniem wymaga szczególnej ostrożności, jednak efekt wart jest zachodu.

  1. Polerowanie
    W dążeniu do spektakularnego efektu to właśnie na nie zwrócić należy szczególną uwagę. Dlaczego? Bo stanowi ono zwieńczenie wszystkich wcześniejszych działań, a w niektórych przypadkach (np. lustrzane noski) może zadecydować o być albo nie być całego procesu.

Szczotka z długim, końskim włosiem, dużo cierpliwości i wcale nie dużo siły. Mocniej nie oznacza w tym przypadku ani szybciej, ani lepiej.

 

Klasyczne buty mają do zaoferowania doskonałą prezencję, przyjemność ze stawiania każdego kroku i wierność na długie lata. Wszystko to w zamian za jedynie odrobinę uwagi i dbałości. Klasyki ze skóry licowej już wyglancowane, czas na…

Relacja z kolejnego glancowania już na początku grudnia.

Justyna Horbacz

Podeszwowe dylematy – skórzana czy gumowa?

Klasyczne buty to klasycznie piękne kroki. I tu pojawia się pewna kwestia sporna – ważniejsze piękno czy jednak kroki? W miarę upływającego czasu zdaje się, że proporcje pomiędzy zaletami użytkowymi a walorami estetycznymi drastycznie się zmieniają. Buty coraz mniej są do chodzenia, a coraz bardziej do zachwycania. Cholewki przybierają często zaskakujące formy, wykonywane są z nieprawdopodobnych materiałów, mienią się kolorami tęczy idąc tym samym w zupełnie nieznanym do tej pory kierunku. Kombinacji zdaje się być nieskończona ilość. W przypadku podeszw sprawa ma się nieco inaczej. Panowie i Panie – skóra vs guma!

 

Podeszwa skórzana

Zdecydowany lider elegancji i szyku. Zgodnie współpracuje z każdym smokingiem oraz garniturem wieczorowym, choć nie okazuje sprzeciwu również w towarzystwie jeansów. W temacie klasyki zdaje się nie mieć sobie równych. Ale czy na pewno? A co z niszczeniem się, przemakaniem i innymi niedogodnościami? Podeszwa skórzana – zalety i wady.

Zalety skórzanej podeszwy

Bez wątpienia największą jej zaletą jest grubość. A w zasadzie cienkość. Pośród setek topornych męskich bucisk klasyczne półbuty na skórzanej podeszwie wyróżniają się niezwykłą lekkością. I to właśnie dzięki temu doskonale komponują się ze strojami wieczorowymi o najwyższym stopniu formalności. Kolejną zaletę stanowi fakt, iż skórzana podeszwa oddycha. Szczególnie istotne jest to latem, kiedy, przy wysokich temperaturach, odprowadzanie wilgoci odgrywa kluczową rolę. Gwarantuje to wysoki komfort i pozwala cieszyć się wygodą użytkowania. Ostatnie, ale nie mniej ważne – skórzana podeszwa, podobnie jak skórzana cholewka, dopasowuje się do stopy właściciela. W tym przypadku powiedzenie, że „coś jest jak druga skóra” nabiera zupełnie nowego, całkowicie dosłownego znaczenia.

Wady skórzanej podeszwy

Wada pierwsza i największa i w zasadzie jedyna – skórzana podeszwa szybko się niszczy nawet pomimo starannej pielęgnacji i wyjątkowej ostrożności. Skóra przeznaczona na podeszwę jest oczywiście zupełnie inna niż ta na cholewkę. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal to tylko skóra. Nawet po impregnacji, zabezpieczeniu, specjalistycznym przygotowaniu do trudów codzienności nie jest w stanie poradzić sobie ze śniegiem, deszczem, solą, błotem, ostrymi kamykami czy dziesiątkami przechodzonych kilometrów.

 

Podeszwa gumowa

Co przede wszystkim warte nadmienienia – guma diametralnie różni się od skóry właściwie pod każdym względem. To pragmatyzm w najczystszej postaci. Nie należy go jednak utożsamiać z niższą jakością czy znacznym obniżeniem estetyki. Materiał o dużej wytrzymałości, wodoodporny a przy tym stosunkowo tani zwyczajnie był potrzebny, a jako że „potrzeba matką wynalazku”, w XIX wieku odkryto sposób wulkanizacji kauczuku i rozpoczęto masową produkcję gumowych dóbr. Wtedy to powstały pierwsze kalosze w znanej nam do dzisiaj formie (więcej w artykule Eleganckie kalosze) oraz pierwsze gumowe podeszwy. Czy był to jednak dobry wynalazek?

Zalety gumowej podeszwy

Minęły już prawie dwa wieki, a nieprzemakalność gumy wciąż jest tak samo nieprzemakalna. Zaleta największa wśród największych – doskonała ochrona przed wilgocią. Gumie nie straszne są najstraszniejsze warunki pogodowe, nie boi się deszczu ani śniegu, nawet z dodatkiem soli czy różnych chemicznych specyfików. Dodatkowo hardo stawia czoła długim pieszym wędrówkom – nie ściera się zbyt szybko oraz gwarantuje bardzo dobrą przyczepność.  Co również ważne – nie prosi o wiele. Pielęgnacja gumowych podeszw opiera się właściwie na używaniu jedynie wilgotnej szmatki. Niezwykle istotnym jest także właściwie nieograniczona gama kolorów i wzorów. Kropki, paski, gwiazdki, wszystkie kolory tęczy, w tym słoneczna żółć ze złotymi refleksami czy też barwa krwistoczerwonokoralowych maków (o ile taki kolor w ogóle istnieje…) Czy może być lepiej?

