Tag

slider

Przeglądaj

Klasyczne glancowanie – jak pielęgnować buty?

W Klasycznych Butach klasyczne buty klasycznie wyglancowali! Pierwsze z całego cyklu spotkań w #SHOEHOUSE przeszło już do historii. Co klasycznebuty.pl mówią o warsztatach? “Właściwie od zawsze chcieliśmy nie tylko sprzedawać buty, ale przede wszystkim zarażać pasją, poszerzać wiedzę o ręcznie szytym, skórzanym obuwiu i stworzyć miejsce, gdzie miłośnicy klasyki mogliby się spotykać i, w myśl naszej filozofii, wspólnie fascynować się klasyką w najlepszym wydaniu.”  Dla tych, którzy być nie mogli oraz dla Gości, którzy jeszcze na moment chcieliby wrócić do wydarzeń wieczora czwartkowego – esencja całych warsztatów, czyli…

Jak krok po kroku wyglancować swoje klasyki?
Część #1 – skóra licowa

  1. Czyszczenie podeszwy
    Krok pierwszy i najważniejszy, bo od dokładnego wyczyszczenia podeszwy zależy powodzenie wszystkich kolejnych działań. Podeszwa to jedyna część buta bezpośrednio narażona na kontakt z podłożem a co za tym idzie nosząca tego kontaktu najwięcej śladów. Piasek, drobne kamyki i niewiadomego pochodzenia inne drobiny mogą spowodować zarysowanie skóry w późniejszych etapach, więc…

Szczotka z krótkim, twardym włosiem, energiczne ruchy i dokładne pozbycie się wszystkiego, co butem w bucie nie jest. W razie trudności można pomóc sobie np. scyzorykiem delikatnie zeskrobując zanieczyszczenia.

  1. Wstępne czyszczenie cholewki
    Krok drugi i najważniejszy, bo od dokładności jego wykonania zależy powodzenie wszystkich kolejnych działań. Cholewka buta brudzi się głównie przez zachlapanie, zakurzenie lub zabłocenie i podobnie jak w przypadku podeszwy, wszystko co udało się na niej nazbierać, przy następnych krokach glancowania, mogłoby spowodować uszkodzenia.

Miękka ściereczka i woda poradzą sobie doskonale. Co ważne, cholewkę przemywamy a nie przelewamy – ściereczka powinna być jedynie wilgotna.  Szczególną uwagę należy zwrócić na trudno dostępne miejsce połączenia cholewki z podeszwą – tam kryje się najwięcej niechcianych rozmaitości i aby dokładnie je usunąć, dobrze jest użyć precyzyjnej szczoteczki.

  1. Właściwe mycie
    Kolejny najważniejszy krok i w ramach uściślenia – wszystkie kolejne też najważniejszymi będą. Mycie ma na celu jak najdokładniejsze wyczyszczenie skóry z pozostałości wcześniej używanych kosmetyków i reszty zabrudzeń. W ten sposób buty warto czyścić raz, najwyżej dwa razy na sezon. Świetnie sprawdzi się tutaj…

Mydło siodełkowe, szczoteczka, ściereczka i szczotka. Szczoteczką nabieramy niewielką ilość mydła i „rozpieniamy” je z niewielką ilością wody. Dość szybko czyścimy całą cholewkę i natychmiast po zakończeniu wycieramy ściereczką. W przypadku np. brogsów do dokładnego pozbycia się mydła ze zdobieniowych zakamarków można użyć szczotki.

  1. Kremowanie
    Skoro kremujemy nasze „skórzane dłonie” to i skórzanym butom powinniśmy zapewnić odpowiednie odżywienie. Krem ma za zadanie nawilżyć skórę, uchronić ją przed pękaniem i przygotować na przyjęcie pasty. Najlepiej używać kosmetyku o kolorze jak najbardziej zbliżonym do barwy cholewki. Bezbarwny krem co prawda również zda egzamin, jednak nie przyczyni się do zachowania głębi koloru butów czy zniwelowania rys powstałych podczas użytkowania.

Krem i dłonie/ściereczka/szczotka. Najlepszym wyborem będzie nakładanie kremu palcami. Dzięki temu dużo łatwiej nie przesadzić z ilością kosmetyku. Dodatkowo ciepło dłoni połączone z wklepywaniem i pocieraniem pozwoli na dotarcie preparatu do głębszych warstw skóry i lepsze odżywienie. Krok 4. Koniecznie trzeba zakończyć polerowaniem. Szczotka z krótkim, miękkim, końskim włosiem, kilka minut pracy i…

  1. Pastowanie
    Kropka nad „i” w butowej pielęgnacji. Podobnie jak w przypadku kremu, również kolor pasty powinien być jak najbardziej zbliżony do koloru cholewki. Dzięki temu możliwe jest nadanie klasykom pięknego wykończenia i zachowanie głębi koloru. Dodatkowo pasta doskonale zabezpiecza skórę przed trudami codzienności i maskuje drobne uszkodzenia.

Pasta i dłonie/ściereczka/szczotka. Sprawa ma się jak wyżej z tą różnicą, że zmienia się używany kosmetyk. Co jeśli pasta wyschnie i popęka? Misja ratunkowa wymagać będzie podgrzania atmosfery – przy użyciu zapalniczki podpala się wyschnięty kosmetyk i po chwili gasi, zamykając wieczko. Praca z ogniem wymaga szczególnej ostrożności, jednak efekt wart jest zachodu.

  1. Polerowanie
    W dążeniu do spektakularnego efektu to właśnie na nie zwrócić należy szczególną uwagę. Dlaczego? Bo stanowi ono zwieńczenie wszystkich wcześniejszych działań, a w niektórych przypadkach (np. lustrzane noski) może zadecydować o być albo nie być całego procesu.

Szczotka z długim, końskim włosiem, dużo cierpliwości i wcale nie dużo siły. Mocniej nie oznacza w tym przypadku ani szybciej, ani lepiej.

 

Klasyczne buty mają do zaoferowania doskonałą prezencję, przyjemność ze stawiania każdego kroku i wierność na długie lata. Wszystko to w zamian za jedynie odrobinę uwagi i dbałości. Klasyki ze skóry licowej już wyglancowane, czas na…

Relacja z kolejnego glancowania już na początku grudnia.

Justyna Horbacz

Poradnik dla Pana Młodego – o czym pamiętać, żeby nie zapomnieć

Najważniejszy dzień w życiu wymaga odpowiedniej oprawy. Zaczynając od wyboru sali weselnej, przez orkiestrę, samochód, menu, suknię ślubną, garnitur aż po kolor serwetek czy kształt szklanek. W ferworze przedślubnej walki łatwo o czymś zapomnieć a jednocześnie zapomnieć o niczym po prostu nie można. Sala jest. Samochód wybrany. Serwetki zamówione. A i wybrankę serca też można umieścić w kategorii „Zrobione”. Co jednak ze strojem Pana Młodego? Smoking czy garnitur? A może stroller? Jaka mucha? Jaka poszetka? Jaki kwiatek? Spinki, skarpety, buty, a i koszula… Specjalnie z okazji sezonu ślubnego – poradnik dla Pana Młodego, czyli jak będąc szaleńczo zakochanym nie oszaleć przed ślubem.

