Autor

menEveryday

Przeglądaj

Anatomia garderoby – marynarka bez tajemnic

Każdy wie o ich istnieniu, większość nawet ma w szafie jedną lub dwie, ale z czego właściwie składają się marynarki? Rozkładając je na czynniki pierwsze okazuje się, że w całej swej prostocie są niezwykle złożone. Butonierka, brustasza, biletówka to o dziwo nie gatunki gołębi czy broni palnej, a właśnie elementy marynarki. Można tego nie wiedzieć, ale dlaczego by tak nie wiedzieć?’

Klapy

Można podzielić je na wąskie (4-6 cm), takie o średniej szerokości (7-9 cm) oraz szerokie (powyżej 9 cm). Dobiera się je głównie pod kątem proporcji – mężczyźni o drobnej budowie ciała powinni wybierać węższe by uniknąć wrażenia przytłoczenia, potężnie zbudowani zdecydowanie lepiej prezentować się będą w szerszych; zbyt wąskie dodatkowo wyolbrzymią sylwetkę.

3 podstawowe rodzaje klap:

  1. Proste (otwarte)
    Są najczęściej spotykane, najbardziej uniwersalne i najbardziej klasyczne.
  2. Szalowe
    Nazwa wskazuje pewne powiązanie z szalem. I rzeczywiście w pewnym stopniu tak jest. Ten rodzaj klap jest charakterystyczny dla marynarek smokingowych. Często spotykane jest jedwabne wykończenie, które powoduje wyraźne odcięcie klap na tle marynarki – wyglądają nieco jak narzucony jedwabny szal.
  3. Ostre (zamknięte)
    Nazywane również „frakowymi” lub „w szpic”. Pierwotnie zarezerwowane były jedynie dla marynarek dwurzędowych lub fraków, ale coraz częściej odnajdują się również w towarzystwie klasycznej jednorzędówki. Zdecydowanie podnoszą stopień formalności marynarki; ostre, geometryczne wykończenie dodaje dostojności.

Kozerka

Gdzie jej szukać? Gdyby koza zerkała przez ramię, to kozerka byłaby dokładnie tam, gdzie przy zerkaniu znalazłaby się kozia bródka. A już bardziej poważnie – kozerka to miejsce, w którym kołnierz łączy się z klapami. Niegdyś umiejscowiona nieco nad brustaszą, z biegiem lat wędruje coraz wyżej ku linii ramion.

Kołnierz

Nawiązując do definicji konia z „Nowych Aten”, czyli pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej Benedykta Chmielowskiego – kołnierz jaki jest, każdy widzi.

Butonierka

Na pierwszy rzut oka całkowicie bezużyteczna dziurka guzikowa znajdująca się w klapie marynarki. Jest ona swego rodzaju narządem szczątkowym – kiedyś była potrzebna, bo marynarki zapinało się pod szyją, dziś jedynie przypomina o minionych czasach i służy do umiejscowienia w niej drobnych ozdób (kwiatki, przypinki, spinki).

Kieszenie

Zdecydowanie nie pełnią funkcji magazynowej a decydują o stopniu formalności marynarki. W garniturach dziennych patka (kawałek materiału doszyty przy kieszeni) powinna być wypuszczona na kieszeń, w garniturach wieczorowych wymagane jest schowanie jej do środka w taki sposób, by widoczny był jedynie obrys kieszeni. W przypadku marynarek o sportowym sznycie często spotykane są kieszenie naszywane, w których nie trzeba się już zastanawiać, co z patką zrobić.

Brustasza

Nazwa wywodząca się z niemieckiego Brusttasche (brust – pierś, tasche – kieszonka). I za nazwą podążając można tę kieszonkę odnaleźć – rzeczywiście umiejscowiona jest na piersi. Pomimo tego, iż przy zakupie jest zaszyta, służy do umiejscowienia w niej poszetki – należy ją rozpruć.

Biletówka

Narząd szczątkowy nr 2. Dodatkowa, mała kieszeń umieszczona z prawej strony, którą pierwotnie wykorzystywano do przechowywania biletów kolejowych, obecnie stanowi już tylko ozdobę i nie jest zbyt często spotykana.

Guziki

Najczęściej występują w duecie, choć spotykane jest też trio. Marynarki sieciówkowe wyposażone są zazwyczaj w guziki plastikowe co zapewnia nieskończoną wręcz gamę kolorów, rozmiarów czy form, ale to egzemplarze wykonane z naturalnych surowców (np. bawolego rogu) świadczą o wysokiej jakości i zdecydowanie wyższej cenie produktu.

