Tag

slider

Przeglądaj

Premiera “No time to die”

Daniel Craig w różowej marynarce
Za nami uroczysta premiera długo wyczekiwanych najnowszych przygód agenta Jej Królewskiej Mości Jamesa Bonda. Film miał początkowo wejść do kin wiosną 2020 roku, jednak z powodu pandemii jego premiera była przekładana kilka razy. W końcu mamy ją za sobą. Jest to ważne wydarzenie nie tylko dla światowego kina ale także dla…męskiej mody, której przecież agent 007 jest ikoną od początku lat 60-tych, gdy w jego rolę wcielał się Sean Connery. Stylizacje noszone w filmach przez Jamesa Bonda są zawsze przedmiotem analizy stylistów, blogerów modowych oraz zwykłych miłośników męskiej mody. Charakterystyczne, że Daniel Craig, który po raz piąty wcielił się w rolę najsłynniejszego agenta świata, w prywatnym życiu ubiera się podobnie do Jamesa Bonda, którego odgrywa w filmach. Ba nawet często przenosi stylizacje z własnej garderoby na plan filmowy (tak było chociażby ze sztruksowym garniturem Massimo Alby, włoskiego projektanta, którego ubrania Craig prywatnie nosi). Ulubionym projektantem Daniela Craiga jest Brunello Cucinelli i przyznam, że rozumiem go w pełni bowiem sam jestem ogromnym fanem tej włoskiej manufaktury, niestety mój budżet jest inny niż Anglika stąd muszę zadowalać się tańszymi markami . O tym jednak jak zastąpić garnitury Toma Forda i zegarki Omega tańszymi odpowiednikami, a dalej wyglądać świetnie – w innym artykule (lub pod tym linkiem https://www.youtube.com/watch?v=2TC0mS_xtGE&t=38s ).

Tym razem pod lupę weźmiemy strój Danela Craiga z uroczystej premiery filmu „Nie czas umierać”, która odbyła się w Royal Albert Hall w Londynie. Zaproszeni na nią byli m.in. Książe Karol oraz Książę William z Księżną Kate. Na zdjęciach poniżej widzimy, że obaj następcy tronu (kolejno pierwszy i drugi w kolejności) założyli smokingi i odpowiednie do nich buty. Książe Karol postawił na bardzo klasyczny czarny smoking i lakierowane oxfordy, a jego Syn na aksamitna marynarkę smokingową i uszyte z tej samej tkaniny smokingowe loafersy. Uwaga dla wszystkich miłośników krótkich marynarek, w smokingach obu Panów sięgają one do końca pośladków i elegancko dzielą sylwetkę na dwie części. Brawo – najwyraźniej powiedzenie „szlachectwo zobowiązuje” dalej jest aktualne – w każdym razie w kwestii ubioru. Smoking Księcia Williama jest bardziej nowoczesny, spodnie krótsze i lekko zwężane, natomiast Książę Karol zdecydował się na bardzo tradycyjne szerokie nogawki z jednym załamaniem. Obaj wyglądają świetnie i klasycznie – odpowiednio do rangi uroczystości oraz zajmowanej przez nich pozycji.

Rodzina królewska


Natomiast Daniel Craig na co dzień bardzo tradycyjnie się ubierający, postawił na odważną stylizację (zdjęcie tytułowe). Ma na sobie uszytą na miarę, dwurzędową aksamitna marynarkę smokingową w kolorze ciemnego różu (od Anderson and Shepard – londyńska pracownia krawiecka z Savile Row), smokingowe czarne spodnie (Henry Poole), spinki do koszuli od Cartiera i czarne lakierki (Crockett and Jones). Na nadgarstku oczywiście Omega – co ciekawe na bransolecie, w złotej oprawie. Z jednej strony mamy do czynienia ze smokingiem, jednak kolor marynarki jest mocno nieformalny i wyróżniający się, chociażby na tle dostojnych gości. Bardzo tradycyjne są muszka i koszula, biała poszetka (ale już zupełnie inaczej ułożona niż chociażby u Księcia Karola, u Daniela Craiga nie jest ona staranie złożona ale nonszalancko wsunięta do brustaszy). Buty to oxfordy, lakierki, ręcznie szyte ale brogowane – też nietypowo jak na smoking. Pierwsze pytanie brzmi – jak to połączenie klasyki z nietypowym kolorem marynarki, ułożeniem poszetki i zdobieniami na butach wygląda? Cóż, pomimo mojego konserwatyzmu, powiem szczerze – wygląda zjawiskowo i fantastycznie. Jakość, połączenie dodatków i kolorów robią piorunujące wrażenie i zdecydowanie mi się podobają. Drugie pytanie brzmi, czy ten ubiór pasuje do rangi uroczystości? Tym razem zdecydowanie trudniej odpowiedzieć. Idealnym – jeśli chodzi o dopasowanie do dress codu –  byłby czarny smoking.

Po pierwsze musimy jednak pamiętać, że film z Jamesem Bondem to nie premiera opery Verdiego, mamy do czynienia z dużo mniej poważnym dziełem. Po drugie Daniel Craig nie jest głową Państwa, nie reprezentuje swojego kraju, a jedynie siebie samego oraz oczywiście promuje swój najnowszy film. Gdyby Książe Karol przyszedł na uroczystość w marynarce tego koloru uznałbym to jednak za brak należytej powagi, ale następca brytyjskiego tronu doskonale o tym wie i postawił na maksymalną klasykę. Daniel Craig – aktor promujący film akcji o przygodach agenta MI6, zdecydował się na bardzo klasyczny strój w kroju – z casualowym elementem klasycznej w kroju marynarki – kolorem, dodał do tego pozornie niedbałe ułożenie poszetki i zdobienie na klasycznych lakierkach. Uważam, że jest do dopuszczalne w jego wypadku i dobrze wygląda – świadome złamanie schematu, jeśli jest połączone z wysokiej jakości materiałami, świetnym krojem i przemyślanymi dodatkami zazwyczaj wychodzi dobrze. Tak jak teraz.

Nietypowe stylizacje letnie

Nietypowe Stylizacje letnie.

To co masz na sobie, świadczy, jak prezentujesz się światu . A już zwłaszcza dziś, kiedy kontakty ludzkie są, a zarazem ich nie ma . Moda to żywy język. – Miuccia Prada

Ponownie zbliża się lato i temperatura jest już na tyle wysoka, że można już wyciągać poupychane w garderobie stroje zarezerwowane na cieplejsze dni roku. Ja również to zrobiłem w zeszły weekend. Podczas tej czynności po raz kolejny zdziwiłem się jak bardzo moja obecna letnia garderoba różni się od tej sprzed kilku lat. Znajdują się w niej bowiem spodnie chino, jeansy, marynarki, koszule, spodnie w kant i kardigany. Wśród butów królują zamszowe oxfordy i uszyte z tej samej skóry chukka oraz sneakersy z cielęcej skóry. Zastąpiły one krótkie spodnie, t-shirty, sandały. Jedyna rzecz wspólna, dla mojej obecnej i przeszłej letniej garderoby to koszulki polo, które lubiłem i nieodmiennie lubię oraz białe, dobre gatunkowo t-shirty.

Patrząc na te moje wyliczenie można stwierdzić, że przecież zimą też nosi się jeansy, spodnie w kant, marynarki i koszule. Czym więc różni się moja letnia i zimowa garderoba? Oprócz oczywistych elementów zarezerwowanych dla pory zimowej (golfy, ciężkie płaszcze itp.) to głównie rodzajem tkanin. Marynarki noszę i latem i zima podobnie koszule. Jednak są to zupełnie inne ubrania.