 

Strój Pana Młodego

  Wyjątkowe okazje wymagają wyjątkowego stroju. Łatwo tu jednak o zasadnicze niezrozumienie – wyjątkowe nie znaczy dziwne, efekciarskie czy ekstrawaganckie. Chcąc wyglądać dobrze i przy tym dobrze się czuć warto postawić na klasyczną elegancję i prostotę.

 

Garnitur na ślub

Optymalne rozwiązanie pozwalające na świetny wygląd, wpisanie się we wszelkie klasyczne zasady oraz możliwość wykorzystania stroju stosunkowo często również po ślubie to oczywiście garnitur. Ten ślubny powinien być w kolorze granatowym, szarym lub grafitowym. Najbardziej polecam jednak pierwszą opcję. Nie wiedzieć czemu tak popularny czarny garnitur to naprawdę ostateczność – doskonale sprawdzi się na pogrzebie, ale nie na ślubie, gdzie, przynajmniej z założenia, panuje ogólna radość.

            Mówimy stanowcze NIE metkom z napisem 100% poliester. Może i będzie taniej, ale z pewnością nie lepiej, nie ładniej, nie bardziej elegancko. A nawet nie wygodniej. Najlepszy wybór to wełna z ewentualnymi domieszkami jedwabiu lub moheru. Im wyższa jakość, tym dłuższe życie garnituru, a tym samym wydatek staje się inwestycją.

            Na słowo „garnitur” większość osób wyobraża sobie klasyczny w całej swojej garniturowości garniturowy garnitur. A gdyby tak marynarkę z trzema guzikami zastąpić taką z sześcioma? Szaleństwo? Po prostu marynarka dwurzędowa. Nie jest tak popularna, więc z pewnością zagwarantuje efekt „WOW”.

 

Buty na ślub

Nie mniej ważne niż sam garnitur. Najbezpieczniejszym wyborem będą klasyczne, czarne oksfordy wypolerowane na wysoki połysk. Doskonale sprawdzą się też jednak oksfordy brogowane lub monki w kolorach wiśniowym czy brązowym. Najgorszym wyborem będą buty białe.  Wybór monków czy brogowanych oksfordów, które są nieco mniej formalne, pozwoli na wykorzystanie ich również po ślubie na różnego typu okazje.

Wersja ze skórzaną podeszwą to w obuwniczej hierarchii najwyższy stopień formalności i elegancji, jednak może okazać się niezbyt praktyczna na przykład w przypadku uroczystości w plenerze. Warto wtedy zdecydować się na zelówki, które z jednej strony zabezpieczą podeszwę przed uszkodzeniem czy przemoczeniem a z drugiej zagwarantują Panu Młodemu lepszą przyczepność – nikt nie chciałby przecież na własnym ślubie łapać zająca.

 

Koszula na ślub

Tutaj sprawa jest prosta – biel i tylko biel. I co naprawdę ważne 0% poliester.

 

Krawat/mucha na ślub

Wybór muchy lub krawata zależy w dużej mierze od proporcji sylwetki, charakteru przyjęcia, ale też upodobań Pana Młodego. Jest jednak jedna, bardzo ważna zasada. Koloru krawata czy też muchy nie dobiera się pod kolor bukietu partnerki. Dodatkiem do stroju Panny Młodej mogą być kwiaty, buty, welon, ale z pewnością nie mężczyzna.

 

Dodatki do stroju ślubnego

Bez zbędnych filozofii i artystycznego rozpisywania:

Poszetka – biała (i tylko biała) najlepiej lniana lub bawełniana (naprawdę bardzo nie lubimy poliestru). Powinna być złożona w prostokąt i wystawać z brustaszy ok. 1 cm.

Spinki do mankietów – proste, klasyczne, eleganckie, nieudziwniane.

Skarpety – dalej podążamy tropem stonowania i klasyki. Najlepszym wyborem będą takie wykonane z cienkiej dzianiny. Dla miłośników wzorów polecam delikatne tłoczenia. Będą stanowiły ciekawy element jednocześnie nie wychylając się przed szereg.

Kwiat do butonierki – DO BUTONIERKI, nie przypięty do klapy marynarki, nie włożony do kieszonki na poszetkę. W tym miejscu mamy odrobinę przestrzeni dla koloru. Kwiatek (koniecznie żywy) powinien ładnie korespondować z resztą stroju, bukietem Panny Młodej, jednak nie oznacza to, że musi być wyciągnięty ze ślubnej wiązanki. Świetnym wyborem będzie po prostu biały goździk.

 

W drodze do ołtarza…

Krocz pewnie w swoich idealnie wypolerowanych, czarnych oksfordach, czuj się pewnie w doskonale dopasowanym, wełnianym, granatowym garniturze skrywającym śnieżnobiałą koszulę i ciesz się z drobiazgów w postaci eleganckich spinek, białego goździka i białej poszetki. Na koniec jeszcze popraw perfekcyjnie niepasujący do bukietu Panny Młodej krawat i zerknij na delikatnie tłoczone skarpetki. A niby przygotowania do ślubu to taki dramat…

Justyna Horbacz

Podeszwowe dylematy – skórzana czy gumowa?

Klasyczne buty to klasycznie piękne kroki. I tu pojawia się pewna kwestia sporna – ważniejsze piękno czy jednak kroki? W miarę upływającego czasu zdaje się, że proporcje pomiędzy zaletami użytkowymi a walorami estetycznymi drastycznie się zmieniają. Buty coraz mniej są do chodzenia, a coraz bardziej do zachwycania. Cholewki przybierają często zaskakujące formy, wykonywane są z nieprawdopodobnych materiałów, mienią się kolorami tęczy idąc tym samym w zupełnie nieznanym do tej pory kierunku. Kombinacji zdaje się być nieskończona ilość. W przypadku podeszw sprawa ma się nieco inaczej. Panowie i Panie – skóra vs guma!

 

Podeszwa skórzana

Zdecydowany lider elegancji i szyku. Zgodnie współpracuje z każdym smokingiem oraz garniturem wieczorowym, choć nie okazuje sprzeciwu również w towarzystwie jeansów. W temacie klasyki zdaje się nie mieć sobie równych. Ale czy na pewno? A co z niszczeniem się, przemakaniem i innymi niedogodnościami? Podeszwa skórzana – zalety i wady.