Szlice

Nic innego jak rozcięcia z tyłu marynarki. Podobnie jak butonierka czy biletówka kiedyś rzeczywiście były „po coś”, a dziś zostały jako element ozdobny choć nadal w pewnym stopniu skłaniający się ku praktyczności. Szlice zapewniają komfort –  dzięki nim można swobodnie usiąść czy włożyć ręce do kieszeni.

I teraz już marynarka jaka jest, każdy się nauczył.

Justyna Horbacz

Nieklasycznie klasyczny wywiad z Mr. Vintage

Na pierwszy rzut oka po prostu jeden z tych inaczej ubranych. Miłośnik klasycznego stylu? A może przymusowo przestrzega reguł? Czyżby schwytany w szpony dress code’u tak bardzo, że nie może się z niego wydostać nawet na co dzień? Co sprawia, że zamiast bluz nosi marynarki? I najważniejsze – ile tak naprawdę ma par butów? Informacyjny niezbędnik dla każdego, kto chce bliżej poznać Michała Kędziorę oraz jego spojrzenie na klasyczny męski styl.

Jak Michał Kędziora w kilku słowach przedstawiłby Michała Kędziorę?

Esteta.
Pasjonat dobrego stylu.
Promotor dobrej jakości.

Gdzie szukać początku tej szczególnej dbałości o wizerunek? Kiedy się to zaczęło?

Taka prawdziwa pasja zaczęła się jakieś 15 lat temu, gdy jeszcze w czasie studiów zacząłem pracę w branży odzieżowej, ale wydaje mi się, że moda i ubrania były mi bliskie znacznie wcześniej, bo już w podstawówce przywiązywałem dużą wagę do wyglądu. Miałem to szczęście, że miałem siostrę w Stanach Zjednoczonych i to ona przesyłała mi w paczkach ubrania jakich moi koledzy wtedy nie mieli –  jeansy Levis’a czy koszulki z logotypem Chicago Bulls.

Z kim przystajesz, taki się stajesz – jak się do tego odnieść w kwestii stylu?

W przypadku mężczyzn to przysłowie bardzo się sprawdza, bo jesteśmy bardzo podatni na otoczenie i także ubiorem nierzadko do tego otoczenia się dostosowujemy. Kiedyś duże znaczenie może miał ubiór dziadka czy ojca – oni byli takimi pierwszymi wzorcami, ale obecnie największy wpływ mają koledzy – zarówno ci ze szkolnej ławy, jak i zza korporacyjnego biurka, a także osoby, które prywatnie cenimy za to jak się ubierają. Mogą to być znani sportowcy, prezenterzy, ale także osoby, które na przykład codziennie widujemy w tramwaju czy na spacerze. Mężczyźni chętnie kopiują takie wzorce, ale też zazwyczaj nie lubią się wybijać na tle otoczenia. Wiąże się to z potrzebą dopasowania do grupy, choć są też silne osobowości, które kompletnie przeczą tej zasadzie.

Mężczyźni dużą wagę przywiązują do komfortu – czy klasyczne ubrania są wygodne?

Jeśli tylko będą odpowiednio dobrane pod względem rozmiaru i mówiąc najogólniej – odpowiednio zaprojektowane – to jak najbardziej, mogą być wygodne.

Skoro są wygodne, po co casual Friday?

Bo większości mężczyzn jednak te argumenty nie przekonują i uważają, że klasyczne ubrania nie są wygodne. Nieformalne piątki pojawiły się zatem po to, by choć jeden dzień w tygodniu dać pracownikom korporacji więcej luzu, by czuli się swobodniej. Należy go traktować jako prezent od pracodawców. Sztywny dress code odbiera wielu mężczyznom swobodę, co może zniechęcać  pracowników do podjęcia pracy w takich firmach. Niektórzy mówią nawet, że dress code zabija kreatywność i pewnie dlatego zupełnie inaczej wygląda ubiór pracowników w branżach kreatywnych i w branżach zaufania publicznego np. u prawników, bankowców, konsultantów. Ale po kilkunastu latach zachłyśchnięcia się tematem dress code’u w Polsce coraz więcej firm wycofuje się z takiego konserwatywnego dress code’u jaki znamy z korporacji zachodnich, głównie amerykańskich. Pracodawcy chcą dać pracownikom więcej swobody, dlatego elegancki garnitur coraz częściej dotyczy tylko tych stanowisk, które mają bezpośredni kontakt z klientami czy partnerami biznesowymi.

Dokąd zmierza rewolucja w modzie klasycznej?

Komfort i wygoda przebijają się także do klasyki. Widzimy coraz więcej tkanin gwarantujących wygodę (np. wełna z naturalnym streczem) i praktyczność (np. wełny odporne na plamy i zagniecenia). Poza tym smart casual jest i będzie jednym z najmocniejszych trendów w modzie męskiej, co pokazuje, że taka konserwatywna klasyka staje się niszą dla pasjonatów.