Sekretem wygody i funkcjonalności letnich ubrań jest bowiem nie tylko ich krój ale także tkanina, z której są zrobione. Dowodem na to niech będą ubrania mieszkańców chociażby Arabii Saudyjskiej gdzie temperatura dochodzi do 50 stopni C. Mimo, że ubrani są w długie szaty z rękawami, nie cierpią z powodu upału. Zresztą odkrywanie ciała na słońce wcale nie chłodzi, a wręcz przeciwnie doprowadza do przegrzania organizmu.

Przez słowo tkanina mam na myśli nie tylko jej skład, bowiem wełna to świetny wybór zarówno zimą jak i latem. Posiadam letnią 100% wełnianą marynarkę i również uszytą z wełnianej tkaniny marynarkę zimową. To dwa różne ubrania. Letnia jest lekka, cienka i o luźnym splocie, z kolei zimową jest znacznie cięższa, o grubym materiale. Również kolor marynarek i spodni ma znaczenie. Latem dużo lepiej wyglądaj jasne: beżowe i niebieskie ubrania, z kolei zimą celuję w ciemniejsze zestawienia. Zawsze stawiam na naturalne tkaniny, jednak w przypadku strojów letnich jest to warunek sine qua non. Właśnie te trzy elementy: naturalne składniki, luźny splot i jasne kolory sprawiają, że stylizacja letnia jest zarówno elegancka jak i komfortowa w noszeniu.

Kolejny, często niedoceniany element stroju to buty. Lato to idealna pora by założyć buty wsuwane loafersy i mokasyny. Jednak nie jest to jedyny dobry wybór. Ponownie bowiem nie tylko model buta decyduje o tym, czy jest to obuwie letnie. Duże znaczenie ma rodzaj skóry, z której wykonano cholewkę, sposób szycia, rodzaj podeszwy czy wreszcie po prostu kolor. Do sesji zdjęciowej wybrałem półbuty i trzewiki uszyte metodą goodyear welted ze skóry zamszowej oraz monki ze skóry licowej. Wybór zaskakujący dla wielu z Was, więc już spieszę z jego uzasadnieniem. Po pierwszej wśród moich kilkunastu par obuwia zaledwie jedna z nich to loafersy. Mało tego zostały uszyte one na masywnej podeszwie Dainite, metodą goodyear welted i ze skóry groszkowej. To w sumie but całoroczny, sprawdzający się z odpowiednią skarpetą i w listopadzie. Czy nie podobają mi się buty wsuwane? Wręcz przeciwnie – bardzo mi się podobają, zwłaszcza na cudzych stopach Znam osoby noszące je niemal codziennie, do wielu stylizacji od casualu po półformalne zestawy – to świetne obuwie, bardzo wygodne i eleganckie. Jednak ja dzielę mężczyzn na „Włochów” i „Anglików” i mi zdecydowanie bliżej do tej drugiej grupy (oczywiście jest też olbrzymia rzesza takich facetów, których nie da się przypisać do żadnej z tych grup, w zakresie mody i ubioru najbliżej im do Neandertalczyków). Moja żona uważa, że ubieram się jak księgowy (czyli domyślam się, że nudno), ja po prostu czuję się swobodnie w takich stylizacjach. Co nie znaczy, że nie podziwiam „Włochów” za ich odwagę, finezję i nonszalancką elegancję w ubiorze.

Wracając do butów – skórę zamszową uwielbiam, jest miękka i delikatna w dotyku, szybko układa się do stopy, a zarazem nadaje całości lekko chropowaty, męski styl. Monki natomiast to mój ostatni nabytek, bardzo je polubiłem i nie mogłem odmówić sobie wykorzystania ich w stylizacjach, tym bardziej, że ich kolor idealnie pasuje do pory roku.

Pierwsza stylizacja typowo smart casualowa, jest bardzo klasyczna. Wykorzystałem w niej marynarkę bez podszewki i konstrukcji uszyta w pracowni M.Ceran, z tkaniny będącej mieszanką wełny i jedwabiu od Ermengildo Zegny, bawełniane chino niemieckiej marki Hilt, koszulę z egipskiej bawełny z delikatnym printem uszytą przez Emanuel Berg i właśnie moje nowe monki Partigiani 7770 w kolorze jasnego brązu. Przewiewne tkaniny z luźnego splotu sprawiają, że nawet w upalne dni całość nosi się ze swobodą i luzem.

Monki są na podeszwie łączonej (guma ze skórą) co zapewnia im dużą uniwersalność. Dzięki temu podeszwa nie jest gruba i buty sprawdzają się w stylizacjach półformalnych, a są zabezpieczone na wypadek warunków atmosferycznych. Pasek Berwick dobrałem do koloru butów.

 

Monki podwójne Partigiani

To samo obuwie ubrałem do szarego garnituru, który założyłem na wesele kolegi. Wybrałem szary garnitur z wełny merino – cienkiej i luźno splecionej, niestety z podszewką, na szczęście w 100% naturalną. Uznałem, że stalowo-niebieski krawat z grenadyny marki Klasyczne Buty i jasno brązowe monki będą idealnie pasowały do stylizacji półformalnej. Co prawda moja żona, która zrobiła to zdjęcie stwierdziła, że mogłem ubrać jakieś szalone skarpetki, zamiast granatowych Pedemeia ale to ona jest „Włoszką”, nie ja W każdym razie moja lepsza połówka stwierdziła, że ze zdjęcia wieje nudą – cóż bycie „Anglikiem” tak czasami ma. Całość uzupełnia diver Logines i okulary ze szkłami fotochrom Hugo Boss. Jak dla mnie szaleństw jest tu dość

Stylizacja druga to właściwie też smart casual ale w bardziej luźnym wydaniu.

Wybrałem do niej moje ulubione spodnie – jeansy Hiltl, ponownie marynarkę M.Ceran bez podszewki z tkaniny wełniano-lnianej, koszulę w odważny print od Emanuel Berg (może jednak mam coś z Włocha) i buty Partigiani 7735 – zamszowe półbrogowane oxfordy. Jeansy często uważane są za zły wybór na letnie upały ale jak w każdym tak i w tym wypadku decyduje grubość i struktura splotu. Jeans to w końcu bawełna, która jest często używana do szycia letnich ubrań, mieszkańcy Arizony i Teksasu chodzą w nim w 40–sto stopniowych upałach, więc uznanie, że denim to nie jest tkanina letnia jest dużym błędem. Marynarka ma luźny splot i jest przewiewna, buty natomiast to ponownie wybór będący nawiązaniem do moich osobistych preferencji. Uszyte są metodą goodyear welted, na podeszwie łączonej i równie dobrze sprawdzą się w czerwcu jak i listopadzie. Jeśli ktoś zastanawia się czy nie jest w nich gorąco, to odpowiedź brzmi – nie. Uszyte są z naturalnej skóry, podeszwa zapewnia dobrą izolację, skórzana podszewka komfort stopom. Uważam, że to świetny but na każdą porę roku. Zresztą zobaczcie co założyłem do następnej stylizacji.