Wady gumowej podeszwy

Jedyne co można gumowym podeszwom zarzucić to niższy, niż w przypadku skórzanych, stopień elegancji oraz masywność. Nie sprawdzają się one najlepiej w bardzo formalnych stylizacjach. Swoje trzy grosze mogłyby tu również dorzucić organizacje proeko. Guma nie zalicza się do materiałów ulegających szybkiemu rozkładowi, przez co całymi latami zalega na wysypiskach mając niemały wpływ na środowisko. Zużyte opony samochodowe okazały się być świetnym materiałem na ogrodowe ozdoby, może więc i dla podeszw uda się znaleźć pomysł na drugie życie?

 

Zelówkowy kompromis

A gdyby tak połączyć to co najlepsze w podeszwach skórzanych i gumowych? Zdaje się, że mógłby to być przepis na podeszwę idealną. I w zasadzie tak też jest.

Zelowanie to usługa szewska polegająca na podklejeniu skórzanej podeszwy cieniutką warstwą gumy. Chroni to skórę przed przedwczesnym zniszczeniem oraz przemakaniem, a z drugiej strony nie pozbawia obuwia lekkości gwarantowanej przez cienką, skórzaną podeszwę. Mimo tego zelowanie nadal ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Nie sposób zaprzeczyć słuszności argumentów obu stron dlatego też ostateczną ocenę pozostawiam praktykom, którzy mają wszystko sprawdzone na własnej stopie.

Justyna Horbacz

Rodzaje skór, czyli co z czego i dlaczego

Chcę kupić skórzane buty! Brzmi całkiem znajomo, prawda? Co jednak uznajemy za skórzane buty, a co tak naprawdę nimi jest? Jak rozpoznać rodzaj skóry i określić, czy spełni ona nasze oczekiwania? Czy skóra skórze równa? Póki co więcej pytań niż odpowiedzi…

 

Pierwsze skórzane buty

Nasi praprzodkowie od zarania dziejów wykorzystywali różne metody ochrony swoich stóp. Przemierzając dziesiątki kilometrów w poszukiwaniu pożywienia natrafiali na wspaniałe, zielone łąki, na których każdy krok był czystą przyjemnością, ale też (głównie) na gorące piaski, ostre skały czy ścieżki usłane szyszkami (kto nadepnął na szyszkę, zna ten ból…). Jako że „potrzeba matką wynalazków” już około 40 tysięcy lat temu pojawiły się pierwsze protobuty. Żaden egzemplarz nie dotrwał do naszych czasów, więc twierdzić można, iż nie były specjalnie trwałe albo… niezbyt urodziwe, więc wszystkie ceremonialnie zniszczono. Ale to tylko przypuszczenia.

Faktem jest natomiast, że w 1991 roku w Alpach odnaleziono ciało Oetziego – człowieka z Similaun. Odkrycie to złotymi zgłoskami zapisało się również w księgach obuwniczej historii. Sędziwego wieku Oetzi (5 tysięcy lat) miał na sobie buty i to w dodatku skórzane. Prehistoryczny elegant prezentował model z podeszwą ze skóry niedźwiedzia, plecioną, sznurkową cholewką oraz wkładką z siana.

Rodzaje skór

Już na przykładzie Oetziego widać, że ludzie od dawien dawna posługiwali się skórami i co ważne, posługiwali się nimi niezwykle umiejętnie. Na podeszwę – gruba i wytrzymała skóra niedźwiedzia, na cholewkę sznurek, w późniejszym czasie zamieniony np. na skórę krowią. Czy obecnie również mamy wiedzę na miarę naszych przodków? A może w kwestii skór moglibyśmy nauczyć się czegoś od starożytnych?

Skóry gładkie, licowe

Wśród butów dobrej jakości są spotykane zdecydowanie najczęściej. Nie zawsze oznaczają jednak jakość najwyższą z możliwych. Licowe skóry cielęce charakteryzują się miękkością, elastycznością i wysokim komfortem użytkowania. Ich bydlęcy odpowiednik jest już zdecydowanie twardszy, mniej elastyczny oraz ustępuje w kwestii komfortu. Różnica uwidacznia się również w cenie. Jeśli jakość stanowi bezdyskusyjny priorytet – skóra cielęca będzie strzałem w dziesiątkę. Jeśli jednak istotą jest cena, warto wybrać tańsze rozwiązanie w postaci skóry bydlęcej.

Skóry typu Pebble Grain

Co kryje za sobą ta tajemnicza nazwa? Są to skóry najczęściej cielęce, ale w odróżnieniu od licowych mają wyciśniętą lub tłoczoną, regularną teksturę. Ciekawsza struktura działa zdecydowanie na plus dla wyrazistości butów – dodaje im nieco charakteru. Minusem jest nieco trudniejsza pielęgnacja – w rowkach mogą pozostawać białe osady, szczególnie po kontakcie z wodą; łatwo je jednak usunąć.

Skóry typu Nappa

Wkraczamy nieco w obuwniczą egzotykę – Nappa to skóry kozie. Są w zasadzie podobne do cielęcych, przewyższają je jednak miękkością i delikatnością. Takie zalety wymagają szczególnej uwagi i dbałości w procesie pielęgnacji. Wysoka porowatość zapewnia zarówno komfort jak i podatność na zaplamienia i uszkodzenia. Rachunek zalet i wad zbiega do zera i z tego właśnie powodu wykorzystuje się je jedynie sporadycznie, a doceniane są głównie (a może wyłącznie) przez prawdziwych pasjonatów.