Styl klasyczny postrzegany jest jako nie dla każdego. Czy to prawda?

W doborze stroju najważniejsze jest samopoczucie i właśnie z tego względu klasyczny wygląd rzeczywiście nie jest dla każdego. Najważniejsze by być ubranym, a nie przebranym. Nie każdy mężczyzna będzie się dobrze czuł w ubraniach eleganckich i nie należy tego robić na siłę. Dużo lepiej odnaleźć swój własny styl dopasowany do własnego stylu życia i osobowości.

Najważniejsza lekcja, którą można wyciągnąć z tej rozmowy – nieważne klasycznie czy nowocześnie, formalnie czy sportowo, ważne by schludnie i po swojemu, nawet jeśli książka „Rzeczowo o modzie męskiej” momentami zdaje się mówić zupełnie co innego.

Ogromne podziękowania dla wspaniale rozmownego rozmówcy, autora bloga mrvintage.pl oraz książki „Rzeczowo o modzie męskiej” Michała Kędziory.

Dla wytrwałych – Mr. Vintage ma ok. 40 par butów (kto przebije?).

Justyna Horbacz

Być, bywać, by wać Pan wiedział, jak się stosownie ubrać

Dobranie stroju do konkretnej okazji jest jednym z najtrudniejszych zadań, jakie może stanąć przed mężczyzną. Wbrew pozorom im bardziej formalnie, tym łatwiej, im większa dowolność, tym więcej okazji do popełnienia błędu. „Eleganckich” zasad jest wiele, a czy w ogóle istnieją jakieś „codzienne”? Co, jak, z czym i bez czego nosić, by wyglądać naprawdę dobrze? A może nie dajmy się zwariować i zostawmy miejsce na sprane dżinsy i dresowe bluzy?

Buty – podstawowy, klasyczny podział

Buty są podstawą, przez wielu uważaną nawet za najważniejszy element stroju. Co trzeba o nich wiedzieć?

Wśród klasycznego obuwia wyróżnia się dwa podstawowe typy – derby (angielki) i oksford (wiedenki). Różnica między nimi tkwi w rodzaju przyszwy, czyli tej części cholewki, w której znajdują się dziurki od sznurówek. Typ derby charakteryzuje się otwartą przyszwą – naszytą na cholewkę, w oksfordach jej dolna część jest częściowo schowana pod cholewkę – zamknięta przyszwa. Szczegół ten odgrywa znaczącą rolę w określaniu formalności butów. Derby z powodzeniem sprawdzą się w codziennych stylizacjach i smart casual’u, oksfordy za to idealnie dopełnią elegancki garnitur czy smoking.

Styl formalny

Zarezerwowany na wielkie wydarzenia, wyjątkowe okazje, miejsca niepowtarzalne, ALE… Co to właściwie oznacza? Bez zbędnego filozofowania – garnitur. Wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, czarny garnitur wcale nie jest tym najbardziej uniwersalnym. W zasadzie sprawdzi się on tylko na uroczystościach wieczorowych i pogrzebowych. Zamiast czerni warto wybrać ciemny granat. Nie stracimy na formalności, a zyskamy na uniwersalności, a czasem nawet na ogólnej prezencji. Jak i z czym nosić?

Czarny garnitur – biała koszula – czarne oksfordy – szary krawat – biała poszetka

Granatowy garnitur – biała koszula – czarne oksfordy – niebieski krawat – biała poszewka

Trudno o błąd, ponieważ sztywne zasady bardzo ograniczają pole manewru. Wbrew pozorom, skomponowanie udanego stroju formalnego może okazać się łatwiejsze niż stworzenie zestawu codziennego.

Styl smart casual

Z formalnością schodzimy o stopień niżej. Spośród całej klasyki to właśnie smart casual jest wybierany najczęściej i najchętniej. Dzieje się tak za sprawą kilku czynników.

  1. Wygoda noszenia
    Styl formalny rządzi się określonymi zasadami, smart casual w dużej mierze opiera się na łamaniu tych zasad. Znajdzie się tu miejsce zarówno na sportowe marynarki, spodnie chino, dżinsy, koszule w kratę oraz brogsy czy nawet sneakersy. Do głosu dochodzi wygoda!
  2. Łatwość noszenia
    Spotkanie z przyjaciółmi, wyjście do kina czy dzień w pracy. Smart casual idealnie sprawdzi się przy każdej okazji. Dodatkowo również praktycznie każdemu pasuje – zapewni doskonały wygląd zarówno młodemu adeptowi sztuki klasycznego stylu ubierania się, jak i doświadczonemu mistrzowi, który od lat kolekcjonuje poszetki.
  3. Sporo miejsca na eksperymenty
    Mamy obecnie do czynienia z rewolucją w kwestii klasycznego stylu. Można wyróżnić klasykę klasyczną oraz nowoczesną. Pierwsza uwzględnia utarte schematy, sprawdzone połączenia i bazuje na tym, co sprawdzone, druga natomiast… Momentami zakrawa o szaleństwo. Zasadą zaczyna być brak zasad zakładający jedynie, że poszczególne elementy stroju mają po prostu dobrze ze sobą wyglądać. Kolorowe skarpetki, wzorzyste koszule, kraciaste spodnie i kolorowe buty – to właśnie tutaj.