 

 

Stylizacja trzecia

Marynarka i spodnie nie pochodzą z tego samego  zestawu. Ta stylizacja to typowy zestaw koordynowany ale dzięki zbliżonym kolorom i podobnej fakturze z odległości kilku metrów wygląda jak garnitur. Patent ten bardzo mi się podoba – dzięki niemu osiągamy efekt garnituru, pozostając w stylu smart casualowym. Nie wymyśliłem go jednak sam – wyprzedził mnie Brunello Cucinelli, jednak jeśli się uczyć to od najlepszych, a Brunello to mój ulubiony projektant. W skład zestawu wchodzą spodnie i marynarka M.Ceran z cienkiej wełny, kolejna koszula print Emanuela Berga i zamszowe trzewiki z przeszyciem na nosku z limitowanej kolekcji Berwick uszytej specjalnie dla Salonu Klasyczne Buty. Buty dla odmiany są na skórzanej podeszwie ale sklep w ramach zakupu oferował bezpłatne zelowanie wysokiej jakości kauczukową nakładką Dunlop. Skorzystałem z tej możliwości, ponieważ chodzę w tych butach także jesienią. Skąd pomysł na takie zestawienie? Ponownie podpatrzony tym razem od Króla Luzu (King of Cool) Steva McQueena , który często nosił zamszowe trzewiki latem i  Daniela Craiga, którego możemy uznać za następcę legendarnego Amerykanina. Całość uzupełniłem brązowym krawatem z grenadyny marki Klasyczne Buty, który nawiązuje do koloru obuwia i podkreśla niezobowiązującą elegancję całości stylizacji.

Uważam, że całość wygląda świetnie – elegancko i męsko jednocześnie i znakomicie nadaje się na popołudniowy spacer brzegiem Wisły lub Motławy zakończony lamką wina lub drinkiem. W końcu jak powiedziała szefowa marki Prada zacytowana we wstępie tego wpisu „To co masz na sobie, świadczy jak prezentujesz się światu”. Chyba się zgodzimy, że każdy chciałby zaprezentować się jak najlepiej ?:)

Oczywiście jeśli wolicie do tego zestawu zamszowe oxfordy – też będą znakomitym wyborem.

Trzewiki używane w filmie „Wielka Ucieczka”

Tu z kolei kadr z filmu Spectre, na który Daniel Craig nosi na Saharze zamszowe buty za kostkę typu derby do zestawu koordynowanego.

 

 

Bourbon


Stany Zjednoczone często są traktowane z lekceważeniem w dziedzinach mody, sztuki, kultury czy sztuki kulinarnej. Dość powszechnie Amerykanów uważa się za młodszych i nieco nieokrzesanych kuzynów mieszkańców Starego Kontynentu i marginalizuje ich znaczenie dla światowej sztuki czy mody.

Tymczasem to amerykańskie nieokrzesanie to nic innego jak umiłowanie prostoty i chęć ułatwiania sobie życia. Te dwie wartości do kulturalnego światowego dziedzictwa wnieśli Jankesi i tym samym zrewolucjonizowali i modę i sztukę. Ich największym wkładem jest stworzenie, a następnie wprowadzenie na salony stylu smart casual. Buty żeglarskie, koszule button down, spodnie chino, swetry warkoczowe, koszulki polo – to wszystko przyszło do nas właśnie z Ameryki. Jeśli chodzi o sztukę kulinarną to oprócz burgerów i steków jest cała masa amerykańskich potraw, którymi się delektujemy, a wina kalifornijskie należą do najlepszych na świecie.

To wszystko chociaż istotne jest jednak mniej ważne bowiem, według mnie, największym wkładem Amerykanów w światowe dziedzictwo jest … bourbon. Oczywiście królami whisky są Szkoci (chociaż równie dobre produkowane są w Japonii i Kanadzie) ale to właśnie Jankesi z Kentucky stworzyli swoją odmianę tego trunku określaną jako whiskey. Jest ona tym samym w dziedzinie alkoholi czym koszula button down w modzie męskiej – casualową i świetną wersją klasyki.

Czym jest whiskey i jak się do tego ma Bourbon?

Whisky od whiskey (czyta się to identycznie) różni się tym czym grog od rumu 🙂 Czyli głownie miejscem, w którym alkohol został wytworzony. Whiskey wytwarza się oczywiście w USA i tam używa się do tego głównie kukurydzy, ale także w Irlandii gdzie do jej produkcji służy jęczmienny słód. W przeciwieństwie do szkockiego odpowiednika, whiskey jest trzykrotnie destylowana, a produkty, z których powstaje nie są wędzone. Trunek ten musi leżakować co najmniej 2 lata w dębowych beczkach – których używa się tylko raz do tego procesu. Co ciekawe jednak beczki te nie są niszczone, a sprzedawane do…Szkocji i w nich leżakuje whisky :).

Jest mnóstwo teorii skąd w nazwie wzięło się te dodatkowe „e”. Najpopularniejsza z nich głosi, że w XIX wieku „szkocka” była uważana za alkohol kiepskiego gatunku i by od niej odróżnić swój trunek, farmerzy z Kentucky dodali właśnie to „e” do nazwy. Właśnie ten Stan ze względu na warunki pogodowe został uznany za idealny do produkcji tego alkoholu, zwłaszcza woda z tamtejszych gór uchodzi za idealną do procesu produkcji whiskey.

Skoro wiemy co to jest whiskey, to czym w takim razie jest Bourbon?
Jak mówią Amerykanie – all Bourbon is whiskey but not all whiskey is Bourbon.

 

Jest to alkohol typowy dla USA, którego standardy ustalił w 1964 roku amerykański Kongres.

Podczas jego produkcji minimum 51% zbóż stanowi kukurydza. Nowo powstały destylat musi mieć zawartość alkoholu przynajmniej 80%. Bourbon leżakuje wyłącznie w nowych opalonych beczkach dębowych, a minimalna zawartość alkoholu w butelce wynosi 40%. Tzw. straight Bourbon musi leżakować minimum 2 lata, natomiast jeśli czas leżakowania nie przekracza 4 lat to musi być on oznaczony na butelce.

Efektem tych wszystkich procesów jest lekko słodkawy smak, w którym wyczuwa się aromat przypraw korzennych, wanilii i karmelu. Pomimo większej zawartości alkoholu Bourbon ma łagodniejszy smak, co nie znaczy, że nie jest wytrawny – jest jak najbardziej, różni się jednak tym od whisky czym hiszpańskie Syrah od włoskiego Brunello di Montalcino, jest lżejszy, przyjemniejszy w smaku (w każdym razie ja tak uważam).

Najpopularniejszym bourbonem na świecie produkowanym od 1795 roku jest oczywiście Jim Beam. Nawet w swojej podstawowej wersji to dobry wybór, dojrzewa przez 4 lata w dębowych beczkach i do jego produkcji nie stosuje się jakichkolwiek dodatków smakowych i koloryzujących. Jeśli jednak poszukujecie czegoś więcej polecam Jim Beam black – wersję, która leżakuje w beczkach z białego dębu przez 6 lat. Alkohol ten został nagrodzony Bourbon Trophy na International Wine and Spirit Competition (IWSC) w 2016 roku. Proponuję spróbować zarówno podstawowej wersji jak i 6-cio letniej. Nie trzeba być znawcą by wyczuć różnicę.

Moim absolutnym faworytem jeśli chodzi o bourbony, a najprawdopodobniej także alkohole jako całość jest Wild Turkey 101. Sam alkohol został stworzony przez Eddiego Russella oczywiście w Kentucky. To syn legendarnego master distillera Jimme’go Russella, który zajmuje się produkcją bourbonu Wild Turkey od 1954 roku. Pomimo ponad 80 lat na karku senior roku Russellów osobiście nadzoruje wszystkie etapy produkcji tej whiskey. Już odmiana 81 jest świetna, natomiast wersja 101 to ośmioletni Bourbon leżakujący w beczkach z białego dębu o oznakowaniu 4 (najgłębsze i najbardziej szlachetne). Ten bourbon jest filtrowany w temperaturze pokojowej, po czym bez rozcieńczania wodą rozlewany wprost do butelek. Zawartość alkoholu w nim przekracza więc 50%. Mimo to jest bardzo delikatny w smaku i aromatyczny. Polecam z całego serca.