Zalety skórzanej podeszwy

Bez wątpienia największą jej zaletą jest grubość. A w zasadzie cienkość. Pośród setek topornych męskich bucisk klasyczne półbuty na skórzanej podeszwie wyróżniają się niezwykłą lekkością. I to właśnie dzięki temu doskonale komponują się ze strojami wieczorowymi o najwyższym stopniu formalności. Kolejną zaletę stanowi fakt, iż skórzana podeszwa oddycha. Szczególnie istotne jest to latem, kiedy, przy wysokich temperaturach, odprowadzanie wilgoci odgrywa kluczową rolę. Gwarantuje to wysoki komfort i pozwala cieszyć się wygodą użytkowania. Ostatnie, ale nie mniej ważne – skórzana podeszwa, podobnie jak skórzana cholewka, dopasowuje się do stopy właściciela. W tym przypadku powiedzenie, że „coś jest jak druga skóra” nabiera zupełnie nowego, całkowicie dosłownego znaczenia.

Wady skórzanej podeszwy

Wada pierwsza i największa i w zasadzie jedyna – skórzana podeszwa szybko się niszczy nawet pomimo starannej pielęgnacji i wyjątkowej ostrożności. Skóra przeznaczona na podeszwę jest oczywiście zupełnie inna niż ta na cholewkę. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal to tylko skóra. Nawet po impregnacji, zabezpieczeniu, specjalistycznym przygotowaniu do trudów codzienności nie jest w stanie poradzić sobie ze śniegiem, deszczem, solą, błotem, ostrymi kamykami czy dziesiątkami przechodzonych kilometrów.

 

Podeszwa gumowa

Co przede wszystkim warte nadmienienia – guma diametralnie różni się od skóry właściwie pod każdym względem. To pragmatyzm w najczystszej postaci. Nie należy go jednak utożsamiać z niższą jakością czy znacznym obniżeniem estetyki. Materiał o dużej wytrzymałości, wodoodporny a przy tym stosunkowo tani zwyczajnie był potrzebny, a jako że „potrzeba matką wynalazku”, w XIX wieku odkryto sposób wulkanizacji kauczuku i rozpoczęto masową produkcję gumowych dóbr. Wtedy to powstały pierwsze kalosze w znanej nam do dzisiaj formie (więcej w artykule Eleganckie kalosze) oraz pierwsze gumowe podeszwy. Czy był to jednak dobry wynalazek?

Zalety gumowej podeszwy

Minęły już prawie dwa wieki, a nieprzemakalność gumy wciąż jest tak samo nieprzemakalna. Zaleta największa wśród największych – doskonała ochrona przed wilgocią. Gumie nie straszne są najstraszniejsze warunki pogodowe, nie boi się deszczu ani śniegu, nawet z dodatkiem soli czy różnych chemicznych specyfików. Dodatkowo hardo stawia czoła długim pieszym wędrówkom – nie ściera się zbyt szybko oraz gwarantuje bardzo dobrą przyczepność.  Co również ważne – nie prosi o wiele. Pielęgnacja gumowych podeszw opiera się właściwie na używaniu jedynie wilgotnej szmatki. Niezwykle istotnym jest także właściwie nieograniczona gama kolorów i wzorów. Kropki, paski, gwiazdki, wszystkie kolory tęczy, w tym słoneczna żółć ze złotymi refleksami czy też barwa krwistoczerwonokoralowych maków (o ile taki kolor w ogóle istnieje…) Czy może być lepiej?

Wady gumowej podeszwy

Jedyne co można gumowym podeszwom zarzucić to niższy, niż w przypadku skórzanych, stopień elegancji oraz masywność. Nie sprawdzają się one najlepiej w bardzo formalnych stylizacjach. Swoje trzy grosze mogłyby tu również dorzucić organizacje proeko. Guma nie zalicza się do materiałów ulegających szybkiemu rozkładowi, przez co całymi latami zalega na wysypiskach mając niemały wpływ na środowisko. Zużyte opony samochodowe okazały się być świetnym materiałem na ogrodowe ozdoby, może więc i dla podeszw uda się znaleźć pomysł na drugie życie?

 

Zelówkowy kompromis

A gdyby tak połączyć to co najlepsze w podeszwach skórzanych i gumowych? Zdaje się, że mógłby to być przepis na podeszwę idealną. I w zasadzie tak też jest.

Zelowanie to usługa szewska polegająca na podklejeniu skórzanej podeszwy cieniutką warstwą gumy. Chroni to skórę przed przedwczesnym zniszczeniem oraz przemakaniem, a z drugiej strony nie pozbawia obuwia lekkości gwarantowanej przez cienką, skórzaną podeszwę. Mimo tego zelowanie nadal ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Nie sposób zaprzeczyć słuszności argumentów obu stron dlatego też ostateczną ocenę pozostawiam praktykom, którzy mają wszystko sprawdzone na własnej stopie.

Justyna Horbacz

Rodzaje skór, czyli co z czego i dlaczego

Chcę kupić skórzane buty! Brzmi całkiem znajomo, prawda? Co jednak uznajemy za skórzane buty, a co tak naprawdę nimi jest? Jak rozpoznać rodzaj skóry i określić, czy spełni ona nasze oczekiwania? Czy skóra skórze równa? Póki co więcej pytań niż odpowiedzi…

 

Pierwsze skórzane buty

Nasi praprzodkowie od zarania dziejów wykorzystywali różne metody ochrony swoich stóp. Przemierzając dziesiątki kilometrów w poszukiwaniu pożywienia natrafiali na wspaniałe, zielone łąki, na których każdy krok był czystą przyjemnością, ale też (głównie) na gorące piaski, ostre skały czy ścieżki usłane szyszkami (kto nadepnął na szyszkę, zna ten ból…). Jako że „potrzeba matką wynalazków” już około 40 tysięcy lat temu pojawiły się pierwsze protobuty. Żaden egzemplarz nie dotrwał do naszych czasów, więc twierdzić można, iż nie były specjalnie trwałe albo… niezbyt urodziwe, więc wszystkie ceremonialnie zniszczono. Ale to tylko przypuszczenia.

Faktem jest natomiast, że w 1991 roku w Alpach odnaleziono ciało Oetziego – człowieka z Similaun. Odkrycie to złotymi zgłoskami zapisało się również w księgach obuwniczej historii. Sędziwego wieku Oetzi (5 tysięcy lat) miał na sobie buty i to w dodatku skórzane. Prehistoryczny elegant prezentował model z podeszwą ze skóry niedźwiedzia, plecioną, sznurkową cholewką oraz wkładką z siana.