Elementy obowiązkowe:

  1. Sportowa marynarka – nie, nie może być ta od formalnego garnituru.
  2. Koszula – element bardziej podstawowy niż obowiązkowy, ale zawsze zapewni świetny wygląd. Można zastąpić ją wełnianym golfem.
  3. Buty – przede wszystkim brązowe. Będą najbardziej uniwersalne. Do wyboru pozostaje jedynie model – brogsy, monki, sneakersy…
  4. Spodnie chino lub dżinsy – dobra wiadomość dla wszystkich miłośników dżinsów – klasyka jak najbardziej zakłada wykorzystanie ich przy tworzeniu codziennych zestawów, ale(!) nie ma mowy o wyróżniających się przetarciach czy dziurach. Ciekawą alternatywą mogą okazać się granatowe lub beżowe chinosy – warto spróbować.

Będąc, stety lub niestety, czasem trzeba bywać. Jak bywać i dobrze wyglądać? Trochę odwagi, ukłon w stronę klasyki i już żadna okazja nie będzie tak straszną i wymagającą, jak mogłoby się wydawać.

Justyna Horbacz

Facet w butach, czyli jak kupować, by horror zmienić w baśń

Na Ziemi żyje ok. 3,8 mld mężczyzn, w Polsce jest to liczba opiewająca na ok. 19 mln. Tak czy inaczej – sporo. Pomimo tak pokaźnej ilości, znalezienie przedstawiciela płci męskiej deklarującego zamiłowanie do zakupów w zasadzie graniczy z cudem. Galerie handlowe zdecydowanie nie są naturalnym środowiskiem występowania męskiego gatunku, a sztuczne zasiedlanie prowadzone przez kobiety nie przynosi najlepszych efektów. Co w takim razie zrobić, by przeżyć zakupowe szaleństwo i, co ważne, wyjść z niego cało?

1. Przygotowanie

Plan. Słowo klucz, które z pewnością wiele ułatwi. Niesprzyjające środowisko wymaga wcześniejszego przygotowania. Idąc w konkretnym celu, zdecydowanie zwiększa się swoje szanse na powodzenie. Wielką zaletą galerii handlowych jest fakt, iż w jednym miejscu skupiają one wiele różnych brandów, jednak chcąc odwiedzić wszystkie sklepy, które w swojej ofercie mają męskie buty, trzeba się liczyć z wielogodzinną wyprawą. A gdyby tak poświęcić 10 min na sprawdzenie poszczególnych marek, zastanowić się, która ma w ofercie interesujące nas modele i ostatecznie zamiast do 15, wejść tylko do 5 sklepów?

2. Plan działania – krok po kroku

Jasnobrązowe, ciemnobrązowe, czarne, wiśniowooberżynowe, skórzane, plastikowe, z zaokrąglonym noskiem, spiczaste, wygodne, miażdżące stopy, ładne, brzydkie, jakieś dziwne… Można by tak w nieskończoność. Ale po co? Wybieranie butów jest łatwiejsze niż można by przypuszczać.

Krok 1. Do czego/ na jaką okazję?
Formalne (elegancki garnitur, ślub przyjaciela): oksfordy
Nieformalne(dżinsy lub spodnie chino, spotkanie ze znajomymi): brogsy, monki

Krok 2. Jaki kolor?
Najbardziej uniwersalne są wszelkie odcienie brązu – od bardzo jasnych po bardzo ciemne, prawie czarne. Tutaj najważniejsze jest „podobamisię”. W codziennych zestawach jest właściwie całkowita dowolność, sztywne zasady wkraczają dopiero przy pełnej elegancji wymagającej czarnych, czasami (w przypadku smokingu) nawet lakierowanych butów.