Kolejnym z bourbonów, które lubię jest Bulleit i to pomimo jego mocno wytrawnego smaku. Zawdzięcza go wysokiej zawartości żytniej whiskey (około 30%). Proces jego tworzenia jest mocno skomplikowany, zwłaszcza jak na ceniących prostotę Amerykanów. Najpierw produkuje się 10 rodzajów whiskey, które następnie leżakują 6 lat i po tym okresie są mieszane. Tak powstaje Bulleit Bourbon o bardzo wyrazistym smaku. Cenię go niżej niż Wild Turkey, jeśli ktoś szuka czegoś pośredniego pomiędzy whisky a whiskey to jest duża szansa, że ten alkohol stanie się jego ulubionym. Tym bourbonem delektował się Sylwester Stallone (grający, tak na marginesie, płatnego zabójcę) w filmie „Bullet to the Head”. Poniżej kadr z filmu, z tym bourbonem w roli głównej.

Jeśli ktoś oglądał filmy o perturbacjach innego zawodowego zabójcy Johna Wicka, granego przez Keanu Reevesa to zapewne zwrócił uwagę, że z kolei jego ulubionym drinkiem był właśnie inny Bourbon. Wick pijał Blanton’s Bourbon, który należy do odmiany single barrel (mniej więcej to samo co single malt w przypadku whisky). Według mnie największą zaletą tego konkretnego Bourbona jest… świetna butelka z charakterystycznym jeźdźcem na koniu. Sam bourbon mnie nie powalił na kolana i uważam, że jego cena jest stanowczo za wysoka w stosunku do jakości. Warto spróbować chociaż raz, by ocenić czy single barrel bourbon to jest alkohol dla mnie i poczuć się jak najlepszy hitman na świecie. Oby tylko John Wick się do nas na drinka nie przysiadł… 😉

Poniżej kadr filmu John Wick II. Na stoliku Blanton’s Green Label Bourbon.

Inną słynna postacią, która zamówiła Bourbon był Bond, James Bond w filmie Live and Let Die. Roger Moore grający agenta 007 chciał odróżnić swojego bohatera od postaci stworzonej przez Seana Connery palił więc cygara i zamówił w clubie w Nowym Orleanie ulubiony trunek Ameryki. Niestety agent JKM wpadł w zasadzkę przed otrzymaniem drinka. Żeby było ciekawiej prywatnie Szkot Sean Connery lubił Jim Beama, podczas gdy Londyńczyk Moore pijał szkocką 🙂


Jak pić Bourbon

Ja osobiście najbardziej lubię – solo w temperaturze pokojowej, ewentualnie z kostką lodu. Są tacy, którzy preferują z colą. Najsłynniejszym drinkiem z tym alkoholem jest chyba Manhattan, tworzony ze słodkim wermutem i angosturą bitters (bardzo esencjonalny i gorzki likier). Ten ostatni jest zresztą bardzo często używany jako dodatek do koktajli na bazie bourbona.

Jest mnóstwo odmian bourbonów i tysiące drinków z nim związanych, ja wymieniłem moje ulubione (Wild Turkey, Jim Beam Black), te które uważam za ciekawe (Bulleit) lub są słynne (Blanton’s). Proponuję samemu spróbować i przekonać się czy najsłynniejszy alkohol Ameryki przypadnie Wam do gustu. Mnie przypadł. Bardzo.

Strój casual, czyli elegancja w bardziej przystępnym wydaniu


Bardzo modny obecnie styl casual w sensie dosłownym oznacza po prostu strój nieformalny. Czy jednak wynika stąd, iż styl casual męski to po prostu “codzienne ubranie”, ergo ubiór na dobrą sprawę nie będący żadną przemyślaną stylizacją? W żadnym wypadku! Reguły rządzące stylistyką męskiego stroju casualowego są z oczywistych względów znacznie bardziej plastyczne, niż ma to miejsce w odniesieniu do stylistyk stricte eleganckich. Nie oznacza to jednak, że strój casual polega na całkowitej dowolności oraz braku dbałości o harmonijną kompozycję poszczególnych elementów.

Czym właściwie jest styl casual?

Stylizacje casualowe są niejako z zasady eklektyczne i nierzadko wymykają się ustalonym modowym kanonom. Sprawia to, że trudno w sposób jednoznaczny i bezsporny zdefiniować tę stylistykę. Można jednak pokusić się o lapidarne stwierdzenie, że strój casualowy oznacza po prostu codzienną elegancję. Są to więc stylizacje, w których powinniśmy czuć się swobodnie ale w których jednocześnie powinniśmy dobrze wyglądać.
Podstawowe elementy stylu casual? Oczywiście najczęściej pojawiające się i najbardziej popularne składniki to koszula z długimi rękawami oraz spodnie jeansowe. 


Jeansy, koszula oraz buty skórzane bynajmniej nie stanowią jednak jedynego wariantu męskiego stylu casual. Wymienione połączenie jest najbardziej oczywiste oraz najbardziej bezpieczne. Strój casualowy męski odznacza się jednak daleko idącą elastycznością, co oznacza, że przy odrobinie wyczucia można weń wkomponować naprawdę różne elementy. Ciekawa propozycja to na przykład spodnie chino. Będą się one dobrze komponować zwłaszcza z określonymi rodzajami obuwia (Loafersy, buty Chukka) a także mniej oficjalnymi marynarkami z bawełny lub jedwabiu.
Oczywiście jednak wielu mężczyzn po prostu nie uznaje innych spodni “na co dzień”, niż dżinsy. Czy jest to coś złego? Absolutnie nie! Pamiętajmy, że, jak sama nazwa wskazuje, styl casual ma być ubiorem codziennym, ergo powinniśmy się w nim dobrze i komfortowo czuć. Nie więc sensu na siłę eksperymentować na przykład z bardzo niskimi butami, spodniami chino czy kolorowymi marynarkami. Bardziej oczywiste stylizacje w rodzaju koszula plus jeansy plus półbuty skórzane lub sneakersy również może wyglądać naprawdę dobrze.

Jakie buty dobrać do stroju casual?

Można powiedzieć, że znacznie łatwiej będzie wyliczyć rodzaje obuwia, które nie mogą spełniać funkcji elementu stroju casual, niż te rodzaje butów, które ze stylem casualowym jak najbardziej mogą się komponować. Dlaczego? Po prostu z tej przyczyny, że pierwsza kategoria będzie uwzględniać właściwie tylko najbardziej formalne rodzaje butów. Bez większych problemów do stylizacji casualowej będą natomiast pasować chociażby buty chukka, mokasyny czy sztyblety.

Buty casual to bardzo często oczywiście także obuwie wykonane z zamszu. Po pierwsze jest ono lekkie i wygodne, a po drugie łatwo się komponuje z mniej oficjalnymi stylizacjami. Na dobrą sprawę np. zamszowe sztyblety lub półbuty bez problemu skomponujemy zarówno ze zwykłą koszulą i jeansami, jak też ze stylizacją, która znajduje się gdzieś na pograniczu właściwego stylu casual a stylistyki znanej jako strój casual business.