Rodzaje skór

Już na przykładzie Oetziego widać, że ludzie od dawien dawna posługiwali się skórami i co ważne, posługiwali się nimi niezwykle umiejętnie. Na podeszwę – gruba i wytrzymała skóra niedźwiedzia, na cholewkę sznurek, w późniejszym czasie zamieniony np. na skórę krowią. Czy obecnie również mamy wiedzę na miarę naszych przodków? A może w kwestii skór moglibyśmy nauczyć się czegoś od starożytnych?

Skóry gładkie, licowe

Wśród butów dobrej jakości są spotykane zdecydowanie najczęściej. Nie zawsze oznaczają jednak jakość najwyższą z możliwych. Licowe skóry cielęce charakteryzują się miękkością, elastycznością i wysokim komfortem użytkowania. Ich bydlęcy odpowiednik jest już zdecydowanie twardszy, mniej elastyczny oraz ustępuje w kwestii komfortu. Różnica uwidacznia się również w cenie. Jeśli jakość stanowi bezdyskusyjny priorytet – skóra cielęca będzie strzałem w dziesiątkę. Jeśli jednak istotą jest cena, warto wybrać tańsze rozwiązanie w postaci skóry bydlęcej.

Skóry typu Pebble Grain

Co kryje za sobą ta tajemnicza nazwa? Są to skóry najczęściej cielęce, ale w odróżnieniu od licowych mają wyciśniętą lub tłoczoną, regularną teksturę. Ciekawsza struktura działa zdecydowanie na plus dla wyrazistości butów – dodaje im nieco charakteru. Minusem jest nieco trudniejsza pielęgnacja – w rowkach mogą pozostawać białe osady, szczególnie po kontakcie z wodą; łatwo je jednak usunąć.

Skóry typu Nappa

Wkraczamy nieco w obuwniczą egzotykę – Nappa to skóry kozie. Są w zasadzie podobne do cielęcych, przewyższają je jednak miękkością i delikatnością. Takie zalety wymagają szczególnej uwagi i dbałości w procesie pielęgnacji. Wysoka porowatość zapewnia zarówno komfort jak i podatność na zaplamienia i uszkodzenia. Rachunek zalet i wad zbiega do zera i z tego właśnie powodu wykorzystuje się je jedynie sporadycznie, a doceniane są głównie (a może wyłącznie) przez prawdziwych pasjonatów.

Skóry zamszowe

Zamsz to też skóra! Odmienność tekstury spowodowana jest tym, że zamsz wytwarzany jest z odwrotnej – spodniej części skóry, tzw. mizdry. Ma charakterystyczny meszek o stosunkowo długim włosiu. Niestety jest to materiał przez wielu niedoceniany. Przy użyciu kilku środków i akcesoriów do pielęgnacji buty zamszowe można wyczyścić szybko, łatwo, efektywnie i z pewnością efektownie.

Skóry nubukowe

W całej „skórzanej rodzinie” należało by umiejscowić je pomiędzy zamszem a skórą licową. Skóry te mają efekt delikatnego meszku o włosiu zdecydowanie krótszym od zamszu. Powoduje to większą delikatność, a co za tym idzie konieczność zwracania większej uwagi na pielęgnację.

Skóry anilinowe

Posiadają otwarte pory przez co są miękkie, delikatne w dotyku, ale niestety bardzo podatne na zabrudzenia – kropla wody wsiąka w skórę powodując powstanie ciemnej plamy. Anilina nie ma barwnika na górnej warstwie, dzięki czemu dokładnie uwidacznia się naturalna faktura materiału. Porowatość wykorzystywana jest w procesie barwienia, gdzie barwniki przenikają skórę na wskroś. Do ich produkcji używane są jedynie najszlachetniejsze skóry bez skaz, blizn a nawet śladów ukąszeń, ponieważ wierzchnia warstwa skóry nie podlega żadnym procesom zmieniającym jej strukturę. Skóry bez choćby najdrobniejszych uszkodzeń są rzadkością stąd skóry anilinowe są droższe niż pigmentowane gładkie.

Skóra typu Shell Cordovan

Skóra wyprawiana z tylnej części końskich grzbietów – z jednego wierzchowca uzyskuje się płat (the shells) o wielkości jedynie 20-22 cale. Charakteryzuje się wyjątkową trwałością, elastycznością i odpornością na działanie wilgoci, dzięki czemu doskonale sprawdza się przy obuwiu jesienno-zimowym. Wymaga niezwykle skomplikowanego procesu garbowania, efektem którego jest wyjątkowy materiał pokrywający się, w miarę upływającego czasu, patyną. Najlepsze Cordovany wyprawiane są w USA, Japonii oraz Hiszpanii. Największą zaletą butów wykonanych ze skóry tego typu jest fakt, iż z wiekiem stają się coraz piękniejsze. Skóra ulega naturalnemu procesowi starzenia gwarantującemu efekt, którego nie da się kupić – trzeba go sobie wychodzić.

Skóry lakierowane

Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy kiedyś widział buty z lakierowanej skóry i teraz na hasło „lakierki” wyobraża sobie idealnie gładką, lustrzaną powierzchnię o wysokim połysku. I dokładnie taka jest charakterystyka tego typu skóry. Gwarantuje to wyjątkowy efekt, ale też podatność na odciski, zarysowania i uszkodzenia.

Justyna Horbacz

Starożytne “must have” – moda męska na przestrzeni wieków

Ludzie od zarania dziejów zwracali uwagę na swój wygląd. Strojom (lub ich brakowi) przywiązywano raz mniejszą, raz większą wagę, ale, co ważne, zawsze jakąś. Pomimo upływu kolejnych lat, dekad, w końcu nawet wieków czy milleniów, moda wciąż stanowiła nieodłączny oraz niezwykle istotny element codzienności. Jak ubieramy się dzisiaj, każdy widzi. Ale jak ubierali się starożytni? Może jakieś elementy przetrwały próbę czasu i teraz, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, powielamy trendy sprzed tysięcy lat?

 

Mężczyzna grecki IV w. p.n.e.

Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak. 25 wieków temu, czyli 2500 lat temu, czyli jakieś 912 500 dni temu, czyli naprawdę bardzo dawno temu, w okresie klasycznym należy doszukiwać się pierwszych oznak kształtowania konkretnych trendów czy w ogóle kształtowania się mody męskiej.

Oto absolutne „must have” z szafy prawdziwie męskiego Greka.

Chiton

Stanowił najpopularniejszą część męskiej garderoby. Dzisiaj można by powiedzieć – sukienka, ale niech tego lepiej żaden starożytny Grek nie usłyszy. Występował w dwóch typach.

Pierwszy wykonany z wełny, posiadający rękawy zarezerwowany był głównie dla niewolników obcego pochodzenia, ludności wiejskiej oraz służebnych kobiet. Nie wzbudzał zachwytu (ani nawet sympatii) zarówno wśród go noszących jak i ogółu społeczności – kojarzony był z barbarzyńcami.