3. Realizacja

Teraz wiedząc już jakiego typu butów szukamy, wystarczy je tylko znaleźć. Najważniejsze jest dopasowanie. Buty mają być wygodne. Niektóre, szczególnie te klasyczne, wymagają czasu i paru niekomfortowych przechadzek, by dopasować się do stopy właściciela, ale nie zmienia to faktu, że chodzenie nie może sprawiać fizycznego bólu. But powinien dokładnie okalać stopę, trzymać ją w ryzach, ale nie uwierać. Cierpliwość przede wszystkim. Gwarantuję, że zostanie ona wynagrodzona z nawiązką, kiedy każdy kolejny krok będzie naprawdę komfortowy. Niektóre salony (np. klasycznebuty.pl) oferują usługę doradztwa. Polega ona na dokładnym zmierzeniu stopy, określeniu tęgości i wybraniu modelu dopasowanego wręcz na zasadzie drugiej skóry. Niestety w tej kwestii sieciówki przegrywają w przedbiegach.

4. Odwrót

Misja zakończona powodzeniem! Teraz, o ile działania były realizowane w pojedynkę, można już pewnym krokiem udać się w kierunku wyjścia i z sentymentem wspominać udane zakupy. Jest jeszcze niestety druga opcja…

Mężczyno, jeśli poszedłeś do galerii handlowej z kobietą (wielki błąd) chwyć torbę ze swoimi nowymi butami w prawą dłoń, a lewą przygotuj na torby towarzyszki.
Zakupy zakończone, rozpoczyna się polowanie!

Źródła:
http://stat.gov.pl/
https://isi-web.org/

Justyna Horbacz

Student wcale nie studencki

Dresowa bluza, dżinsy, sportowe buty i gotowe. 100% wygody, ale ile w tym stylu? Słowa „stylowy” i „student” na pierwszy rzut oka łączą jedynie dwie pierwsze litery. Nic bardziej mylnego. Pośród labiryntów uczelnianych korytarzy znalazłam wyjątek. Student jak każdy, choć wspomniane korytarze przemierza w niczym innym jak w klasycznych, skórzanych brogsach.

Detektyw Horbacz w akcji

Każdego dnia mijam setki studentów, wymieniam setki spojrzeń i nic wielkiego z tego nie wynika. Tym razem stało się jednak coś wyjątkowego. Przechodziły obok mnie piękne, skórzane, brązowe brogsy, wzorzyste skarpetki, wełniane spodnie i płaszcz w czarno-białą szkocką kratę. Osoby w środku niestety nie zauważyłam. Ten klasycznie piękny zestaw został przeze mnie odprowadzony wzrokiem i zniknął.

Student? Student! Jakim cudem on się tu uchował? Jak czują się te brogsy w tak nieprzyjaznym środowisku pełnym sportowych sneakersów? Gdzie jego bluza? Gdzie przetarte dżinsy?

Poszukiwania zajęły tydzień. Dzięki współpracy z Paniami w szatni udało się pośrednio zidentyfikować zbiega i ostatecznie go zlokalizować.

– Witaj, masz może chwilę?
– Nie, spieszę się.
– To posłuchaj…

Klasyka według Macieja

W stylu klasycznym absolutnie nie ma nic nadzwyczajnego. To rodzaj normalności. Taki charakterystycznie ubrany sposób bycia odzwierciedlający nie tyle cechy charakteru czy osobowość, co po prostu zamiłowanie do estetyki. Pierwsze wrażenie może okazać się zbyt stereotypowym. Dandys? Piękniś? Po prostu dobrze ubrany mężczyzna, który wie, co w modowej trawie piszczy.

„Klasyczne zasady nie są żadnymi z nieba.
Są stworzone, żeby z nich korzystać. Jak matematyka.”

Czy klasyczny wygląd pomaga lub przeszkadza?

Kiedy wkraczasz między wrony, musisz krakać tak jak one. Ale nie zawsze. I tylko do pewnego stopnia. Jeśli jest się ubranym a nie przebranym, dopasowanie się do sytuacji czy towarzystwa przychodzi całkowicie naturalnie również, a może przede wszystkim, w klasycznym wydaniu. Co warte podkreślenia, obecnie mamy do czynienia z nowoczesnym wydaniem klasyki. Staje się ona coraz lżejsza, coraz bardziej casualowa, codzienna, a wręcz zwyczajnie wygodna. Czy klasyczny wygląd pomaga lub przeszkadza? Jest neutralny, choć to taka bardzo pozytywna neutralność.

Czy wygląd dodaje pewności siebie?

„A może wygląd wynika z pewności siebie.”

Jak wypracować swój styl?

Największym błędem popełnianym przez osoby, które dopiero próbują zdefiniować swój styl, które nadal poszukują właściwej ścieżki wizerunkowego rozwoju, jest rzucanie się od razu na głęboką wodę. Potrzeba wiele prób i błędów, sporo cierpliwości i wytrwałości by wypracować konkretny wygląd. Zmiana z dnia na dzień jest możliwa, ale tylko teoretycznie. By naprawdę dobrze czuć się w klasycznych ubraniach, potrzeba czasu. Z jednej strony by zwyczajnie przyzwyczaić się do nowości, z drugiej by dać sobie możliwość wyewoluowania i zmiany nie tylko samego wyglądu, ale też sposobu myślenia.