Pamiętajmy, że moda to nie matematyka i czasami naprawdę trudno określić, gdzie kończy się jedna stylistyka a zaczyna inna. Granice są również płynne po prostu ze względu na rozwój trendów: jeszcze jakiś czas temu takie buty, jak dzisiejsze sneakersy raczej nie miałyby szans być uznawane za uosobienie jakiejkolwiek formy męskiej elegancji. A przecież dzisiaj widzimy, że popularny sneakersy pasują nie tylko do koszul i jenasów, ale w wielu wypadkach nawet do marynarek lub mniej formalnych garniturów!

Można zaryzykować tezę, że płynność oraz zmienność współczesnej męskiej mody znajdują najbardziej adekwatny wyraz właśnie w obrębie stylu casualowego. Rozpiętość stylistyk, wchodzących w skład tej kategorii jest bowiem naprawdę imponująco. Na dodatek, definicyjną wręcz cechą stylu casual jest właśnie jego otwartość a więc po prostu możliwość swobodnego kształtowania nowych, niespodziewanych kreacji.

Styl casual business, czyli odrobinę więcej restrykcji

Powyżej mówiliśmy o “typowym” stylu casual. Warto jednak pamiętać, że ta stylistyka wykształciła kilka swoistych podkategorii. Jedną z nich jest styl casual business? W czym jednak właściwie rzecz oraz na czym polega różnica pomiędzy stylistyką casual business a stricte formalnym strojem męskim? Już wyjaśniamy.

Nasze życie to jak wiadomo zbiór rozmaitych okazji, okoliczności i sytuacji. Czym innym jest więc np. spotkanie biznesowe, czym innym wyjście do teatru a czym innym wyjście na miasto do prestiżowej restauracji. Oczywiście, można powiedzieć, że każda z wymienionych okoliczności wymaga elegancji. To prawda. Ale czy stylizacja doskonała w realiach spotkania biznesowego aby na pewno będzie równie odpowiednia np. do teatru? Właśnie w tym miejscu zaczynamy rozumieć, że “elegancja” jest bardziej kategorią, niż zbiorem statycznych kategorii i nakazów. W ramach tej kategorii wyróżniamy różne formy elegancji. Jedną z takich form jest właśnie stylistyka casual business.

Na samym początku zaznaczmy, że nie jest to tym samym, co tzw. styl sportowo elegancki. Jakie są więc cechy konstytutywne stylu casual business? Często ta stylistyka bywa określana mianem dress code’u konferencyjnego. Co to oznacza? Strój casual business to kategoria, która w zamierzeniu ma łączyć elegancję z pewną dozą lekkości, właściwej codziennemu ubiorowi.

W obrębie stylistyki casual business jak najbardziej dopuszczalne są więc między innymi bawełnianie marynarki w stonowanych kolorach (przy czym marynarka w stylistyce casual business powinna być odrobinę krótsza, niż klasyczna). W grę wchodzą także eleganckie swetry oraz, rzecz jasna, koszule. W odniesieniu do tych ostatnich na szczęście nie musimy ograniczać się jedynie do bieli oraz najbardziej klasycznych fasonów. Świetnie sprawdzą się zwłaszcza koszule z bawełny egipskiej: przeważnie posiadają one dosyć klasyczny krój, jednak kolor materiału jest bardziej połyskliwy i wyrazisty, niż w przypadku zwykłej bawełny. W ten sposób nawa szara koszula może prezentować się ciekawie i efektownie.


Warto przy tym pamiętać, że strój casual business również jest kategorią, a nie jednym określonym kodem. Co to oznacza? Zależnie od charakteru okoliczności bardziej wskazane będzie oscylowanie stylistyki w kierunku stroju formalnego lub też w drugą stronę a więc w kierunku tzw. smart casual. Często zresztą trudno na pierwszy rzut oka odróżnić, czy dana stylizacja to strój smart casual czy może raczej nieco bardziej odważna wariacja z zakresu casual business.

Można więc powiedzieć, że chociaż szeroka pojęta stylistyka casual jest elastyczna oraz stwarza wiele ciekawych możliwości, to jednak właśnie ze względu na tę dowolność stosunkowo łatwo tutaj o stylistyczną wpadkę.

Czy warto się elegancko ubierać w domu?

Czy warto się elegancko ubierać w domu?

To pytanie zadał mi dziennikarz przygotowujący się do artykułu o home wear. Brzmiało ono w części tak „Jak w tym przypadku można połączyć domową wygodę z elegancją? Czy warto Pana zdaniem w ogóle ją wprowadzić, skoro w domu widzą nas zazwyczaj tylko domownicy?”.

Przyznam, że zdumiało mnie ono tak bardzo, że postanowiliśmy napisać nie tylko krótką odpowiedź ale cały artykuł.

Pytanie to można bowiem zadać inaczej, mianowicie dla kogo się ubieramy? Dla siebie czy dla innych? Tak samo można zapytać, czy zasady savoir vivre podczas jedzenia stosujemy wyłącznie w restauracji, a w domu gdy nas nie widzi nikt obcy to jemy jak prosięta? Jest w końcu cos takiego jak kultura osobista, której strój czy zachowanie przy stole jest częścią składową, którą się albo ma albo jej nie ma, niezależnie od tego czy ktoś na nas patrzy czy nie. Przyznam, że o mężczyznach, którzy starają się elegancko ubierać i kulturalnie zachowywać wyłącznie w towarzystwie obcych osób, a w obecności żony i pozostałych domowników uważają, że mogą zapomnieć o zasadach savoir vivre nie mam najlepszego zdania. Wręcz przeciwnie moim zdaniem, to właśnie wobec bliskich mi osób powinienem zachowywać się nienagannie, bo przecież to oni są dla mnie najważniejsi.

Moja ulubiona marka produkująca zegarki – Longines ma motto, które jest mi bardzo bliskie „elegance is attitude” – elegancja to nawyk. Tak jak nawykiem jest trzymanie noża w prawym ręku i widelca w lewym, mówienie dzień dobry i do widzenia gdy wchodzę lub wychodzę z jakiegoś pomieszczenia. Jeżeli savoir vivre, w tym elegancja jest naszym nawykiem, przestajemy zwracać na to uwagę – jesteśmy eleganccy zawsze – dla siebie samych, ponieważ zachowując się niestosownie czy ubierając niedbale, po prostu źle się czujemy. Tak więc czy warto ubierać się elegancko w domu – oczywiście, o ile jest to możliwe. Jeżeli pracujemy w ogródku czy naprawiamy kran to zakładamy rzeczy stosowne do tej pracy, jednak podczas chociażby jedzenia posiłków milej jest nie tylko nam ale i domownikom gdy jesteśmy dobrze ubrani.

Inną sprawą jest ubiór w pracy, nawet gdy jest ona wykonywana w domu. Prowadzę działalność gospodarczą, a to oznacza, że pracuję znacznie więcej niż tylko osiem godzin. Bardzo często odbywam telekonferencje i telefoniczne rozmowy biznesowe w domu, również pracuję przy komputerze w warunkach domowych. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym to robić na przykład w szlafroku. Jak już wielokrotnie wspominałem nasz strój świadczy o naszym szacunku do rozmówcy. Fakt, że nie może on mnie zobaczyć nie ma znaczenia. Ponadto elegancki ubiór dodaje pewności siebie, którą osoba po drugiej stronie wyczuje w naszym głosie. Wreszcie po prostu przyjemniej jest być elegancko ubranym, niż paradowanie w niedbałym stroju, w końcu elegance is attitude.