Skóry zamszowe

Zamsz to też skóra! Odmienność tekstury spowodowana jest tym, że zamsz wytwarzany jest z odwrotnej – spodniej części skóry, tzw. mizdry. Ma charakterystyczny meszek o stosunkowo długim włosiu. Niestety jest to materiał przez wielu niedoceniany. Przy użyciu kilku środków i akcesoriów do pielęgnacji buty zamszowe można wyczyścić szybko, łatwo, efektywnie i z pewnością efektownie.

Skóry nubukowe

W całej „skórzanej rodzinie” należało by umiejscowić je pomiędzy zamszem a skórą licową. Skóry te mają efekt delikatnego meszku o włosiu zdecydowanie krótszym od zamszu. Powoduje to większą delikatność, a co za tym idzie konieczność zwracania większej uwagi na pielęgnację.

Skóry anilinowe

Posiadają otwarte pory przez co są miękkie, delikatne w dotyku, ale niestety bardzo podatne na zabrudzenia – kropla wody wsiąka w skórę powodując powstanie ciemnej plamy. Anilina nie ma barwnika na górnej warstwie, dzięki czemu dokładnie uwidacznia się naturalna faktura materiału. Porowatość wykorzystywana jest w procesie barwienia, gdzie barwniki przenikają skórę na wskroś. Do ich produkcji używane są jedynie najszlachetniejsze skóry bez skaz, blizn a nawet śladów ukąszeń, ponieważ wierzchnia warstwa skóry nie podlega żadnym procesom zmieniającym jej strukturę. Skóry bez choćby najdrobniejszych uszkodzeń są rzadkością stąd skóry anilinowe są droższe niż pigmentowane gładkie.

Skóra typu Shell Cordovan

Skóra wyprawiana z tylnej części końskich grzbietów – z jednego wierzchowca uzyskuje się płat (the shells) o wielkości jedynie 20-22 cale. Charakteryzuje się wyjątkową trwałością, elastycznością i odpornością na działanie wilgoci, dzięki czemu doskonale sprawdza się przy obuwiu jesienno-zimowym. Wymaga niezwykle skomplikowanego procesu garbowania, efektem którego jest wyjątkowy materiał pokrywający się, w miarę upływającego czasu, patyną. Najlepsze Cordovany wyprawiane są w USA, Japonii oraz Hiszpanii. Największą zaletą butów wykonanych ze skóry tego typu jest fakt, iż z wiekiem stają się coraz piękniejsze. Skóra ulega naturalnemu procesowi starzenia gwarantującemu efekt, którego nie da się kupić – trzeba go sobie wychodzić.

Skóry lakierowane

Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy kiedyś widział buty z lakierowanej skóry i teraz na hasło „lakierki” wyobraża sobie idealnie gładką, lustrzaną powierzchnię o wysokim połysku. I dokładnie taka jest charakterystyka tego typu skóry. Gwarantuje to wyjątkowy efekt, ale też podatność na odciski, zarysowania i uszkodzenia.

Justyna Horbacz

Anatomia garderoby – marynarka bez tajemnic

Każdy wie o ich istnieniu, większość nawet ma w szafie jedną lub dwie, ale z czego właściwie składają się marynarki? Rozkładając je na czynniki pierwsze okazuje się, że w całej swej prostocie są niezwykle złożone. Butonierka, brustasza, biletówka to o dziwo nie gatunki gołębi czy broni palnej, a właśnie elementy marynarki. Można tego nie wiedzieć, ale dlaczego by tak nie wiedzieć?’

 

Klapy

Można podzielić je na wąskie (4-6 cm), takie o średniej szerokości (7-9 cm) oraz szerokie (powyżej 9 cm). Dobiera się je głównie pod kątem proporcji – mężczyźni o drobnej budowie ciała powinni wybierać węższe by uniknąć wrażenia przytłoczenia, potężnie zbudowani zdecydowanie lepiej prezentować się będą w szerszych; zbyt wąskie dodatkowo wyolbrzymią sylwetkę.

3 podstawowe rodzaje klap:

  1. Proste (otwarte)
    Są najczęściej spotykane, najbardziej uniwersalne i najbardziej klasyczne.
  2. Szalowe
    Nazwa wskazuje pewne powiązanie z szalem. I rzeczywiście w pewnym stopniu tak jest. Ten rodzaj klap jest charakterystyczny dla marynarek smokingowych. Często spotykane jest jedwabne wykończenie, które powoduje wyraźne odcięcie klap na tle marynarki – wyglądają nieco jak narzucony jedwabny szal.
  3. Ostre (zamknięte)
    Nazywane również „frakowymi” lub „w szpic”. Pierwotnie zarezerwowane były jedynie dla marynarek dwurzędowych lub fraków, ale coraz częściej odnajdują się również w towarzystwie klasycznej jednorzędówki. Zdecydowanie podnoszą stopień formalności marynarki; ostre, geometryczne wykończenie dodaje dostojności.

Kozerka

Gdzie jej szukać? Gdyby koza zerkała przez ramię, to kozerka byłaby dokładnie tam, gdzie przy zerkaniu znalazłaby się kozia bródka. A już bardziej poważnie – kozerka to miejsce, w którym kołnierz łączy się z klapami. Niegdyś umiejscowiona nieco nad brustaszą, z biegiem lat wędruje coraz wyżej ku linii ramion.