Jak Maciej opisałby Macieja?

„Człowiek z zasadami, którego jednak zasady nie ograniczają.
Masz zasady, nie łamiesz ich, ale nie dlatego, że nie możesz, ale bo nie chcesz.”

 

Spotkany. Zgubiony. Odnaleziony. Wykorzystany (wyłącznie w celach naukowych). A wszystko po to, by pokazać kolejny sposób myślenia o klasyce, by zainteresować nią niezainteresowanych, ale przede wszystkim zachęcać do nowego spojrzenia na siebie, cokolwiek miałoby to ostatecznie oznaczać.

Justyna Horbacz

Joanna (EGO)

Jestem kobietą a co za tym idzie, od zawsze zwracałam uwagę na dobrze ubranych mężczyzn. Pewnego dnia postanowiłam dowiedzieć się, jakie są zasady męskiej mody … a potem był już tylko niewielki krok abym mogła stosować te zasady w praktyce. Pracuję zawodowo w branży odzieżowej, używając staromodnego określenia w konfekcji męskiej. Na co dzień podpowiadam tzw. brzydszej połowie ludzkości, jak to zrobić aby po prostu dobrze wyglądać, bez silenia się na ekstrawagancję i podążania za modnymi, często jednosezonowymi trendami. Klasyka to jest to ! 

Lubię męską biżuterię czyli zegarki. Klasycznie ubrany mężczyzna nie może obejść się bez dobrego (odpowiednio dobranego) zegarka.

Powszechnie uważa się, że zdaniem kobiet im bardziej zegarek się błyszczy tym jest lepszy, chcę przełamać tenstereotyp … wiecie już dlaczego postanowiłam pisać o zegarkach na forum skierowanym do mężczyzn.

Będą to jednak teksty o czasomierzach okiem blondynki, próżno w nich szukać informacji o skomplikowanych mechanizmach i innych technicznych szczegółów.

Przedstawię za to subiektywny opis modeli wybranych marek i klasycznego zegarkowego designu.

Pozdrawiam zegarkomaniaków,

Joanna Kendziorska

Skarpetki w nowej odsłonie

W kontekście Polaków temat skarpet zdaje się być wręcz nieśmiertelnym. Połączenie ich (najlepiej białych, bawełnianych) z sandałami, stało się niechlubnym znakiem rozpoznawczym naszych rodaków na wakacjach.  W myśl zasad klasycznych (i wszystkich innych) taki zestaw jest po prostu niedopuszczalny, ale… Klasyczne zasady, jak się okazuje, są zwyczajnie nudne. Nie ma jednak powodów do obaw – odważni eleganci wypowiedzieli już wojnę skarpetkowemu zastaniu i melancholii. Groszki, paski, romby, tłoczenia, odważne kolory i wzory, a wszystko by nie zginąć w tłumie i zaprzeczyć przykrym (choć jak prawdziwym) stereotypom.

Klasyczne zasady doboru skarpet

Ogólnie przyjęto dwie sztandarowe zasady doboru skarpet

  1. Dobrane do spodni; kolor taki sam jak spodni lub nieco ciemniejszy
  2. Dobrane do butów; tak ciemne jak buty, ale niekontrastowe do spodni

Obie są oczywiście poprawne oraz równoważne. W większości zestawów lepiej sprawdzi się jednak pierwsza zasada. Bardzo zbliżony kolor skarpetek i spodni spowoduje optyczne wydłużenie linii nóg, a w rezultacie wysmuklenie sylwetki.

Kolejną istotną kwestią jest długość skarpet. Bezdyskusyjnie muszą one być tak długie, by nawet w pozycji siedzącej nie odsłaniały choć fragmentu łydki. Już kupując spodnie warto zwrócić uwagę na to, jak wysoko unosi się nogawka, by później uniknąć zdziwienia, kiedy siadając, naprawdę długie skarpety okażą się jednak zbyt krótkie.

Skarpetki w nowej odsłonie

Zupełnie nowa odsłona, czyli dosłowne odsłonięcie skarpet w niespotykany dotąd sposób. Jeszcze do niedawna skrupulatnie chowane, zakrywane i przysłaniane, a teraz? Zdecydowanie można mówić o rewolucji w podejściu do tego tematu, bo nie dość, że skarpetki ujrzały światło dzienne w całej swojej okazałości, to jeszcze zrobiły to z prawdziwym przytupem. Biorąc pod uwagę modne, krzykliwe wzory, nic w tym dziwnego – po co pokazywać zwyczajne, neutralne, szare czy czarne. Każdy takie ma. Kiedy jednak mowa o pasiastych, żółto-czerwonych w niebieskie groszki, zdecydowanie jest się czym pochwalić.