W jaki sposób ubierać się w domu by nie rezygnować ani z wygody, ani z elegancji. Przyznam, że nawet ja uważam, że siadanie do kolacji we fraku lub czytanie książki w smokingu to jednak lekka przesada  Zdecydowanie postawiłbym na naturalne tkaniny czyli bawełnę, len i cienką wełnę z dodatkami bawełny i jedwabiu (dzięki nim wełna mniej się mnie). Przyznam jednak, że dla mnie idealnymi tkaninami do noszenia w domu są wełna merynosów i bawełna. Wełna merino ma wspaniałe właściwości higeniczne, nie chłonie potu, zapewnia komfort termiczny, jest ciepła w chłodne dni i odwrotnie, izoluje termicznie w gorące. Ponieważ dodatkowo mniej się mnie, stanowi idealną tkaninę do noszeni w domu. Jej przeciwieństwem jest bawełna, która świetnie chłonie wilgoć, jest elastyczna i dopasowuje się do ciała. Jeśli jest wysokiej jakości również zapewnia swobodę ruchów zwłaszcza jeśli jest to bawełna Jersey, która jest lekka i przyjemna w dotyku i dobrze dopasowuje się do sylwetki. Dzięki luźnemu splotowi Jersey zapewnia komfort nawet w upalne dni.

Konkretny ubiór zależy od pory roku, a przede wszystkim jaką temperaturę lubimy mieć w domu. W przypadku spodni dobrym rozwiązanie są chino lub jeansy, które jeśli są uszyte z miękkiej tkaniny zapewniają duży komfort. Spodnie idealne do noszenia w domu łączące komfort dresu z elegancją formalnego kroju i materiału to joggersy, czyli spodnie z dzianiny ze ściągaczem u góry w pasie i na dole nogawki, styliści proponują łączyć je z marynarkami. Nieco innymi spodniami są eleganckie spodnie w kant ale z górą wykończoną jak w dresie czyli z elastycznym sznurkiem. Zapewniają one dużą wygodę dając jednocześnie poczucie elegancji, uważam że to świetny mezalians elegancji i swobody, znakomity do noszenia w domu i na mniej formalne okazje. Do spodni zakładam koszulę z Jersey zapewniającą swobodę ruchów tub t-shirt z dobrej bawełny. Ponieważ jesienią i zimą lubię, gdy temperatura w domu nie przekracza 20 stopni często noszę kardigan z wełny merino lub sweter w serek z podobnej tkaniny. Dzięki temu gdy wychodzę na chwilę na taras nie muszę zakładać płaszcza

Poniżej stylizacja właśnie z takimi spodniami niemieckiej marki Hilt, zestawiona z  koszulą z przewiewnego splotu Emanuel Berg. Świetny zestaw domowy do home office.  Całość do kupienia w sklepie www.klasycznebuty.pl

stylizacja, casual, home working, loafersy, mokasyny, joggersy

Buty – w serialu rodzinka.pl dorośli domownicy biegają po domu w czarnych oxfordach, a pani domu w wysokich szpilkach. Ja jednak postawiłbym na coś nieco bardziej powszedniego i proponuję, driving mocks, loafersy z zamszu szyte metodą blake i espadryle. Celowo preferuję buty wsuwane, ponieważ łatwo je zdjąć i założyć, a jestem zdecydowanym zwolennikiem zmiany obuwia na domowe gdy wchodzę do mieszkania (i odwrotnie). Nie oznacza to jednak, że od razu powinienem rezygnować choćby z częściowej elegancji na rzecz totalnej wygody.

Pamiętajmy także, że dom nie zawsze jest naszą prywatną enklawą. Zdarza się, że przyjmujemy gości i chociaż w obecnych czasach telefonów komórkowych niezapowiedziane wizyty są rzadkością to również mogą się zdarzyć. Czasami też my składamy wizytę sąsiadom. Wczoraj miałem dylemat jakie buty założyć. Sąsiedzi (dwa domy dalej) zaprosili nas na kawę. Ponieważ są to nasi dobrzy znajomi chciałem się ubrać luźno ale oczywiście elegancko. Upał był okropny więc włożyłem bawełniane szorty, przewiewną koszulę i największy kłopot miałem z butami. Nie chciałem iść w ogrodowych klapkach czy japonkach bo nie za bardzo pasowały do reszty stroju i źle się czuję w takich butach jeśli nie jestem na plaży, czy nie korzystam z basenu. Nie za bardzo chciało mi się wchodzić na górę do garderoby po stopki i loafersy, a ponadto uznałem, że na taką bardzo swobodna wizytę mogłyby się wydać gospodarzą trochę za oficjalne. Idealne byłyby skórzane sandały ale oczywiście szewc chodzi boso więc i ja ich nie posiadałem. Ostatecznie wybór padł na sneakersy ale niestety musiałem ruszyć się na górę i ubrać stopki. To jest kolejny powód dla którego warto mieć kilka modeli casualowego obuwia w domu. Czasami nawet loafers może wydać się za elegancki, gdy odwiedzają nas dobrzy znajomi ze swobodną wizytą, a jednocześnie ciągle nie warto rezygnować z fajnego wyglądu na rzecz crocsów. Poniżej sandały Partigiani dostępne w KlasyczneButy.pl i stylizacja z nimi akurat na gorące dni lata.


I ostatnia stylizacja bardziej już jesienna. Jej ozdobą są jeansy ekskluzywnej marki MMX uszyte z bardzo delikatnego denimu dzięki czemu są niezwykle wygodne. Rozpinany sweter z wełny merino od Andrea Fenzi zapewnia komfort i swobodę, można go zapiąć jeśli wychodzimy na chwilę na dwór lub mieć rozpięty w domu (ja akurat lubię temperaturę 19-20 stopni). Do kolejnych loafersów marki Berwick wybrałem skarpety legendarnej, angielskiej marki Pantherella – z wełny merino, kto raz je ubierze nie będzie chciał nosić nic innego. Kolejna nieformalna koszula Emanuel Berg wieńczy całość. Zestaw ten, zwłaszcza jesienią i zimą jest bardzo uniwersalny, zapewnia komfort i elegancję i pozwala na wypicie kawy na tarasie czy balkonie w słoneczne dni bez potrzeby przebierania (chyba, że butów:). Wygląda stylowo, jest komfortowy – czego chcieć więcej.

Inną, chociaż trochę łączącą się z powyższą jest kwestia jak wyglądać fajnie będąc, na przykład, na wakacjach. Wynalazkiem ostatnich lat jest jakieś koszmarne połączenie sandałów z półbutami. Kiedyś podobnego rodzaju obuwia używało się do chodzenia po rafach koralowych, obecnie z całkowicie niezrozumiałych dla mnie powodów mężczyźni noszą je na co dzień. W dodatku nie mając pojęcia jaka jest geneza tego obuwia, często traktują je jako rodzaj półbuta i zakładają do nich skarpetki. Efekt jest tragiczny po prostu. Zestawienie to jest tak popularne, że podczas mojej ostatniej wizyty w Warszawie ilość mężczyzn noszących ten zestaw do niemal wszystkiego, od krótkich, sportowych szortów po długie półformalne  spodnie mnie przytłoczyła. Połączenie tych elementów wygląda tak:

Sandały ze skarpetami

A można na przykład tak:


W tym stroju pojechałem o 5 rano do Warszawy i wróciłem do Gdańska o 21, licznik wystukał mi 25 tysięcy kroków, a termometr wskazywał 25 stopni. Byłem na urlopie, więc całkowicie prywatnie. Na nogach miałem zamszowe Desert Boots legendarnej angielskiej marki Barker, a więc buty do kostki, zwykłą bawełnianą koszulkę polo i letnie, bawełniane chino marki Hiltl. Nie umarłem z przegrzania, nogi mnie nie bolały, słowem komfortowo spędziłem intensywny, letni, urlopowy dzień. Uwieźcie mi sandały, skarpetki i krótkie spodenki to wcale nie jest idealny zestaw letni. Można pogodzić wygodę ze schludnym wyglądem tak na wakacjach jak i w domu.