Drugi rodzaj nie miał rękawów oraz wykonywany był z lżejszych materiałów. Co charakterystyczne – na ramionach był wiązany lub spinany sprzączkami. Przy pracy wymagającej pełnej swobody ruchów, chiton odpinano i zsuwano na prawe ramię. Z założenia strój ten miał sięgać kolan, jeśli jednak okazywał się zbyt długi, materiał skracano podwójnym przepasaniem w pasie, z kolei dłuższa wersja wykorzystywana była jako strój odświętny. Chiton nieprzepasany mogły nosić jedynie dzieci.

Eksomida

Noszona przez marynarzy, żołnierzy i rzemieślników. Była bardzo podobna do chitonu bez rękawów. Co stanowiło różnicę? Chiton zszywano po bokach oraz przewiązywano paskiem, eksomida zaś nie była w żaden sposób zszywana, a jedynie przewiązywana.

Chlamida

Pomimo że Grecja kojarzona jest z nieprzemijającym latem, pięknym słońcem i wysokimi temperaturami, nie należy zapomnieć o odzieży wierzchniej. Chlamida, choć stanowiła okrycie wierzchnie, pełniła głównie funkcję ozdobną – prostokątną tkaninę upinano na prawym ramieniu, a długie, luźne końce zwisały swobodnie tworząc mięsiste fałdy. Co bogatsi obywatele zdobili swoje chlamidy złotymi chaftami.

Himation

Kolejny drapowany element garderoby – Grecy uwielbiali draperie. Prostokątny fragment materiału układano na ramionach i barkach w taki sposób, by symetrycznie spływał po obu bokach. Jedno ramię było całkowicie odsłonięte, drugie zasłonięte aż do nadgarstka. Odmiana himationu zakrywająca całe ciało, łącznie z głową, oznaczała żałobę.

Akcesoria

Pilos

Czyli nic innego jak mała czapeczka ze skóry lub filcu bez brzegów. Nosili ją greccy marynarze i robotnicy oraz… Odyseusz w czasie podróżowania.

Petatos

To już nie czapka a kapelusz. Używano go do jazdy konnej, miał niską okrągłą główkę oraz płaskie rondo. Rolę mocowania pełnił sznurek zawiązywany pod brodą. Dzięki takiemu rozwiązaniu nawet galop nie pozbawiał Greka nakrycia głowy – jeśli kapelusz spadł z głowy, pozostawał na plecach. Doskonale sprawdzał się też w przypadku podróżników. Narażeni na zmienne warunki atmosferyczne potrzebowali kapelusza wielofunkcyjnego. Petatos spełniał oczekiwania, bo chronił i przed słońcem, i przed deszczem, a boczną część ronda można było opuścić chroniąc uszy przed wiatrem.

Justyna Horbacz

Anatomia garderoby – marynarka bez tajemnic

Każdy wie o ich istnieniu, większość nawet ma w szafie jedną lub dwie, ale z czego właściwie składają się marynarki? Rozkładając je na czynniki pierwsze okazuje się, że w całej swej prostocie są niezwykle złożone. Butonierka, brustasza, biletówka to o dziwo nie gatunki gołębi czy broni palnej, a właśnie elementy marynarki. Można tego nie wiedzieć, ale dlaczego by tak nie wiedzieć?’

 

Klapy

Można podzielić je na wąskie (4-6 cm), takie o średniej szerokości (7-9 cm) oraz szerokie (powyżej 9 cm). Dobiera się je głównie pod kątem proporcji – mężczyźni o drobnej budowie ciała powinni wybierać węższe by uniknąć wrażenia przytłoczenia, potężnie zbudowani zdecydowanie lepiej prezentować się będą w szerszych; zbyt wąskie dodatkowo wyolbrzymią sylwetkę.

3 podstawowe rodzaje klap:

  1. Proste (otwarte)
    Są najczęściej spotykane, najbardziej uniwersalne i najbardziej klasyczne.
  2. Szalowe
    Nazwa wskazuje pewne powiązanie z szalem. I rzeczywiście w pewnym stopniu tak jest. Ten rodzaj klap jest charakterystyczny dla marynarek smokingowych. Często spotykane jest jedwabne wykończenie, które powoduje wyraźne odcięcie klap na tle marynarki – wyglądają nieco jak narzucony jedwabny szal.
  3. Ostre (zamknięte)
    Nazywane również „frakowymi” lub „w szpic”. Pierwotnie zarezerwowane były jedynie dla marynarek dwurzędowych lub fraków, ale coraz częściej odnajdują się również w towarzystwie klasycznej jednorzędówki. Zdecydowanie podnoszą stopień formalności marynarki; ostre, geometryczne wykończenie dodaje dostojności.

Kozerka

Gdzie jej szukać? Gdyby koza zerkała przez ramię, to kozerka byłaby dokładnie tam, gdzie przy zerkaniu znalazłaby się kozia bródka. A już bardziej poważnie – kozerka to miejsce, w którym kołnierz łączy się z klapami. Niegdyś umiejscowiona nieco nad brustaszą, z biegiem lat wędruje coraz wyżej ku linii ramion.

Kołnierz

Nawiązując do definicji konia z „Nowych Aten”, czyli pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej Benedykta Chmielowskiego – kołnierz jaki jest, każdy widzi.

Butonierka

Na pierwszy rzut oka całkowicie bezużyteczna dziurka guzikowa znajdująca się w klapie marynarki. Jest ona swego rodzaju narządem szczątkowym – kiedyś była potrzebna, bo marynarki zapinało się pod szyją, dziś jedynie przypomina o minionych czasach i służy do umiejscowienia w niej drobnych ozdób (kwiatki, przypinki, spinki).

Kieszenie

Zdecydowanie nie pełnią funkcji magazynowej a decydują o stopniu formalności marynarki. W garniturach dziennych patka (kawałek materiału doszyty przy kieszeni) powinna być wypuszczona na kieszeń, w garniturach wieczorowych wymagane jest schowanie jej do środka w taki sposób, by widoczny był jedynie obrys kieszeni. W przypadku marynarek o sportowym sznycie często spotykane są kieszenie naszywane, w których nie trzeba się już zastanawiać, co z patką zrobić.

Brustasza

Nazwa wywodząca się z niemieckiego Brusttasche (brust – pierś, tasche – kieszonka). I za nazwą podążając można tę kieszonkę odnaleźć – rzeczywiście umiejscowiona jest na piersi. Pomimo tego, iż przy zakupie jest zaszyta, służy do umiejscowienia w niej poszetki – należy ją rozpruć.

Biletówka

Narząd szczątkowy nr 2. Dodatkowa, mała kieszeń umieszczona z prawej strony, którą pierwotnie wykorzystywano do przechowywania biletów kolejowych, obecnie stanowi już tylko ozdobę i nie jest zbyt często spotykana.