Kołnierz

Nawiązując do definicji konia z „Nowych Aten”, czyli pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej Benedykta Chmielowskiego – kołnierz jaki jest, każdy widzi.

Butonierka

Na pierwszy rzut oka całkowicie bezużyteczna dziurka guzikowa znajdująca się w klapie marynarki. Jest ona swego rodzaju narządem szczątkowym – kiedyś była potrzebna, bo marynarki zapinało się pod szyją, dziś jedynie przypomina o minionych czasach i służy do umiejscowienia w niej drobnych ozdób (kwiatki, przypinki, spinki).

Kieszenie

Zdecydowanie nie pełnią funkcji magazynowej a decydują o stopniu formalności marynarki. W garniturach dziennych patka (kawałek materiału doszyty przy kieszeni) powinna być wypuszczona na kieszeń, w garniturach wieczorowych wymagane jest schowanie jej do środka w taki sposób, by widoczny był jedynie obrys kieszeni. W przypadku marynarek o sportowym sznycie często spotykane są kieszenie naszywane, w których nie trzeba się już zastanawiać, co z patką zrobić.

Brustasza

Nazwa wywodząca się z niemieckiego Brusttasche (brust – pierś, tasche – kieszonka). I za nazwą podążając można tę kieszonkę odnaleźć – rzeczywiście umiejscowiona jest na piersi. Pomimo tego, iż przy zakupie jest zaszyta, służy do umiejscowienia w niej poszetki – należy ją rozpruć.

Biletówka

Narząd szczątkowy nr 2. Dodatkowa, mała kieszeń umieszczona z prawej strony, którą pierwotnie wykorzystywano do przechowywania biletów kolejowych, obecnie stanowi już tylko ozdobę i nie jest zbyt często spotykana.

Guziki

Najczęściej występują w duecie, choć spotykane jest też trio. Marynarki sieciówkowe wyposażone są zazwyczaj w guziki plastikowe co zapewnia nieskończoną wręcz gamę kolorów, rozmiarów czy form, ale to egzemplarze wykonane z naturalnych surowców (np. bawolego rogu) świadczą o wysokiej jakości i zdecydowanie wyższej cenie produktu.

Szlice

Nic innego jak rozcięcia z tyłu marynarki. Podobnie jak butonierka czy biletówka kiedyś rzeczywiście były „po coś”, a dziś zostały jako element ozdobny choć nadal w pewnym stopniu skłaniający się ku praktyczności. Szlice zapewniają komfort –  dzięki nim można swobodnie usiąść czy włożyć ręce do kieszeni.

I teraz już marynarka jaka jest, każdy się nauczył.

Justyna Horbacz

Nieklasycznie klasyczny wywiad z Mr. Vintage

Na pierwszy rzut oka po prostu jeden z tych inaczej ubranych. Miłośnik klasycznego stylu? A może przymusowo przestrzega reguł? Czyżby schwytany w szpony dress code’u tak bardzo, że nie może się z niego wydostać nawet na co dzień? Co sprawia, że zamiast bluz nosi marynarki? I najważniejsze – ile tak naprawdę ma par butów? Informacyjny niezbędnik dla każdego, kto chce bliżej poznać Michała Kędziorę oraz jego spojrzenie na klasyczny męski styl.

 

Jak Michał Kędziora w kilku słowach przedstawiłby Michała Kędziorę?

Esteta.
Pasjonat dobrego stylu.
Promotor dobrej jakości.

Gdzie szukać początku tej szczególnej dbałości o wizerunek? Kiedy się to zaczęło?

Taka prawdziwa pasja zaczęła się jakieś 15 lat temu, gdy jeszcze w czasie studiów zacząłem pracę w branży odzieżowej, ale wydaje mi się, że moda i ubrania były mi bliskie znacznie wcześniej, bo już w podstawówce przywiązywałem dużą wagę do wyglądu. Miałem to szczęście, że miałem siostrę w Stanach Zjednoczonych i to ona przesyłała mi w paczkach ubrania jakich moi koledzy wtedy nie mieli –  jeansy Levis’a czy koszulki z logotypem Chicago Bulls.

Z kim przystajesz, taki się stajesz – jak się do tego odnieść w kwestii stylu?

W przypadku mężczyzn to przysłowie bardzo się sprawdza, bo jesteśmy bardzo podatni na otoczenie i także ubiorem nierzadko do tego otoczenia się dostosowujemy. Kiedyś duże znaczenie może miał ubiór dziadka czy ojca – oni byli takimi pierwszymi wzorcami, ale obecnie największy wpływ mają koledzy – zarówno ci ze szkolnej ławy, jak i zza korporacyjnego biurka, a także osoby, które prywatnie cenimy za to jak się ubierają. Mogą to być znani sportowcy, prezenterzy, ale także osoby, które na przykład codziennie widujemy w tramwaju czy na spacerze. Mężczyźni chętnie kopiują takie wzorce, ale też zazwyczaj nie lubią się wybijać na tle otoczenia. Wiąże się to z potrzebą dopasowania do grupy, choć są też silne osobowości, które kompletnie przeczą tej zasadzie.

Mężczyźni dużą wagę przywiązują do komfortu – czy klasyczne ubrania są wygodne?