Nowoczesna klasyka

W ofercie „skarpetkowych sklepów” znaleźć można setki, a nawet tysiące propozycji, dzięki czemu naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Klasyka w nowoczesnym wydaniu to przede wszystkim wszelkiego rodzaju wzory tłoczone. Są one zwykle bardzo subtelne i jedynie w nieznacznym stopniu urozmaicają wygląd skarpetek wprowadzając trójwymiarową fakturę. Świetnie sprawdzą się w strojach o średnim stopniu formalności. W całym gąszczu skarpetkowych wariacji, dobierając parę do zestawów bardzo formalnych, warto pozostać przy gładkiej, jednokolorowej dzianinie.

Nowoczesna nowoczesność

Całkowita dowolność zbiegająca wręcz do szaleństwa. Trudno mówić tu o jakichkolwiek zasadach, bo polegają one przede wszystkim na łamaniu zasad. W nowoczesnym ujęciu skarpetki mają zwracać uwagę, być integralną częścią całego wizerunku lub nawet stanowić główny punkt przykuwający uwagę obserwatora. Istotne jednak by skoncentrować się przede wszystkim na tym, jak prezentuje się cały zestaw, a nie same skarpetki.  Dążymy przecież nie do spełnienia określonych zasad czy ich złamania, a do wypracowania spójnego, wyjątkowego wizerunku.

Bardziej odważnie lub mniej, formalnie czy całkowicie casualowo, bez względu na wszystko, warto poświęcić skarpetkom nieco więcej uwagi. Decydując się na wybieranie ich w mrokach poranka nie tylko ryzykujemy wyciągnięcie dwóch nie do pary, ale też zepsucie całokształtu skrupulatnie dobieranego stroju.

Justyna Horbacz

Roberto Ugolini – florencki synonim klasyki w najlepszym wydaniu

Co decyduje o byciu postrzeganym jako mężczyzna modny, ubrany z klasą? Nie oceniaj książki po okładce, jednak właśnie okładka okazuje się być w tej kwestii najistotniejsza. U jej podstaw znajduje się nic innego jak buty. Najlepiej wykonane ręcznie, skórzane, klasyczne, a jednocześnie niebanalne i wyjątkowe. Gdzie takie znaleźć? Florencka pracownia Roberto Ugolini’ego to miejsce, które z pewnością sprosta oczekiwaniom.

Florencja stolicą mody męskiej

Florencja jako stolica Toskanii i jedno z najpiękniejszych włoskich miast dwa razy do roku – zimą oraz wiosną, staje się również światową stolicą mody męskiej. Pośród wąskich uliczek i zabytkowych budowli, w forcie Fortezza da Basso odbywa się prawdziwe święto – Pitti Uomo.

Pitti Uomo, a właściwie Pitti Immagine Uomo to największe na świecie i jednocześnie najbardziej znaczące targi mody męskiej. Zjeżdżają na nie handlarze, pasjonaci oraz blogerzy z całego świata by z jednej strony prowadzić interesy, a z drugiej poszukać inspiracji, poznać nowych ludzi i spędzić czas w gronie naprawdę świetnie ubranych. Warto jednak wyjść poza mury fortu i poszukać pracowni włoskich mistrzów krawiectwa czy szewstwa.

Klasyczne buty od Ugolini’ego

W samym sercu Florencji znaleźć można niewielką pracownię, która na pierwszy rzut oka zdaje się być aż nader niepozorna. Pierwsze, błędne wrażenie, znika jednak zaraz po przekroczeniu progu. 20 lat temu Roberto Ugolini stworzył miejsce, które śmiało nazwać można obuwniczym rajem i które zdecydowanie nie zostało nadgryzione zębem czasu. Zaczynał jako szewc naprawiający buty, jednak od 1995 skupił się już głównie na szyciu butów na miarę.

Pomieszczenie o powierzchni około 15 metrów kwadratowych mieści zdecydowanie więcej niż to teoretycznie możliwe. Wzdłuż ścian znajdują się półki oraz szafki mieszczące zarówno buty, prawidła, produkty do ich pielęgnacji, jak i wszelkie narzędzia służące do ręcznej produkcji obuwia. Każda z par opuszczających pracownię została stworzona z ogromną dbałością o każdy szczegół na jednym z zaledwie trzech stanowisk.