Guziki

Najczęściej występują w duecie, choć spotykane jest też trio. Marynarki sieciówkowe wyposażone są zazwyczaj w guziki plastikowe co zapewnia nieskończoną wręcz gamę kolorów, rozmiarów czy form, ale to egzemplarze wykonane z naturalnych surowców (np. bawolego rogu) świadczą o wysokiej jakości i zdecydowanie wyższej cenie produktu.

Szlice

Nic innego jak rozcięcia z tyłu marynarki. Podobnie jak butonierka czy biletówka kiedyś rzeczywiście były „po coś”, a dziś zostały jako element ozdobny choć nadal w pewnym stopniu skłaniający się ku praktyczności. Szlice zapewniają komfort –  dzięki nim można swobodnie usiąść czy włożyć ręce do kieszeni.

I teraz już marynarka jaka jest, każdy się nauczył.

Justyna Horbacz

Nieklasycznie klasyczny wywiad z Mr. Vintage

Na pierwszy rzut oka po prostu jeden z tych inaczej ubranych. Miłośnik klasycznego stylu? A może przymusowo przestrzega reguł? Czyżby schwytany w szpony dress code’u tak bardzo, że nie może się z niego wydostać nawet na co dzień? Co sprawia, że zamiast bluz nosi marynarki? I najważniejsze – ile tak naprawdę ma par butów? Informacyjny niezbędnik dla każdego, kto chce bliżej poznać Michała Kędziorę oraz jego spojrzenie na klasyczny męski styl.

 

Jak Michał Kędziora w kilku słowach przedstawiłby Michała Kędziorę?

Esteta.
Pasjonat dobrego stylu.
Promotor dobrej jakości.

Gdzie szukać początku tej szczególnej dbałości o wizerunek? Kiedy się to zaczęło?

Taka prawdziwa pasja zaczęła się jakieś 15 lat temu, gdy jeszcze w czasie studiów zacząłem pracę w branży odzieżowej, ale wydaje mi się, że moda i ubrania były mi bliskie znacznie wcześniej, bo już w podstawówce przywiązywałem dużą wagę do wyglądu. Miałem to szczęście, że miałem siostrę w Stanach Zjednoczonych i to ona przesyłała mi w paczkach ubrania jakich moi koledzy wtedy nie mieli –  jeansy Levis’a czy koszulki z logotypem Chicago Bulls.

Z kim przystajesz, taki się stajesz – jak się do tego odnieść w kwestii stylu?

W przypadku mężczyzn to przysłowie bardzo się sprawdza, bo jesteśmy bardzo podatni na otoczenie i także ubiorem nierzadko do tego otoczenia się dostosowujemy. Kiedyś duże znaczenie może miał ubiór dziadka czy ojca – oni byli takimi pierwszymi wzorcami, ale obecnie największy wpływ mają koledzy – zarówno ci ze szkolnej ławy, jak i zza korporacyjnego biurka, a także osoby, które prywatnie cenimy za to jak się ubierają. Mogą to być znani sportowcy, prezenterzy, ale także osoby, które na przykład codziennie widujemy w tramwaju czy na spacerze. Mężczyźni chętnie kopiują takie wzorce, ale też zazwyczaj nie lubią się wybijać na tle otoczenia. Wiąże się to z potrzebą dopasowania do grupy, choć są też silne osobowości, które kompletnie przeczą tej zasadzie.

Mężczyźni dużą wagę przywiązują do komfortu – czy klasyczne ubrania są wygodne?

Jeśli tylko będą odpowiednio dobrane pod względem rozmiaru i mówiąc najogólniej – odpowiednio zaprojektowane – to jak najbardziej, mogą być wygodne.

Skoro są wygodne, po co casual Friday?

Bo większości mężczyzn jednak te argumenty nie przekonują i uważają, że klasyczne ubrania nie są wygodne. Nieformalne piątki pojawiły się zatem po to, by choć jeden dzień w tygodniu dać pracownikom korporacji więcej luzu, by czuli się swobodniej. Należy go traktować jako prezent od pracodawców. Sztywny dress code odbiera wielu mężczyznom swobodę, co może zniechęcać  pracowników do podjęcia pracy w takich firmach. Niektórzy mówią nawet, że dress code zabija kreatywność i pewnie dlatego zupełnie inaczej wygląda ubiór pracowników w branżach kreatywnych i w branżach zaufania publicznego np. u prawników, bankowców, konsultantów. Ale po kilkunastu latach zachłyśchnięcia się tematem dress code’u w Polsce coraz więcej firm wycofuje się z takiego konserwatywnego dress code’u jaki znamy z korporacji zachodnich, głównie amerykańskich. Pracodawcy chcą dać pracownikom więcej swobody, dlatego elegancki garnitur coraz częściej dotyczy tylko tych stanowisk, które mają bezpośredni kontakt z klientami czy partnerami biznesowymi.

Dokąd zmierza rewolucja w modzie klasycznej?

Komfort i wygoda przebijają się także do klasyki. Widzimy coraz więcej tkanin gwarantujących wygodę (np. wełna z naturalnym streczem) i praktyczność (np. wełny odporne na plamy i zagniecenia). Poza tym smart casual jest i będzie jednym z najmocniejszych trendów w modzie męskiej, co pokazuje, że taka konserwatywna klasyka staje się niszą dla pasjonatów.

Styl klasyczny postrzegany jest jako nie dla każdego. Czy to prawda?

W doborze stroju najważniejsze jest samopoczucie i właśnie z tego względu klasyczny wygląd rzeczywiście nie jest dla każdego. Najważniejsze by być ubranym, a nie przebranym. Nie każdy mężczyzna będzie się dobrze czuł w ubraniach eleganckich i nie należy tego robić na siłę. Dużo lepiej odnaleźć swój własny styl dopasowany do własnego stylu życia i osobowości.

 

Najważniejsza lekcja, którą można wyciągnąć z tej rozmowy – nieważne klasycznie czy nowocześnie, formalnie czy sportowo, ważne by schludnie i po swojemu, nawet jeśli książka „Rzeczowo o modzie męskiej” momentami zdaje się mówić zupełnie co innego.

Ogromne podziękowania dla wspaniale rozmownego rozmówcy, autora bloga mrvintage.pl oraz książki „Rzeczowo o modzie męskiej” Michała Kędziory.

Dla wytrwałych – Mr. Vintage ma ok. 40 par butów (kto przebije?).