 

 

Jaki zegarek wybrać?

Jaki zegarek wybrać?

Zegarek to jedyny element biżuterii, który powinien nosić mężczyzna, a w każdym razie z którym mężczyzna wygląda dobrze. To także bardzo wymierny element prestiżu oraz luksusu. Mało osób jest w stanie na pierwszy rzut oka rozpoznać, że nosimy spodnie uszyte z wełny Loro Piana, buty od Borgioli Fratelli czy marynarkę Brunello Cucinelli. Natomiast Rolexa na przegubie zauważy i rozpozna niemal każdy. Stąd ten mały dodatek do męskiej garderoby ma ogromne znaczenie. Bądźmy też szczerzy – to zdecydowanie najkosztowniejszy element naszej stylizacji. Znacznie bardziej kosztowny niż nawet najdroższy garnitur czy buty. Ultra luksusowy płaszcz z wikunii w salonie Loro Piana w Mediolanie kosztuje sto tysięcy Euro, gdy tymczasem najdroższe zegarki znacznie przekraczają milion euro. Na blogach modowych pojawia się wiele rankingów i poradników, w stylu „10 najpiękniejszych zegarków do 1000 złotych czy nawet 500 złotych”. Biorąc pod uwagę ilości modeli i ceny zegarków zestawienia te mają mniej więcej taki sam sens, jak robienie rankingu najładniejszych t-shirtów w cenie do 10 złotych. Nie twierdzę od razu, że należy kupować Omegę Seamastra czy Hublota za kilkadziesiąt tysięcy, jednak dobry jakościowo, świetnie wyglądający czasomierz nie może kosztować 500 czy 600 złotych, tak jak za 10 złotych raczej nie kupimy dobrego t-shirtu (chociaż jak ostatnio się okazało i za 200 złotych można kupić podkoszulek warty nawet mniej). Pomijam już fakt, że słowo najładniejszy jest czysto subiektywne. Oczywiście znam osoby, które stwierdzą, że wydawanie więcej niż 1000 złotych na zegarek to dla nich bezsensowny wydatek. Odpowiem im – to nie kupujcie go wcale, współcześnie czasomierz wcale nie służy do…mierzenia czasu. O wiele lepiej robią to chociażby telefony komórkowe, czy smart bandy. Zegarek to symbol prestiżu, elegancki dodatek do stylizacji. Warto na niego wydać więcej, między innymi dlatego, że jest to jednorazowy wydatek, dobry chronograf posłuży nam, w sumie to do końca życia, a w dodatku będzie naprawdę wartościowym i pięknym przedmiotem, który można przekazać w spadku. Dobry zegarek to też dobra inwestycja. Posłużę się swoim przykładem, Longines diver Legend – zegarek wydany na cześć Jacquesa Cousteau, który z tym modelem zszedł na dno Rowu Mariańskiego w dniu reedycji w 2015 roku kosztował około 6,5 tys. złotych, w tej chwili zakup tego modelu to koszt ponad 8 tysięcy złotych. Tymczasem Casio kupiony za 300 złotych po pięciu latach będzie warty może 50 złotych, o ile w ogóle ktokolwiek zechce go kupić. Natomiast rynek używanych luksusowych zegarków jest olbrzymi, a osiągane tam ceny przez unikalne modele, astronomiczne.
Osobiście wyznaję zasadę, że elementy stroju powinny do siebie pasować, nie tylko pod względem dress codu, kolorystyki czy materiałów ale także cenowo. Skoro nosimy drogi i dobry jakościowo garnitur (co niestety nie zawsze idzie w parze) i elegancką aktówkę to po prostu śmiesznie wygląda gdy ubieramy do niego tanie, sieciowe buty i zegarek za 100 złotych. Stylizacja staje się niespójna i zamiast budować zaufanie i prestiż obnaża indolencję noszącego ją w dziedzinie dress codu i zasad nim rządzących. Żeby było ciekawiej w drugą stronę działa to znacznie lepiej, Rolex na ręku prezentuje się zjawiskowo nawet gdy właściciel będzie w kombinezonie roboczym, a świetne, szyte hikery zdadzą egzamin w środku lasu w połączeniu z dresami. Tak to już jest, że są elementy garderoby, które po prostu warto mieć naprawdę dobre i należą do nich buty oraz właśnie zegarek. W tym wypadku proponuję by nie iść na kompromisy, warto oszczędzać 2-3 miesiące dłużej by kupić wymarzony chronograf lub piękne goodyeary. To się po prostu opłaci.


Jaki więc zegarek polecam?

Nie mam zamiaru tworzyć rankingów ani stawiać barier cenowych, bo to w tym akurat wypadku nie ma sensu. Znam studentów, którzy całe wakacje pracowali za granicą by kupić sobie wymarzony czasomierz. Tym którzy wyśmiewają ich podejście odpowiadam, że to na pewno lepszy sposób spędzenia wakacji niż imprezowanie od rana do rana, a zegarek ten będzie służył całe życie. Ja te osoby podziwiam, a zakup świetnego zegarka sprawia, że ich wartość na rynku pracy rośnie. Pokazują, że mają wysokie aspiracje i potrafią ciężko pracować by je spełnić. Jeśli więc marzy Ci się Omega Seamaster za 35 tysięcy i chcesz oszczędzać rok czy dwa by go kupić to zrób to, uważam że warto. Jeśli jednak chciałbyś coś tańszego to również znajdziesz mnóstwo pięknych i dobrych modeli.

Dlaczego w ogóle warto zainwestować w dobry zegarek? Z tych samych powodów dla których warto kupić dobre buty, dopasowaną koszulę czy spodnie. Jest to inwestycja w siebie, w swój wizerunek. Jeśli wypracujemy nawyk eleganckiego ubierania się, noszenia dobrych gatunkowo i pasujących do siebie rzeczy, nasza pewność siebie będzie rosła. Będziemy traktowani poważniej przez naszych partnerów biznesowych, oraz zaczniemy budować nasz pozytywny wizerunek z dnia na dzień. To się po prostu opłaca, oczywiście zwrot z tych inwestycji nie nastąpi natychmiast ale z biegiem czasu będzie olbrzymi. W dodatku to po prostu jest przyjemne kiedy nosimy dobre i ładne rzeczy.

W modzie męskiej wyróżniamy kilka podstawowych stylów – casual, smart casual, styl biznesowy i formalny. To oczywiście uproszczony podział ale idealny dla potrzeb tego wpisu. Spróbuję opisać poszczególne z nich pod kątem dopasowania zegarka do reszty ubioru.
Na początek dwie uwagi. Jeśli zegarek ma skórzany pasek – powinien on być zbliżony kolorystycznie do koloru obuwia i koloru paska od spodni.
Druga – nie kupuj zegarka z logiem marek modowych. Firmy te po prostu nie mają bladego pojęcia o tym jak robić chronografy i jedynym elementem takiego czasomierza, który ma jakąkolwiek wartość jest logo marki, cała reszta to absolutny szmelc nie nadający się do czegokolwiek. Zegarek taki nie ma żadnych walorów prestiżowych, szybko się zepsuje i nie będzie stanowił ozdoby jakiejkolwiek eleganckiej stylizacji, a wręcz odwrotnie. Zegarki, tak jak i buty należy kupować w wyspecjalizowanych do tego sklepach i wyłącznie marek które zajmują się tylko tym.