Jeśli tylko będą odpowiednio dobrane pod względem rozmiaru i mówiąc najogólniej – odpowiednio zaprojektowane – to jak najbardziej, mogą być wygodne.

Skoro są wygodne, po co casual Friday?

Bo większości mężczyzn jednak te argumenty nie przekonują i uważają, że klasyczne ubrania nie są wygodne. Nieformalne piątki pojawiły się zatem po to, by choć jeden dzień w tygodniu dać pracownikom korporacji więcej luzu, by czuli się swobodniej. Należy go traktować jako prezent od pracodawców. Sztywny dress code odbiera wielu mężczyznom swobodę, co może zniechęcać  pracowników do podjęcia pracy w takich firmach. Niektórzy mówią nawet, że dress code zabija kreatywność i pewnie dlatego zupełnie inaczej wygląda ubiór pracowników w branżach kreatywnych i w branżach zaufania publicznego np. u prawników, bankowców, konsultantów. Ale po kilkunastu latach zachłyśchnięcia się tematem dress code’u w Polsce coraz więcej firm wycofuje się z takiego konserwatywnego dress code’u jaki znamy z korporacji zachodnich, głównie amerykańskich. Pracodawcy chcą dać pracownikom więcej swobody, dlatego elegancki garnitur coraz częściej dotyczy tylko tych stanowisk, które mają bezpośredni kontakt z klientami czy partnerami biznesowymi.

Dokąd zmierza rewolucja w modzie klasycznej?

Komfort i wygoda przebijają się także do klasyki. Widzimy coraz więcej tkanin gwarantujących wygodę (np. wełna z naturalnym streczem) i praktyczność (np. wełny odporne na plamy i zagniecenia). Poza tym smart casual jest i będzie jednym z najmocniejszych trendów w modzie męskiej, co pokazuje, że taka konserwatywna klasyka staje się niszą dla pasjonatów.

Styl klasyczny postrzegany jest jako nie dla każdego. Czy to prawda?

W doborze stroju najważniejsze jest samopoczucie i właśnie z tego względu klasyczny wygląd rzeczywiście nie jest dla każdego. Najważniejsze by być ubranym, a nie przebranym. Nie każdy mężczyzna będzie się dobrze czuł w ubraniach eleganckich i nie należy tego robić na siłę. Dużo lepiej odnaleźć swój własny styl dopasowany do własnego stylu życia i osobowości.

 

Najważniejsza lekcja, którą można wyciągnąć z tej rozmowy – nieważne klasycznie czy nowocześnie, formalnie czy sportowo, ważne by schludnie i po swojemu, nawet jeśli książka „Rzeczowo o modzie męskiej” momentami zdaje się mówić zupełnie co innego.

Ogromne podziękowania dla wspaniale rozmownego rozmówcy, autora bloga mrvintage.pl oraz książki „Rzeczowo o modzie męskiej” Michała Kędziory.

Dla wytrwałych – Mr. Vintage ma ok. 40 par butów (kto przebije?).

 

Justyna Horbacz

Być, bywać, by wać Pan wiedział, jak się stosownie ubrać

Dobranie stroju do konkretnej okazji jest jednym z najtrudniejszych zadań, jakie może stanąć przed mężczyzną. Wbrew pozorom im bardziej formalnie, tym łatwiej, im większa dowolność, tym więcej okazji do popełnienia błędu. „Eleganckich” zasad jest wiele, a czy w ogóle istnieją jakieś „codzienne”? Co, jak, z czym i bez czego nosić, by wyglądać naprawdę dobrze? A może nie dajmy się zwariować i zostawmy miejsce na sprane dżinsy i dresowe bluzy?

 

Buty – podstawowy, klasyczny podział

Buty są podstawą, przez wielu uważaną nawet za najważniejszy element stroju. Co trzeba o nich wiedzieć?

Wśród klasycznego obuwia wyróżnia się dwa podstawowe typy – derby (angielki) i oksford (wiedenki). Różnica między nimi tkwi w rodzaju przyszwy, czyli tej części cholewki, w której znajdują się dziurki od sznurówek. Typ derby charakteryzuje się otwartą przyszwą – naszytą na cholewkę, w oksfordach jej dolna część jest częściowo schowana pod cholewkę – zamknięta przyszwa. Szczegół ten odgrywa znaczącą rolę w określaniu formalności butów. Derby z powodzeniem sprawdzą się w codziennych stylizacjach i smart casual’u, oksfordy za to idealnie dopełnią elegancki garnitur czy smoking.

Styl formalny

Zarezerwowany na wielkie wydarzenia, wyjątkowe okazje, miejsca niepowtarzalne, ALE… Co to właściwie oznacza? Bez zbędnego filozofowania – garnitur. Wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, czarny garnitur wcale nie jest tym najbardziej uniwersalnym. W zasadzie sprawdzi się on tylko na uroczystościach wieczorowych i pogrzebowych. Zamiast czerni warto wybrać ciemny granat. Nie stracimy na formalności, a zyskamy na uniwersalności, a czasem nawet na ogólnej prezencji. Jak i z czym nosić?

Czarny garnitur – biała koszula – czarne oksfordy – szary krawat – biała poszetka

Granatowy garnitur – biała koszula – czarne oksfordy – niebieski krawat – biała poszewka

Trudno o błąd, ponieważ sztywne zasady bardzo ograniczają pole manewru. Wbrew pozorom, skomponowanie udanego stroju formalnego może okazać się łatwiejsze niż stworzenie zestawu codziennego.

