Tag

slider

Przeglądaj

Buty na wiosnę

Coraz cieplejsze dni skłaniają do wiosennego przeglądu szafy i zmiany ubrań z zimowych na lżejsze. Podążając tym tropem, podpowiadamy, na jakie obuwie warto postawić w tym sezonie. Zobaczcie nasz subiektywny przegląd butów, które będą udaną inwestycją każdego dżentelmena.

Wiosna na nogach – sneakersy

Sneakers

Sneakersy to perfekcyjne rozwiązanie na co dzień. Lekkie, kolorowe, wygodne a przy tym świetnie wyglądają i pasują niemal do wszystkiego. W ostatnim sezonie projektanci i styliści proponowali nosić je nawet do garnituru. Natomiast kilka lat temu było modne zestawienie garnituru z klasycznymi trampkami. Tym razem jednorzędowe komplety zakładamy ze sportowymi tenisówkami, najlepiej w białym kolorze.

Sneakers Carlos Santos

Casual style – loafery i mokasyny

Zamszowe loafery i mokasyny zakładane na bosą stopę to idealne rozwiązanie na lato. Świetnie sprawdzą się w połączeniu z chinosami, koszulkami polo, tworząc niezobowiązujący casualowy look. Dodając do tego marynarkę z lnu, mamy kapitalny zestaw zarówno do pracy jak i podczas wieczornego wyjścia latem na kolację lub drinka.



Klasa przede wszystkim – oxfordy i monki

Wiosna i lato to czas ślubów, wesel i przyjęć. Zgodnie z zasadami dress codu do szafy sięgamy wówczas po rewelacyjnie skrojony i dopasowany do naszej sylwetki garnitur, który będzie wspaniale komponować się eleganckimi oxfordami lub monkami.



W przeszłości brązowe buty były zarezerwowane wyłącznie dla szarego garnituru. Z kolei od kilku sezonów bardzo często zestawia się je z kompletami w różnych odcieniach niebieskiego i granatu. I słusznie, bo takie połączenie tworzy bardzo zgrabną całość. Aczkolwiek, warto przy tym pamiętać, że buty w czarnym kolorze nadadzą naszej stylizacji jeszcze większego sznytu.



Wiosna na rockowo – sztyblety

Wiosną jest przyjemnie zarzucić na ramiona kurtkę skórzaną. Najlepiej zestawić ją z gładką koszulką, dżinsami i obowiązkowo sztybletami na nogach. Gwarantuję, że w kurtce ramonesce, dopasowanych spodniach, sztybletach i z okularami przeciwsłonecznymi na twarzy poczujecie się niczym legendarny James Dean.

Naturalnie każde z wymienionych powyżej rodzajów obuwia możecie komponować z różnymi innymi elementami garderoby jak np. wspomniane monki z ramoneską, sztyblety z marynarką, a mokasyny z dżinsową kataną. Wszystko zależy od Waszego charakteru i stylu. Zatem bawcie się modą i aranżujcie zestawy według własnych upodobań.

Jakub Szymanek
“Nóż w modzie”

Rękawiczki męskie

Przeczytałem ostatnio, że wśród mężczyzn zapanowała moda na nienoszenie rękawiczek i to nawet w najsroższe mrozy. Przy czym dotyczy ona właśnie wyłącznie Panów, Panie rozsądnie tej tendencji dają odpór. Co prawda sam tego zjawiska nie odnotowałem, jeśli faktycznie istnieje to przyjmuję to ze zdziwieniem. Przed II wojną światową Polacy kochali rękawiczki. Trend ten zapoczątkowali oficerowie wojsk lądowych, którzy musieli posiadać przynajmniej 2 pary skórzanych rękawiczek brązowe i kremowe. Cywile starali się dotrzymać kroku oficerom więc punktów szyjących ten element odzieży było mnóstwo. I słusznie bo rękawiczki to bardzo ważny element ubioru.



Rękawiczki, tak jak i szalik pełnią powiem rolę podwójną. Po pierwsze chronią przed chłodem, a po drugie stanowią ozdobę, dopełnienie stylizacji. Często strój zimowy bez rękawiczek i szalika wygląda niekompletnie, a z tymi dodatkami nabiera charakteru. Rękawiczki dają możliwość stosowania dodatkowych połączeń kolorystycznych. Wie o tym James Bond, który do klasycznego, trzyczęściowego garnituru nosił skórzane, formalne rękawiczki.