 

Justyna Horbacz

Być, bywać, by wać Pan wiedział, jak się stosownie ubrać

Dobranie stroju do konkretnej okazji jest jednym z najtrudniejszych zadań, jakie może stanąć przed mężczyzną. Wbrew pozorom im bardziej formalnie, tym łatwiej, im większa dowolność, tym więcej okazji do popełnienia błędu. „Eleganckich” zasad jest wiele, a czy w ogóle istnieją jakieś „codzienne”? Co, jak, z czym i bez czego nosić, by wyglądać naprawdę dobrze? A może nie dajmy się zwariować i zostawmy miejsce na sprane dżinsy i dresowe bluzy?

 

Buty – podstawowy, klasyczny podział

Buty są podstawą, przez wielu uważaną nawet za najważniejszy element stroju. Co trzeba o nich wiedzieć?

Wśród klasycznego obuwia wyróżnia się dwa podstawowe typy – derby (angielki) i oksford (wiedenki). Różnica między nimi tkwi w rodzaju przyszwy, czyli tej części cholewki, w której znajdują się dziurki od sznurówek. Typ derby charakteryzuje się otwartą przyszwą – naszytą na cholewkę, w oksfordach jej dolna część jest częściowo schowana pod cholewkę – zamknięta przyszwa. Szczegół ten odgrywa znaczącą rolę w określaniu formalności butów. Derby z powodzeniem sprawdzą się w codziennych stylizacjach i smart casual’u, oksfordy za to idealnie dopełnią elegancki garnitur czy smoking.

Styl formalny

Zarezerwowany na wielkie wydarzenia, wyjątkowe okazje, miejsca niepowtarzalne, ALE… Co to właściwie oznacza? Bez zbędnego filozofowania – garnitur. Wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, czarny garnitur wcale nie jest tym najbardziej uniwersalnym. W zasadzie sprawdzi się on tylko na uroczystościach wieczorowych i pogrzebowych. Zamiast czerni warto wybrać ciemny granat. Nie stracimy na formalności, a zyskamy na uniwersalności, a czasem nawet na ogólnej prezencji. Jak i z czym nosić?

Czarny garnitur – biała koszula – czarne oksfordy – szary krawat – biała poszetka

Granatowy garnitur – biała koszula – czarne oksfordy – niebieski krawat – biała poszewka

Trudno o błąd, ponieważ sztywne zasady bardzo ograniczają pole manewru. Wbrew pozorom, skomponowanie udanego stroju formalnego może okazać się łatwiejsze niż stworzenie zestawu codziennego.

Styl smart casual

Z formalnością schodzimy o stopień niżej. Spośród całej klasyki to właśnie smart casual jest wybierany najczęściej i najchętniej. Dzieje się tak za sprawą kilku czynników.

  1. Wygoda noszenia
    Styl formalny rządzi się określonymi zasadami, smart casual w dużej mierze opiera się na łamaniu tych zasad. Znajdzie się tu miejsce zarówno na sportowe marynarki, spodnie chino, dżinsy, koszule w kratę oraz brogsy czy nawet sneakersy. Do głosu dochodzi wygoda!
  2. Łatwość noszenia
    Spotkanie z przyjaciółmi, wyjście do kina czy dzień w pracy. Smart casual idealnie sprawdzi się przy każdej okazji. Dodatkowo również praktycznie każdemu pasuje – zapewni doskonały wygląd zarówno młodemu adeptowi sztuki klasycznego stylu ubierania się, jak i doświadczonemu mistrzowi, który od lat kolekcjonuje poszetki.
  3. Sporo miejsca na eksperymenty
    Mamy obecnie do czynienia z rewolucją w kwestii klasycznego stylu. Można wyróżnić klasykę klasyczną oraz nowoczesną. Pierwsza uwzględnia utarte schematy, sprawdzone połączenia i bazuje na tym, co sprawdzone, druga natomiast… Momentami zakrawa o szaleństwo. Zasadą zaczyna być brak zasad zakładający jedynie, że poszczególne elementy stroju mają po prostu dobrze ze sobą wyglądać. Kolorowe skarpetki, wzorzyste koszule, kraciaste spodnie i kolorowe buty – to właśnie tutaj.

Elementy obowiązkowe:

  1. Sportowa marynarka – nie, nie może być ta od formalnego garnituru.
  2. Koszula – element bardziej podstawowy niż obowiązkowy, ale zawsze zapewni świetny wygląd. Można zastąpić ją wełnianym golfem.
  3. Buty – przede wszystkim brązowe. Będą najbardziej uniwersalne. Do wyboru pozostaje jedynie model – brogsy, monki, sneakersy…
  4. Spodnie chino lub dżinsy – dobra wiadomość dla wszystkich miłośników dżinsów – klasyka jak najbardziej zakłada wykorzystanie ich przy tworzeniu codziennych zestawów, ale(!) nie ma mowy o wyróżniających się przetarciach czy dziurach. Ciekawą alternatywą mogą okazać się granatowe lub beżowe chinosy – warto spróbować.

Będąc, stety lub niestety, czasem trzeba bywać. Jak bywać i dobrze wyglądać? Trochę odwagi, ukłon w stronę klasyki i już żadna okazja nie będzie tak straszną i wymagającą, jak mogłoby się wydawać.

Justyna Horbacz

Facet w butach, czyli jak kupować, by horror zmienić w baśń

Na Ziemi żyje ok. 3,8 mld mężczyzn, w Polsce jest to liczba opiewająca na ok. 19 mln. Tak czy inaczej – sporo. Pomimo tak pokaźnej ilości, znalezienie przedstawiciela płci męskiej deklarującego zamiłowanie do zakupów w zasadzie graniczy z cudem. Galerie handlowe zdecydowanie nie są naturalnym środowiskiem występowania męskiego gatunku, a sztuczne zasiedlanie prowadzone przez kobiety nie przynosi najlepszych efektów. Co w takim razie zrobić, by przeżyć zakupowe szaleństwo i, co ważne, wyjść z niego cało?

 

1. Przygotowanie

Plan. Słowo klucz, które z pewnością wiele ułatwi. Niesprzyjające środowisko wymaga wcześniejszego przygotowania. Idąc w konkretnym celu, zdecydowanie zwiększa się swoje szanse na powodzenie. Wielką zaletą galerii handlowych jest fakt, iż w jednym miejscu skupiają one wiele różnych brandów, jednak chcąc odwiedzić wszystkie sklepy, które w swojej ofercie mają męskie buty, trzeba się liczyć z wielogodzinną wyprawą. A gdyby tak poświęcić 10 min na sprawdzenie poszczególnych marek, zastanowić się, która ma w ofercie interesujące nas modele i ostatecznie zamiast do 15, wejść tylko do 5 sklepów?

2. Plan działania – krok po kroku

Jasnobrązowe, ciemnobrązowe, czarne, wiśniowooberżynowe, skórzane, plastikowe, z zaokrąglonym noskiem, spiczaste, wygodne, miażdżące stopy, ładne, brzydkie, jakieś dziwne… Można by tak w nieskończoność. Ale po co? Wybieranie butów jest łatwiejsze niż można by przypuszczać.