Styl smart casual

Z formalnością schodzimy o stopień niżej. Spośród całej klasyki to właśnie smart casual jest wybierany najczęściej i najchętniej. Dzieje się tak za sprawą kilku czynników.

  1. Wygoda noszenia
    Styl formalny rządzi się określonymi zasadami, smart casual w dużej mierze opiera się na łamaniu tych zasad. Znajdzie się tu miejsce zarówno na sportowe marynarki, spodnie chino, dżinsy, koszule w kratę oraz brogsy czy nawet sneakersy. Do głosu dochodzi wygoda!
  2. Łatwość noszenia
    Spotkanie z przyjaciółmi, wyjście do kina czy dzień w pracy. Smart casual idealnie sprawdzi się przy każdej okazji. Dodatkowo również praktycznie każdemu pasuje – zapewni doskonały wygląd zarówno młodemu adeptowi sztuki klasycznego stylu ubierania się, jak i doświadczonemu mistrzowi, który od lat kolekcjonuje poszetki.
  3. Sporo miejsca na eksperymenty
    Mamy obecnie do czynienia z rewolucją w kwestii klasycznego stylu. Można wyróżnić klasykę klasyczną oraz nowoczesną. Pierwsza uwzględnia utarte schematy, sprawdzone połączenia i bazuje na tym, co sprawdzone, druga natomiast… Momentami zakrawa o szaleństwo. Zasadą zaczyna być brak zasad zakładający jedynie, że poszczególne elementy stroju mają po prostu dobrze ze sobą wyglądać. Kolorowe skarpetki, wzorzyste koszule, kraciaste spodnie i kolorowe buty – to właśnie tutaj.

Elementy obowiązkowe:

  1. Sportowa marynarka – nie, nie może być ta od formalnego garnituru.
  2. Koszula – element bardziej podstawowy niż obowiązkowy, ale zawsze zapewni świetny wygląd. Można zastąpić ją wełnianym golfem.
  3. Buty – przede wszystkim brązowe. Będą najbardziej uniwersalne. Do wyboru pozostaje jedynie model – brogsy, monki, sneakersy…
  4. Spodnie chino lub dżinsy – dobra wiadomość dla wszystkich miłośników dżinsów – klasyka jak najbardziej zakłada wykorzystanie ich przy tworzeniu codziennych zestawów, ale(!) nie ma mowy o wyróżniających się przetarciach czy dziurach. Ciekawą alternatywą mogą okazać się granatowe lub beżowe chinosy – warto spróbować.

Będąc, stety lub niestety, czasem trzeba bywać. Jak bywać i dobrze wyglądać? Trochę odwagi, ukłon w stronę klasyki i już żadna okazja nie będzie tak straszną i wymagającą, jak mogłoby się wydawać.

Justyna Horbacz

Facet w butach, czyli jak kupować, by horror zmienić w baśń

Na Ziemi żyje ok. 3,8 mld mężczyzn, w Polsce jest to liczba opiewająca na ok. 19 mln. Tak czy inaczej – sporo. Pomimo tak pokaźnej ilości, znalezienie przedstawiciela płci męskiej deklarującego zamiłowanie do zakupów w zasadzie graniczy z cudem. Galerie handlowe zdecydowanie nie są naturalnym środowiskiem występowania męskiego gatunku, a sztuczne zasiedlanie prowadzone przez kobiety nie przynosi najlepszych efektów. Co w takim razie zrobić, by przeżyć zakupowe szaleństwo i, co ważne, wyjść z niego cało?

 

1. Przygotowanie

Plan. Słowo klucz, które z pewnością wiele ułatwi. Niesprzyjające środowisko wymaga wcześniejszego przygotowania. Idąc w konkretnym celu, zdecydowanie zwiększa się swoje szanse na powodzenie. Wielką zaletą galerii handlowych jest fakt, iż w jednym miejscu skupiają one wiele różnych brandów, jednak chcąc odwiedzić wszystkie sklepy, które w swojej ofercie mają męskie buty, trzeba się liczyć z wielogodzinną wyprawą. A gdyby tak poświęcić 10 min na sprawdzenie poszczególnych marek, zastanowić się, która ma w ofercie interesujące nas modele i ostatecznie zamiast do 15, wejść tylko do 5 sklepów?

2. Plan działania – krok po kroku

Jasnobrązowe, ciemnobrązowe, czarne, wiśniowooberżynowe, skórzane, plastikowe, z zaokrąglonym noskiem, spiczaste, wygodne, miażdżące stopy, ładne, brzydkie, jakieś dziwne… Można by tak w nieskończoność. Ale po co? Wybieranie butów jest łatwiejsze niż można by przypuszczać.

Krok 1. Do czego/ na jaką okazję?
Formalne (elegancki garnitur, ślub przyjaciela): oksfordy
Nieformalne(dżinsy lub spodnie chino, spotkanie ze znajomymi): brogsy, monki

Krok 2. Jaki kolor?
Najbardziej uniwersalne są wszelkie odcienie brązu – od bardzo jasnych po bardzo ciemne, prawie czarne. Tutaj najważniejsze jest „podobamisię”. W codziennych zestawach jest właściwie całkowita dowolność, sztywne zasady wkraczają dopiero przy pełnej elegancji wymagającej czarnych, czasami (w przypadku smokingu) nawet lakierowanych butów.