Najlepsze rękawiczki robi się ze skóry jelenia lub daniela, jest ona wytrzymała, elastyczna i względnie miękka. Absolutnym klasykiem są irchowe rękawiczki ze skóry jelenia, które są wytrzymałe a jednocześnie skóra ta jest tak zwarta, że nie wymaga ocieplenia, kiedyś były to ulubione rękawiczki niemal całej eleganckiej Europy.

Wysoko ceniona jest też niezwykle miękka skóra jagnięca, niewiele ustępuje jej skóra koźlęca, mniej miła w dotyku ale za to cienka, wytrzymała i dobrze dopasowująca się do dłoni.
Świńska skóra jest tańsza od wymienionych powyżej i jest wykorzystywana do produkcji rękawic roboczych. Materiał ten ma też zalety, charakteryzuje się wysoką trwałością, elastycznością i dużym, wyraźnym ziarnem. Z tego powodu Brytyjczycy łączą rękawiczki ze świńskiej skóry z tweedami i brogsami.
W okresie przejściowym polecam rękawiczki bez ocieplenia, przy wyższych temperaturach (np. 10-12 stopni) można nosić rękawiczki samochodowe, są one odpowiednie na aurę wiosenną i jesienną. Zimą jednak ocieplenie jest wskazane – raczej cienkie, chyba że ktoś mieszka za kołem podbiegunowym. Idealne ocieplenie jest z kaszmiru, lub owczej wełny. Obydwa te materiały są odporne na wilgoć i wytrzymałe oraz co równie ważne higieniczne.


W eleganckich, formalnych i półformalnych stylizacjach dopuszczalne są wyłącznie rękawiczki skórzane, oczywiście z pięcioma palcami. Rękawiczki z naturalnej skóry zapewniają naszym dłoniom idealną ciepłotę i wygodę. Warto zwrócić uwagę na grubość skóry i jakość przeszyć. Tańsze modele zazwyczaj robione są z odrzutów skórzanych i szyte cienką nicią, co powoduje, że po jednym sezonie są już do wyrzucenia. Porządne rękawiczki to zakup na lata. Jeśli nosimy stylizacje casualowe, a zwłaszcza gdy lubimy nieco bardziej żywe kolory możemy się zdecydowani na rękawiczki z wełny. Nie dają tej wygody co skórzane ale jeśli są zrobione z wysokiej klasy materiału wówczas skutecznie zapewniają dłoniom ciepło, nie hamując jednocześnie właściwej cyrkulacji powietrza. Coraz popularniejsze są rękawiczki częściowo skórzane, a częściowo materiałowe (np. z tweedu). Są one ciekawym dodatkiem do stylizacji półformalnych.


W jaki sposób łączyć rękawiczki z innymi elementami stroju?
Najbardziej klasyczna i bezpieczna zasada mówi, że skórzane rękawiczki powinny być dobrane pod kolor skórzanych butów. W przypadku rękawiczek z wełnianym wierzchem jest to trudniejsze ale również możliwe. W krajach nieco bardziej cywilizowanych niż Polska, gdzie tradycje klasycznej elegancji są ciągle żywe, popularne są buty łączące skórę z tweedem. Dobranie do nich tweedowo-skórzanych rękawiczek byłoby prawdziwą maestrią.

Na dawnych ilustracjach widzimy, że eleganci z XIX i początku XX wieku chętnie nosili jasne rękawiczki z irchy do formalnych strojów, nawet czarnych butów. Uznano je za uniwersalne i nie widzę powodu dla którego nie możemy nawiązywać do tej tradycji. Równie dobrze do strojów formalnych i czarnych butów pasują rękawiczki bordowe i szare, co równie ważne można je sparować także z butami brązowymi.

Z formalnością rękawiczek jest ja z formalnością butów – im mniej zdobień, im delikatniejsze przeszycia tym poziom formalności jest wyższy i ważne jest by nie był on kontrastowy do formalności całości stroju. Generalnie skórzane rękawiczki są dość bezpiecznym wyborem i raczej trudno w tym wypadku o duże faux pas.


Podsumowując: najlepsze rękawiczki to te zrobione ze skóry jelenia lub owczej, zimą ocieplane kaszmirem ewentualnie innym naturalnym materiałem. Rękawiczki dobieramy pod kolor butów, możemy sobie pozwolić na odstępstwa od tej zasady i łączyć bardziej żywe kolory, np. bordowe czy szare rękawiczki z czarnymi lub brązowymi butami. Coraz popularniejsze są rękawiczki skórzano- tweedowe, które odpowiednio dobrane do butów czy tweedowej marynarki będą wyglądały rewelacyjnie. Rękawice wełniane pasują wyłącznie do zestawów typowo casualowych. Rękawiczki samochodowe, z wycięciami są dobre na okres przejściowy, wczesną wiosnę lub późną jesień. Należy wystrzegać się jak ognia wszelkich syntetyków (chyba że mówimy o rękawicach roboczych lub narciarskich).