Ugolini nie ogranicza się do samodzielnej pracy czy nawet stałego zespołu pracowników. Spod jego skrzydeł wyszło wielu znakomitych szewców, którzy zaczynali jako uczniowie mistrza, a ostatecznie założyli własne firmy i tym samym pozwalają na rozwój włoskiego szewstwa. Rocznie wytwarza się tu około stu par. Biorąc pod uwagę jakość wykonania, cały wieloetapowy proces oraz fakt, że nie powstają choćby dwie takie same pary, to naprawdę niezły wynik.

Ugolini tworzy buty dla ludzi na całym świecie. Co ciekawe, jego głównymi klientami nie są wcale Włosi a Japończycy. Zamawiając swoją parę we florenckiej pracowni trzeba się liczyć z wydatkiem minimum 1500 Euro, co najmniej jedną wizytą na przymiarki oraz rocznym czasem oczekiwania. Czy drogo? Drogo. Czy długo? Bardzo długo. Czy warto? Warto zdecydowanie.


Rozmowa z uczniem

Podczas wizyty w pracowni mistrza udało się zamienić kilka zdań z jego uczniem i jednocześnie imiennikiem – Roberto di Monte. Di Monte zaczynał jako praktykant, obecnie jest już pracownikiem, a współpraca trwa od ponad 5 lat. Co warto nadmienić, jak sam mówił, Ugolini jest naprawdę świetnym nauczycielem. Dobrze wróży to na przyszłość – kolejne pokolenia doskonale wyszkolonych szewców to gwarancja utrzymania pięknej i jakże znaczącej tradycji włoskiego szewstwa.

Roberto Ugolini jest jednym z wielu, ale na pewno nie jest taki jak wielu. Buty tworzone w jego pracowni przetrwają długie lata i zapewnią niezliczoną ilość klasycznie pięknych kroków.

Justyna Horbacz

Skarpety wełniane

Tworzenie wizerunku zewnętrznego to kompromis pomiędzy wygodą i swobodą a elegancją i dostosowaniem się do kontekstu, w którym przebywamy. Często przygotowując swój wizerunek, korzystamy z indywidualnie wypracowanych schematów nie pozwalając sobie na krok więcej, bo boimy się nieznanego – nawet jeśli to skarpety.

Co w składzie mają skarpetki?

Zdecydowanie skarpetki są tym elementem garderoby, którego przedstawiać nikomu nie trzeba. Gładkie, eleganckie do garnituru lub odważniejsze, kolorowe i wzorzyste do mniej formalnych stylizacji. Skarpetki towarzyszą nam przez większość roku, jednak traktujemy je często po macoszemu. Mimo, że zmienia się to ewidentnie w zakresie kolorystyki i wzornictwa, nadal boimy się nowych materiałów. Zaryzykuję stwierdzenie, że 98%-99% skarpet na rynku to bawełna z niewielką domieszką materiału uelastyczniającego. A ten status quo można przełamać…
Bo nie tylko z bawełną naszym stopom jest po drodze. Równie dobrze znanym materiałem jest wełna, która towarzyszy nam od tysięcy lat w milczeniu dając komfort przez cały ten czas.

Dlaczego skarpetki z wełny?

Dlaczego jednak wełna nie jest tak popularnym materiałem na skarpetki – jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze – skarpetki wełniane, jako wyższa półka, są w większości przypadków droższe od produktów bawełnianych. Jednak wełna zdecydowanie przewyższa jakościowo bawełnę w kilku zasadniczych kwestiach:
1. Wełna dużo lepiej radzi sobie z „zarządzaniem” wilgocią oraz wentylacją, dzięki czemu nawet gdy się przegrzewamy nie odczuwamy tego tak dotkliwie.
2. Wełna lepiej zachowuje kolor, więc tkanina dłużej zachowuje swój charakter.
3. Wełna jest cieplejsza – co szczególnie w okresie zimowym jest dla komfortu bardzo ważne, gdy zamiast ciężkich zimowych butów chcemy lub musimy wybrać półbuty.
4. Nawet jeśli nie mamy do czynienia z pasjonatem elegancji wełna zawsze dodaje nam charakteru i podnosi jakość stylizacji (nawet w tak drobnych elementach).
Dlatego właśnie zakochałem się w dużo wygodniejszych skarpetach z wełny merynosa. Niesamowity komfort, z którym ciężko się spotkać przy bawełnie. Dodatkowym atutem jest opcja znalezienia ich w rozmiarze getrów. Dłuższe od skarpetek garniturowych, zamiast się zsuwać, genialnie trzymają się na łydce dodatkowo ją grzejąc. Zazwyczaj skarpetki garniturowe kończą się poniżej najszerszego punktu łydki co w połączeniu z grawitacją może mieć tylko jeden skutek.

Czy warto spróbować – absolutnie tak. Czy będziesz żałować – sprawdź sam, w mojej garderobie na pewno już takiego produktu nie zabraknie.

Łukasz Dusza