3. Realizacja

Teraz wiedząc już jakiego typu butów szukamy, wystarczy je tylko znaleźć. Najważniejsze jest dopasowanie. Buty mają być wygodne. Niektóre, szczególnie te klasyczne, wymagają czasu i paru niekomfortowych przechadzek, by dopasować się do stopy właściciela, ale nie zmienia to faktu, że chodzenie nie może sprawiać fizycznego bólu. But powinien dokładnie okalać stopę, trzymać ją w ryzach, ale nie uwierać. Cierpliwość przede wszystkim. Gwarantuję, że zostanie ona wynagrodzona z nawiązką, kiedy każdy kolejny krok będzie naprawdę komfortowy. Niektóre salony (np. klasycznebuty.pl) oferują usługę doradztwa. Polega ona na dokładnym zmierzeniu stopy, określeniu tęgości i wybraniu modelu dopasowanego wręcz na zasadzie drugiej skóry. Niestety w tej kwestii sieciówki przegrywają w przedbiegach.

4. Odwrót

Misja zakończona powodzeniem! Teraz, o ile działania były realizowane w pojedynkę, można już pewnym krokiem udać się w kierunku wyjścia i z sentymentem wspominać udane zakupy. Jest jeszcze niestety druga opcja…

Mężczyno, jeśli poszedłeś do galerii handlowej z kobietą (wielki błąd) chwyć torbę ze swoimi nowymi butami w prawą dłoń, a lewą przygotuj na torby towarzyszki.
Zakupy zakończone, rozpoczyna się polowanie!

 

Źródła:
http://stat.gov.pl/
https://isi-web.org/

Justyna Horbacz

Student wcale nie studencki

Dresowa bluza, dżinsy, sportowe buty i gotowe. 100% wygody, ale ile w tym stylu? Słowa „stylowy” i „student” na pierwszy rzut oka łączą jedynie dwie pierwsze litery. Nic bardziej mylnego. Pośród labiryntów uczelnianych korytarzy znalazłam wyjątek. Student jak każdy, choć wspomniane korytarze przemierza w niczym innym jak w klasycznych, skórzanych brogsach.

Detektyw Horbacz w akcji

Każdego dnia mijam setki studentów, wymieniam setki spojrzeń i nic wielkiego z tego nie wynika. Tym razem stało się jednak coś wyjątkowego. Przechodziły obok mnie piękne, skórzane, brązowe brogsy, wzorzyste skarpetki, wełniane spodnie i płaszcz w czarno-białą szkocką kratę. Osoby w środku niestety nie zauważyłam. Ten klasycznie piękny zestaw został przeze mnie odprowadzony wzrokiem i zniknął.

Student? Student! Jakim cudem on się tu uchował? Jak czują się te brogsy w tak nieprzyjaznym środowisku pełnym sportowych sneakersów? Gdzie jego bluza? Gdzie przetarte dżinsy?

Poszukiwania zajęły tydzień. Dzięki współpracy z Paniami w szatni udało się pośrednio zidentyfikować zbiega i ostatecznie go zlokalizować.

– Witaj, masz może chwilę?
– Nie, spieszę się.
– To posłuchaj…

 

Klasyka według Macieja

W stylu klasycznym absolutnie nie ma nic nadzwyczajnego. To rodzaj normalności. Taki charakterystycznie ubrany sposób bycia odzwierciedlający nie tyle cechy charakteru czy osobowość, co po prostu zamiłowanie do estetyki. Pierwsze wrażenie może okazać się zbyt stereotypowym. Dandys? Piękniś? Po prostu dobrze ubrany mężczyzna, który wie, co w modowej trawie piszczy.

„Klasyczne zasady nie są żadnymi z nieba.
Są stworzone, żeby z nich korzystać. Jak matematyka.”

Czy klasyczny wygląd pomaga lub przeszkadza?

Kiedy wkraczasz między wrony, musisz krakać tak jak one. Ale nie zawsze. I tylko do pewnego stopnia. Jeśli jest się ubranym a nie przebranym, dopasowanie się do sytuacji czy towarzystwa przychodzi całkowicie naturalnie również, a może przede wszystkim, w klasycznym wydaniu. Co warte podkreślenia, obecnie mamy do czynienia z nowoczesnym wydaniem klasyki. Staje się ona coraz lżejsza, coraz bardziej casualowa, codzienna, a wręcz zwyczajnie wygodna. Czy klasyczny wygląd pomaga lub przeszkadza? Jest neutralny, choć to taka bardzo pozytywna neutralność.

Czy wygląd dodaje pewności siebie?

„A może wygląd wynika z pewności siebie.”

Jak wypracować swój styl?

Największym błędem popełnianym przez osoby, które dopiero próbują zdefiniować swój styl, które nadal poszukują właściwej ścieżki wizerunkowego rozwoju, jest rzucanie się od razu na głęboką wodę. Potrzeba wiele prób i błędów, sporo cierpliwości i wytrwałości by wypracować konkretny wygląd. Zmiana z dnia na dzień jest możliwa, ale tylko teoretycznie. By naprawdę dobrze czuć się w klasycznych ubraniach, potrzeba czasu. Z jednej strony by zwyczajnie przyzwyczaić się do nowości, z drugiej by dać sobie możliwość wyewoluowania i zmiany nie tylko samego wyglądu, ale też sposobu myślenia.

Jak Maciej opisałby Macieja?

„Człowiek z zasadami, którego jednak zasady nie ograniczają.
Masz zasady, nie łamiesz ich, ale nie dlatego, że nie możesz, ale bo nie chcesz.”