 

Vintage czy reedycja … oto jest pytanie?

Zacznę od truizmu – dobrze (klasycznie) ubrany mężczyzna powinien nosić dobry (klasyczny) zegarek.
Powstaje pytanie – jaki zegarek można nazwać klasycznym. Nasuwa się praktyczne rozwiązania tego problemu – zapewne będzie nim stary zegarek.
Prześledziłam internet i znalazłam mnóstwo zdjęć i opisów starych zegarków ale o dziwo nikt ich nie nazywa starymi, wszyscy nazywają je vintage. Jak widać jest to bardzo pojemne pojęcie.
Rzuciło mi się w oczy, że zegarki vintage są generalnie mniejsze niż te, które widzę co dzień na nadgarstkach mężczyzn, gro z nich ma bardziej lub mniej zniszczone koperty, tarcze, wskazówki (chociaż zniszczona tarcza nazywana jest ładnie – spatynowaną). Właściciele zegarków vintage z dumą podkreślają, że posiadane przez nich egzemplarze zawierają wszystkie oryginalne części, najbardziej dumni są natomiast z takich, które nazywają NOS (new old stick), czyli mówiąc najprościej „nienoszone” – w idealnym stanie.
Pękają z dumy ci szczęśliwcy, którzy mogą nosić na nadgarstku NOS wyprodukowany przez nie istniejącą dziś manufakturę – myślą oni „nikt inny takiego egzemplarza jak ja już nie kupi – producent zniknął, na aukcjach też nie ma sensu szukać, nawet jak gdzieś jest dostępny to przecież nie w takim jak mój – idealnym stanie”.

Zaraz zaraz, oni wprawdzie mogą nosić te swoje ósme cuda świata ale tego wcale nie robią, co najwyżej gapią się na nie spoczywające w pudełku lub kręcące się w rotomacie.

Czy to oznacza, że elegancki mężczyzna skazany jest na noszenie zniszczonego, przepraszam, pokrytego patyną, klasycznego zegarka.
Odpowiedź brzmi – nie.
Wyjściem z sytuacji jest zakup reedycji modelu produkowanego kilkadziesiąt lat temu, wiele firm ma w bieżącej ofercie „stare-nowe” zegarki.
Owszem, najczęściej odbiega on w większym lub mniejszym stopniu od oryginału, inny jest mechanizm, inna – większa (cóż taka moda) koperta ale wbrew kręcących nosem malkontentów – taki zegarek doskonale współgra z klasycznym męskim ubiorem. Co najważniejsze właściciel nie dostaje ataku serca na widok ryski od mankietu koszuli na kopercie.
Wybór pomiędzy vintage i reedycją to jak wybór między oryginałem i coverem piosenki lub reemakem filmu. Tak jak cover lub remake, reedycja może być bardziej lub mniej wierna oryginałowi i od indywidualnych preferencji zależy, co nam się bardziej podoba.
Dla przykładu Ci, którzy chcą się poczuć jak Buzz Aldrin chodzący po powierzchni księżyca (o ile amerykanie tam wylądowali – ale to już temat na inny artykuł) muszą mocno chwycić się za portfel, uzbroić w cierpliwość i nie ustawać w poszukiwaniach NOS oryginału Omegi Speedmaster Moonwatch z lat 60 tych (powinni też sprawdzić zegarek przed potencjalnym zakupem u profesjonalnego zegarmistrza). Ci z Was, którym wystarczy bycie prawie jak Tom Hanks w „Apollo 13” muszą rozejrzeć się za reedycją z hessalitem i werkiem Lemania. Można też zakupić Speedmastera w automacie z szafirowym szkłem i większą lub mniejszą niż oryginał kopertą, bo ten flagowy model produkowany nieprzerwanie od roku 1954 dostępny jest obecnie w ogromnej liczbie wersji.

Bez względu jednak na wersję, Omega Speedmaster Moonwatch to ikona zegarmistrzostwa, wzór chronografu i zegarek, który zapisał się na kartach historii i według mnie – blondynki bądź co bądź – jest tzw. must have mężczyzny z klasą.

Joanna (EGO)