Jaki zegarek polecam do casualu?

Casual to styl codzienny ale elegancki. Sprawdza się w podróży, na spacerze i na wakacjach. Najbardziej oczywistym zegarkiem w tym wypadku jest rzecz jasna diver. To zegarek o typowo sportowym przeznaczeniu, jak nazwa wskazuje czasomierz dla nurków. Zazwyczaj jego wodoszczelność to minimum 200 metrów. Nie będę ukrywał to moje ulubione zegarki. Zazwyczaj mają masywną budowę, grubą kopertę i dużą średnicę tarczy, co sprawia że świetnie się komponują z typowo casualowymi stylizacjami typu jeansy, sweter i sneakersy. Moim ulubionym diverem jest oczywiście model Omega Seammaster noszony przez najsłynniejszego agenta w historii – Jamesa Bonda. Przepiękne sportowe zegarki sportowe robi również Breitling. Dla osób które uważają, że ten poziom cenowy jest zbyt wysoki polecam model szwajcarskiej marki Longines, której hasło reklamowe „elegance is an attitude” (elegancja to sposób myślenia) jest mi bardzo bliskie, a proste i eleganckie wzory zegarków niezmiernie mi się podobają. Automatyczny diver tej marki można kupić już za cenę około 3,5 tysiąca złotych, co uważam za świetną ofertę przy tej jakości. Dla osób które na divera chcą wydać poniżej 2 tysięcy polecam najnowszego marinera szwajcarskiej marki Atlantic – za cenę 1,7 tys. złotych otrzymujemy elegancki i starannie wykonany chronometr, ze świetnym wnętrzem. Jedyną wadą jest fakt, że to nie automatic tylko model kwarcowy ale przy tej cenie i jakości detali to naprawdę kompromis do przyjęcia. Poniżej dwa zestawy casualowe z zegarkiem Longines HydroConquest typu diver.

Spodnie jeansy MMX Spodnie Chino Hiltl

Sneakersy Barker Loafersy Barker

Kardigan Andrea Fenzi

Pasek Berwick

Krawat typu Knit ze sklepu Klasyczne Buty

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jaki zegarek założyć do smart casualu?

W chwili obecnej to najbardziej popularna stylizacja. W dobie coronawirusa dominacja smart casualu jeszcze bardziej się uwidacznia. Najprawdopodobniej luźniejsze stylizacje na dobre wyprą formalne garnitury i zdominują także obszary dotychczas zarezerwowane dla stylizacji biznesowych. W smart casualu łączymy style sportowy z formalnym. Obowiązkowa w nim jest koszula, mile widziana marynarka. Jeśli chodzi o spodnie mamy wiele możliwości od jeansów przez chino, po eleganckie materiałowe, również wybór obuwia jest ogromny, od brogowanych butów typu derby, przez monki i loafersy po półformalne oxfordy. Smart casual udowadnia, że można wyglądać elegancko bez rezygnowania z wygody i swobody. Dodatki także powinny być dostosowane do ubioru. Dotyczy to oczywiście też zegarka. Jeśli strój zbliża się do casualu (spodnie są jeansowe, a buty to zamszowe monki czy loafersy) wówczas diver będzie znakomitym wyborem. Z kolei jeśli jedynym odejściem od formalnego ubioru jest luźniejszy splot koszuli i zamiast jedwabnego krawatu – wełniany knit, dobrze będzie pasował bardziej elegancki zegarek. Wybór ponownie jest ogromny, dla osób które chcą wydać ponad 10 tys. złotych polecam Tag Heuer Carrera, bardzo uniwersalny czasomierz automatyczny pasujący do wszelkich stylizacji od sportowych po biznesowe. Również Frederique Constance robi świetne zegarki w przystępnych cenach (około 5 tysięcy złotych). Przy budżecie około 2 tys. polecam Tissoty, dobre szwajcarskie chronografy, a za 1,5 tysiąca złotych ponownie Atlantica np. Worldmaster o ciekawej kwadratowej tarczy.

Poniżej stylizacja pierwsza/Stylizacja druga

Koszula Artigiano z luźniejszego splotu/ Koszula Emanuel Berg

Poszetka Klasyczne Buty Marynarka z lnu M.Ceran

Buty Berwick zegarek diver Longines

Zegarek Breitling na kewlarowym pasku


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jaki zegarek pasuje do stylu biznesowego?


Styl biznesowy jest właściwym wszędzie tam gdzie obowiązuje ścisły dress code. Obecnie nie wszystkie korporacje wymagają od pracowników przestrzegania sztywnych zasad dotyczących ubioru. Coraz częściej to smart casual wypiera stylizacje biznesowe. Jednak ważne spotkania i konferencje ciągle wymagają dostosowania się do bardziej formalnego dress codu. Również zegarek powinien mieć mniej sportowy charakter, wspomniany wyżej Tag Heuer Carrera lub Omega Speedmaster są dobrymi przykładami zegarków bardzo uniwersalnych, które będą współgrały ze strojem biznesowym. Chronometrami pasującymi do stylu biznesowego będą zegarki Frederique Constant z serii Classic, które można zakupić w cenie poniżej pięciu tysięcy złotych.

Jaki zegarek  do stroju formalnego?

Jeśli jesteś agentem 007 to najlepszym wyborem do smokingu będzie diver. To oczywiście żart jednak należy stwierdzić, że Daniel Craig prezentował się bardzo dobrze w smokingu i z Omegą Seamaster na przegubie. Świadczy to o tym, że dobry zegarek będzie pasował do wielu stylizacji. Jeśli chcemy by zegarek współgrał z formalnym garniturem lub wręcz smokingiem powinniśmy poszukać chronometrów o mniejszej tarczy i cieńszej kopercie, najlepiej na skórzanym, czarnym lub brązowym pasku. Dobrym przykładem zegarka o cienkiej kopercie i stonowanej stylizacji w przystępnej cenie jest np. Longines Presence. Warto zastanowić się nad zegarkiem ze złotą kopertą. Poniżej piękny garniturowiec od Maurice Lacroix.

To tylko przykładowe wybory stworzone na podstawie moich osobistych preferencji i wyborów. Ten artykuł nie ma na celu przekonywania nikogo do Omegi, Breitlinga czy Atlantica. Chciałbym raczej pokazać, że warto zainwestować w zakup dobrego zegarka, będzie on wówczas prawdziwym diamentem nadającym blasku stylizacji. Nie jest to mały wydatek ale za to starczy nam na całe życie. Kupujemy tyle bezsensowych rzeczy, które później wyrzucamy lub leżą nam w szafie, że gdybyśmy zliczyli ile nas kosztowały mogłoby się okazać, że uzbierał by się Audemars Piguet. Czy trzeba mieć kilka zegarków do różnych stylizacji – cóż nie, wystarczy jeden w miarę uniwersalny ale za to dobry. Czy warto mieć kilka – oczywiście że tak, podobnie jak z butami, marynarkami czy koszulami. Na koniec jedno ostrzeżenie, jak już zaczniecie kupować dobre buty czy zegarki to najprawdopodobniej wpadniecie w nałóg i raczej na jednej parze/egzemplarzu się nie skończy, to po prostu uzależnia. Dla pocieszenia powiem, że podobno trzeba mieć jakiś nałóg, a ten jest zdecydowanie najbardziej pożyteczny, najmniej szkodliwy i jak dla mnie, zdecydowanie najprzyjemniejszy.

Poniżej Maurice Lacroix, Frederic Constant oraz Breitling

Zegarki

Breitling Steelfish