 

Spotkany. Zgubiony. Odnaleziony. Wykorzystany (wyłącznie w celach naukowych). A wszystko po to, by pokazać kolejny sposób myślenia o klasyce, by zainteresować nią niezainteresowanych, ale przede wszystkim zachęcać do nowego spojrzenia na siebie, cokolwiek miałoby to ostatecznie oznaczać.

Justyna Horbacz

Włoska robota

W opinii większości mężczyzn dobry zegarek musi być efektem pracy szwajcarskich zegarmistrzów z jednej z manufaktur położonych we francuskojęzycznej Jurze (opinia kobiet na temat jaki zegarek jest najlepszy to zupełnie inna historia …).
To tak trochę jak z garniturami, podobno najlepszy garnitur to tylko taki, który wykonany został w pracowni krawieckiej na Savile Row.
Uszyty tam garnitur w stylu angielskim powinien wyglądać dokładnie tak jak nakazują tradycyjne (klasyczne) zasady, gdyż ubrany w niego mężczyzna wyraża przynależność do danej klasy społecznej, która dokładnie wie co jest najbardziej właściwe, nie tylko w kwestii ubioru ale także stylu życia. Najlepiej gdyby wyglądał jak garnitur ojca, wujka a najlepiej dziadka gdyż tradycja, jeżeli chodzi o krój i materiał, z którego jest uszyty i brak indywidualizmu to zasady nadrzędne.

Niejako w opozycji do stylu angielskiego pozostaje garnitur włoski, który przede wszystkim ma podkreślać wyjątkową osobowość właściciela, przekazującego wszystkim wokół jednoznaczny komunikat – jestem jedyny w swoim rodzaju.
Skoro Włosi potrafią szyć wyrafinowane i wyszukane garnitury podkreślające unikalną elegancję noszącego je indywidualisty to czy mogą też zaproponować, także cos niepowtarzalnego do noszenia na nadgarstku?
Oczywiście tak, na dowód czego przedstawię oryginalne pod względem designu czasomierze, które powstają w trzech manufakturach z siedzibą w słonecznej Italii.

Zacznę od zaprojektowanych przez Giuliano Mazzuoli modeli manometro, contagiri i trasmissione meccanica.
Od razu rzuca się w oczy, że są to bardzo oryginalne projekty, pomimo tego, że przy tworzeniu każdego z nich inspiracją dla autora były rzeczy już istniejące.
Manometro, pierwsze zegarmistrzowskie dzieło stylisty z Florencji, to zegarek wzorowany na manometrze (ciśnieniomierzu powietrza w oponach samochodów). Choć zegarek ma aż 45,2 mm średnicy (bez koronki) to wyskalowana tarcza, brak uszu i zintegrowany z kopertą pasek optycznie go zmniejsza, co powoduje, że wygląda dobrze nawet na szczupłym nadgarstku. Charakterystyczna jest koronka na godzinie 2, co jest rozwiązaniem rzadko spotykanym.

Twórczym impulsem dla Giuliano Mazzuoli do zaprojektowania contagiri były obrotomierze znajdujące się na desce rozdzielczej w samochodzie sportowym zaś transmissione meccanica odzwierciedla system przenoszenia napędu, stąd jego surowa – mechaniczna stylistyka.

(zdjęcia od góry: Contagiri oraz Transmissione Meccanica, http://www.giulianomazzuoli.it)

Obecnie na tarczach czasomierzy sygnowanych marką Giuliano Mazzuoli widzimy już napis swiss made, nie zmienia to jednak tego, że są to oryginalne dzieła włoskiego artysty.

Założycielem i zarazem projektantem wszystkich modeli zegarków marki U-BOAT jest Italo Fontana, dla którego źródłem inspiracji były projekty zegarka dla włoskiej marynarki wojennej, przy tworzeniu którego uczestniczył w 1942 r. jego dziadek Ilwo Montana. Charakterystyczna osłonięta koronka po lewej stronie to znak rozpoznawczy czasomierzy tworzonych w miejscowości Lucca w Toskanii. Średnica kopert większości modeli U-BOATów waha się między 45 a 50 mm (oczywiście bez koronki) ich wysokość to zazwyczaj 15 mm, duże tarcze i indeksy umożliwiają odczytanie godziny na pierwszy rzut oka. Napis Made in Italy wyjaśnia gdzie powstają.
U-BOAT Flightdeck

Zegarki marki Locman również wyróżniają się oryginalnym wyglądem. Klienci mogą wybierać wśród dużej liczby modeli i tylko od nich zależy czy bardziej zafascynuje ich inspirowany latami sześćdziesiątymi, filmem La Dolce Vita Felliniego z muzyką Nino Roty model 1960 czy też sportowy, posiadający ciekawą owalną kopertę oraz wyposażony w unikalny system szybkiej zmiany paska model Change Uomo. A może komuś przypadnie do gustu nader czytelny Locman Panorama?

Bez wątpliwości mężczyzna, który zamiast „nudnego” szwajcara miałby na ręku włoskie stylistyczne cudo zwróciłby nie tylko moją uwagę.
Dodam jeszcze, dla wszystkich którzy wprawdzie cenią i lubią włoski design lecz nie mają zaufania do włoskiej techniki, że zegarki marki Giuliano Mazzuoli i U-BOAT oraz mechaniczne Locmany napędzane są szwajcarskimi mechanizmami.

Joanna (EGO)