Krok 1. Do czego/ na jaką okazję?
Formalne (elegancki garnitur, ślub przyjaciela): oksfordy
Nieformalne(dżinsy lub spodnie chino, spotkanie ze znajomymi): brogsy, monki

Krok 2. Jaki kolor?
Najbardziej uniwersalne są wszelkie odcienie brązu – od bardzo jasnych po bardzo ciemne, prawie czarne. Tutaj najważniejsze jest „podobamisię”. W codziennych zestawach jest właściwie całkowita dowolność, sztywne zasady wkraczają dopiero przy pełnej elegancji wymagającej czarnych, czasami (w przypadku smokingu) nawet lakierowanych butów.

3. Realizacja

Teraz wiedząc już jakiego typu butów szukamy, wystarczy je tylko znaleźć. Najważniejsze jest dopasowanie. Buty mają być wygodne. Niektóre, szczególnie te klasyczne, wymagają czasu i paru niekomfortowych przechadzek, by dopasować się do stopy właściciela, ale nie zmienia to faktu, że chodzenie nie może sprawiać fizycznego bólu. But powinien dokładnie okalać stopę, trzymać ją w ryzach, ale nie uwierać. Cierpliwość przede wszystkim. Gwarantuję, że zostanie ona wynagrodzona z nawiązką, kiedy każdy kolejny krok będzie naprawdę komfortowy. Niektóre salony (np. klasycznebuty.pl) oferują usługę doradztwa. Polega ona na dokładnym zmierzeniu stopy, określeniu tęgości i wybraniu modelu dopasowanego wręcz na zasadzie drugiej skóry. Niestety w tej kwestii sieciówki przegrywają w przedbiegach.

4. Odwrót

Misja zakończona powodzeniem! Teraz, o ile działania były realizowane w pojedynkę, można już pewnym krokiem udać się w kierunku wyjścia i z sentymentem wspominać udane zakupy. Jest jeszcze niestety druga opcja…

Mężczyno, jeśli poszedłeś do galerii handlowej z kobietą (wielki błąd) chwyć torbę ze swoimi nowymi butami w prawą dłoń, a lewą przygotuj na torby towarzyszki.
Zakupy zakończone, rozpoczyna się polowanie!

 

Źródła:
http://stat.gov.pl/
https://isi-web.org/

Justyna Horbacz

Student wcale nie studencki

Dresowa bluza, dżinsy, sportowe buty i gotowe. 100% wygody, ale ile w tym stylu? Słowa „stylowy” i „student” na pierwszy rzut oka łączą jedynie dwie pierwsze litery. Nic bardziej mylnego. Pośród labiryntów uczelnianych korytarzy znalazłam wyjątek. Student jak każdy, choć wspomniane korytarze przemierza w niczym innym jak w klasycznych, skórzanych brogsach.

Detektyw Horbacz w akcji

Każdego dnia mijam setki studentów, wymieniam setki spojrzeń i nic wielkiego z tego nie wynika. Tym razem stało się jednak coś wyjątkowego. Przechodziły obok mnie piękne, skórzane, brązowe brogsy, wzorzyste skarpetki, wełniane spodnie i płaszcz w czarno-białą szkocką kratę. Osoby w środku niestety nie zauważyłam. Ten klasycznie piękny zestaw został przeze mnie odprowadzony wzrokiem i zniknął.

Student? Student! Jakim cudem on się tu uchował? Jak czują się te brogsy w tak nieprzyjaznym środowisku pełnym sportowych sneakersów? Gdzie jego bluza? Gdzie przetarte dżinsy?

Poszukiwania zajęły tydzień. Dzięki współpracy z Paniami w szatni udało się pośrednio zidentyfikować zbiega i ostatecznie go zlokalizować.

– Witaj, masz może chwilę?
– Nie, spieszę się.
– To posłuchaj…

 

Klasyka według Macieja

W stylu klasycznym absolutnie nie ma nic nadzwyczajnego. To rodzaj normalności. Taki charakterystycznie ubrany sposób bycia odzwierciedlający nie tyle cechy charakteru czy osobowość, co po prostu zamiłowanie do estetyki. Pierwsze wrażenie może okazać się zbyt stereotypowym. Dandys? Piękniś? Po prostu dobrze ubrany mężczyzna, który wie, co w modowej trawie piszczy.

„Klasyczne zasady nie są żadnymi z nieba.
Są stworzone, żeby z nich korzystać. Jak matematyka.”

Czy klasyczny wygląd pomaga lub przeszkadza?

Kiedy wkraczasz między wrony, musisz krakać tak jak one. Ale nie zawsze. I tylko do pewnego stopnia. Jeśli jest się ubranym a nie przebranym, dopasowanie się do sytuacji czy towarzystwa przychodzi całkowicie naturalnie również, a może przede wszystkim, w klasycznym wydaniu. Co warte podkreślenia, obecnie mamy do czynienia z nowoczesnym wydaniem klasyki. Staje się ona coraz lżejsza, coraz bardziej casualowa, codzienna, a wręcz zwyczajnie wygodna. Czy klasyczny wygląd pomaga lub przeszkadza? Jest neutralny, choć to taka bardzo pozytywna neutralność.

Czy wygląd dodaje pewności siebie?

„A może wygląd wynika z pewności siebie.”

Jak wypracować swój styl?

Największym błędem popełnianym przez osoby, które dopiero próbują zdefiniować swój styl, które nadal poszukują właściwej ścieżki wizerunkowego rozwoju, jest rzucanie się od razu na głęboką wodę. Potrzeba wiele prób i błędów, sporo cierpliwości i wytrwałości by wypracować konkretny wygląd. Zmiana z dnia na dzień jest możliwa, ale tylko teoretycznie. By naprawdę dobrze czuć się w klasycznych ubraniach, potrzeba czasu. Z jednej strony by zwyczajnie przyzwyczaić się do nowości, z drugiej by dać sobie możliwość wyewoluowania i zmiany nie tylko samego wyglądu, ale też sposobu myślenia.

Jak Maciej opisałby Macieja?

„Człowiek z zasadami, którego jednak zasady nie ograniczają.
Masz zasady, nie łamiesz ich, ale nie dlatego, że nie możesz, ale bo nie chcesz.”

 

Spotkany. Zgubiony. Odnaleziony. Wykorzystany (wyłącznie w celach naukowych). A wszystko po to, by pokazać kolejny sposób myślenia o klasyce, by zainteresować nią niezainteresowanych, ale przede wszystkim zachęcać do nowego spojrzenia na siebie, cokolwiek miałoby to ostatecznie oznaczać.

Justyna Horbacz